[ Pobierz całość w formacie PDF ]

niechęć, pogardę czy lekceważenie. Niech zgaduje, co miała na myśli.
Tego ranka pojechała do swojego domku, by, na złość
Devlinowi, zająć się pokojem dziecinnym, ale zanim zdążyła się
zabrać do szycia zasłon, zmieniła zdanie. Wolała pojechać do miasta,
by przed pracą zrobić zakupy w sklepie z ubraniami dla przyszłych
mam. Teraz wypakowała jedną z długich, ciepłych sukienek, które
kupiła specjalnie, by mieć coś wygodnego do włożenia w takie
wieczory jak ten. Przebrała się szybko i zeszła po schodach.
- Jesteś głodny? - spytała, by zyskać na czasie.
- Chętnie zjadłbym kanapkę - odpowiedział, nie ruszając się
sprzed kominka.
Nicole nie rozumiała, dlaczego się upierał, by rozpalać ogień za
pomocą zapałek i cienkich szczapek drewna, skoro kominek był
wyposażony w specjalny zapalnik gazowy, który zdecydowanie
ułatwiał sprawę. Najwyrazniej był niespełnionym harcerzem.
Przygotowała mu kanapkę z żytniego chleba, z szynką,
szwajcarskim serem i korniszonem. Dorzuciła trochę chipsów i nalała
86
RS
do szklanki zimnego piwa. Ogień w kominku tańczył już wesoło,
kiedy zaniosła tacę z jedzeniem do salonu.
- A ty nie będziesz nic jadła? - spytał.
- Nie.
- Aadnie wyglądasz. To nowa sukienka? -Tak.
Zobaczyła, jak Devlin tłumi westchnienie. Nie chciała, by do
tego doszło. Szczerze mówiąc, sama była zdziwiona tym, że tak
niecierpliwie czekała na jego powrót. A potem on wszystko zepsuł,
zachowując się jak jaskiniowiec, który chwyta swoją kobietę za włosy
i wlecze do pieczary. Teraz, jeśli chciał porozmawiać, będzie się
musiał wysilić. Nie miała zamiaru niczego mu ułatwiać. Nie ufał jej,
jego sprawa. Ona ze swej strony nie żywiła do niego w tej chwili
żadnych cieplejszych uczuć. Mieli równe szanse. Rozgrywka mogła
się rozpocząć.
- Obrażona? - odezwał się, biorąc kanapkę z talerza. -Tak.
Prawie się uśmiechnął. Wziął z tacy kanapkę i ugryzł solidny
kęs.
W ciszy, jaka zapadła, słychać było tylko trzaskanie ognia.
- Nie lubię Marka - wyznał Devlin po chwili.
- Zdążyłam się zorientować. Powiedz mi, Devlin, masz coś
konkretnego przeciwko Markowi, czy przeszkadza ci po prostu to, że
jest mężczyzną?
- Nie widziałem cię z innymi mężczyznami, więc trudno mi
powiedzieć.
Zastanowiła się chwilę.
87
RS
- Devlin, nie wiem, co o tobie myśleć. Najpierw decydujesz, że
nie będziemy mówić o dziecku przy Marku, a potem epatujesz
wszystkich tą wiadomością. Ledwie mnie znasz, a zachowujesz się,
jakbym była twoją własnością.
- Ostatnio sam nie wiem, co się ze mną dzieje - przyznał. -
Zostanę ojcem. Wszystko się zmieni.
Wdzięczna za jego szczerość, postanowiła, że opowie mu o
spotkaniu z Markiem.
- Mark przyjechał, bo się o mnie martwił. Nie odzywałam się do
niego od tamtej niedzieli. I wyłączyłam komórkę, więc nie mógł
zadzwonić. Ma ci za złe, że trzymasz mnie z daleka od niego. A
przecież to nie twoja wina, sama go unikałam.
- Unikałaś go? Dlaczego? - zaciekawił się. - Było ci wstyd przed
nim?
- Może trochę. Czułam się bardzo niezręcznie, to pewne.
- Z jakiego powodu?
