[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mam rodziny. A przynajmniej nie miałam do chwili narodzin Hany. Miałam swoją
pracę, wszyscy w Khalifie byli dla mnie jak rodzina. Dlatego ta posada tyle dla
mnie znaczy.
Nie odzywał się. Wiedział, że opowieści Beth nie są prawdą, ale nie czuł się
S
R
dumny, że w końcu zmusił ją, żeby się przyznała do kłamstwa.
- Być może nie mam rodziny ani rzeszy podwładnych, ale zawsze mogę za-
trudnić prawnika...
- Wtedy będę się bronił...
- Wiem. Zawsze musisz postawić na swoim.
- Nie sądzisz, że Hana powinna znać oboje rodziców. Jest księżniczką. Chcę,
by mogła w pełni korzystać z przywilejów, jakie daje urodzenie. Nie zależy ci na
tym?
- Chcę tylko, by była szczęśliwa.
- Ja też...
- Nie. Chcesz mi ją odebrać i wychować w przekonaniu, że najważniejsze są
pieniądze i władza, a miłość to fanaberia.
Czy on w ogóle mnie słucha!? - pomyślała.
- Jeśli pozwiesz mnie do sądu, wystąpię o pełną opiekę nad dzieckiem.
Chcesz stracić Hanę?
- Nie groz mi.
Choć siliła się na odwagę, głos jej drżał. Nie mogła stracić córeczki! Hana by-
ła dla niej wszystkim... Po raz pierwszy w życiu czuła się kompletnie pobita.
- %7łądam jedynie, by Hana została uznana za moją prawowitą córkę i żebym
mógł zatroszczyć się o to, by żyła na należytym poziomie.
- Na należytym poziomie?
- Spróbuj zrozumieć. Pochodzimy z innych światów...
- I dzięki temu możesz kupić prawnika, sędzię i dziecko?
- To nie tak. Dobrze o tym wiesz. Jesteś zbyt rozemocjonowana.
- %7łebyś wiedział!
- Wybieraj. Możesz zostać w Liverpoolu i próbować szczęścia w sądzie albo
pojechać z Haną i ze mną. Tak czy siak, mała leci ze mną.
Postawiona pod ścianą, myślała tylko o bezpieczeństwie córki. Tylko to się
S
R
dla niej liczyło.
- Na pewno będzie z tobą bezpieczna?
- Pora podjąć decyzję, Beth...
- Nie będę twoją kochanką.
- Przygotuję dla ciebie wszystko w samolocie - powiedział bez cienia emocji
w głosie.
I to był już koniec. Serce łkało jej z żalu za tym, co stracili.
Jednak wiedziała, że jego zachowanie odzwierciedla burzliwe czasy, w któ-
rych przyszło mu żyć, i że nie może się po nim więcej spodziewać. Usiadła i czeka-
ła, aż zapowiedzą ich lot.
- Powiedz swojej przyjaciółce, że jest u nas mile widziana.
Nie było to zbyt wiele, ale chciał, aby poczuła się choć trochę bezpieczniej.
Nie zamierzał stawiać jej pod murem, po prostu tak wyszło. Kiedy tak patrzył na
nią, drobną i zagubioną, coś tknęło go za serce i uczynił arabski gest bło-
gosławieństwa - coś, czego jeszcze nigdy nie zrobił w obecności Beth, choć wie-
dział, jak bardzo tego potrzebowała.
Udała się do córki, a on usiadł ciężko na krześle. Musi się jakoś otrząsnąć z
szoku. Pierwszy raz trzymał w ramionach córkę, i jeszcze to gwałtowne starcie z jej
matką. Cóż, wybrał lwicę, nie potulną owieczkę... Nie może zagwarantować im
bezpieczeństwa w Anglii, ale w ojczyznie również nigdy nie będzie spokojnie, taka
już natura synów pustyni... Będzie to od niej wymagać ogromnej siły, ale wiedział,
że da sobie radę. Była wyjątkową kobietą. Podważyła wszystko, czym się kierował
w życiu. Nikt inny nie śmiałby tego zrobić.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że Beth nie nadaje się na kochankę. Jednak
rozpaczliwie jej pragnął i choć bardzo się starał, nie potrafił znalezć wyjścia z im-
pasu. Nie mógł jej poślubić. Musiał więc zadowolić się tym, że ściągnął je obie do
siebie. Taki był przecież cel jego przyjazdu do Anglii - zapewnić im bezpieczeń-
stwo. Czuł się zadowolony, na tyle, na ile mógł w tej sytuacji...
S
R
ROZDZIAA JEDENASTY
Szejk nie podróżował małym odrzutowcem, lecz ogromnym samolotem rej-
sowym z herbem sokoła na ogonie. Beth stała na płycie lotniska z Haną w ramio-
nach. Eskorta odprowadziła je do samolotu. Tak teraz będzie wyglądać nasze życie
- pomyślała. Khal przeszedł wzdłuż rzędu dygnitarzy.
- Gdzie jest Faith? - zapytał, kiedy dołączył do Beth.
- Jej ojciec się rozchorował. Poprosiłam twojego szofera, żeby ją odwiózł.
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
- Dobrze zrobiłaś. - Zatrzymał się na schodkach do samolotu. - Mam wziąć od
ciebie Hanę? [ Pobierz całość w formacie PDF ]