- Przecież wiesz - powiedziała z przekąsem. Klasyczna wpadka
to nie było coś, z czego dorosła kobieta żyjąca w dwudziestym
pierwszym wieku mogła być dumna. - Myślę, że Mark ma nadzieję, że
do niego wrócę.
Zaśmiał się krótko.
- Dopiero na to wpadłaś?
- Zaproponował, że się ze mną ożeni, jeśli ty się nie zdecydujesz.
Wiedziała, że nie powinna mu tego mówić. Ale, Boże odpuść,
nie mogła się powstrzymać, by się z nim nie podrażnić. Chyba jej się
podobało, że jest zazdrosny.
88
RS
Patrzył chwilę w ogień.
- Powiedziałaś mu, że bardzo dziękujesz za jego szlachetną
propozycję, ale nie skorzystasz? - odezwał się po chwili.
- Nie zdążyłam, bo nam przerwałeś.
- Mogłaś mu to powiedzieć, kiedy wyszedłem, żebyście się
mogli czule pożegnać.
- Nie wrócił do tematu.
Ujął jej twarz w dłonie i zmusił, by na niego spojrzała.
- W twoim życiu nigdy nie będzie żadnego mężczyzny poza
mną.
- Nawet, jeśli się nie kochamy? Zawahał się.
- Miłość to nie wszystko. Można stworzyć udany związek,
opierając go na innych wartościach.
- Devlins czy twoi rodzice się kochają?
- Nie mam pojęcia.
Jakie to smutne, pomyślała. Bardzo, bardzo smutne.
- Moi rodzice świata poza sobą nie widzieli. Ich miłość była
głęboka, szczera i bezgraniczna. Też chcę przeżyć taką miłość. Nie
zadowolę się żadną namiastką - oznajmiła z uporem.
- %7łycie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli, Nicole -
tłumaczył cierpliwie. - Czasami musimy ponieść konsekwencje
naszych uczynków. W tym konkretnym przypadku konsekwencją jest
niewinne dziecko, które powołujemy na ten świat.
- Wiem o tym. - Spoważniała. - Dlatego tu jestem. Nie była to
cała prawda. Oczywiście dziecko było najważniejsze, ale nie tylko ze
względu na nie chciała być blisko Devlina. Od pierwszej chwili, kiedy
89
RS
się spotkali, głęboko ją zafascynował. A teraz był taki tajemniczy,
nieprzystępny. Postanowiła sobie, że odkryje, jaki jest naprawdę.
Zawsze lubiła wyzwania.
- Mam tu coś dla ciebie. - Niespodziewanie wyjął spod stolika
pudełko i wręczył je Nicole. Nie było opakowane w ozdobny papier
ani przewiązane kokardą, ale uroczysta mina Devlina wyraznie
wskazywała, że chodziło o coś specjalnego.
Zerwała taśmę klejącą i otworzyła pudełko. W środku
znajdowała się doniczka z delikatnej białej ceramiki. Nicole poczuła,
że wzruszenie dławi ją w gardle.
- Dziękuję. Jest piękna.
- Zauważyłem, że lubisz białe doniczki - rzucił od niechcenia,
gładząc palcami falisty brzeg naczynia.
Przytuliła doniczkę do piersi. Nie mogła uwierzyć, że pomyślał
o jej kwiatku, który wymagał przesadzenia.
- Wiem, że się boisz o swój fiołek. Pomogę ci go przesadzić -
zaoferował.
- Zajmujesz się ogrodnictwem? - spytała, uśmiechając się na
samą myśl o Devlinie wśród grządek.
- Tak naprawdę to nie. Ale tyle chyba potrafię, zwłaszcza że się
przygotowałem. Zostałem przeszkolony przez przyjaciółkę Joan,
biegłą ogrodniczkę.
- To najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam.
Zauważyła, że się ucieszył.
90
RS
- Chodz tutaj, Nicole. - Devlin usadowił się na sofie i poklepał
zachęcająco miejsce obok siebie. - Pogrzejemy się chwilę przy
kominku, a potem pójdziemy spać.
Usiadła obok niego, a on objął ją mocno ramionami i
przyciągnął do siebie tak blisko, że opierała się plecami o jego pierś.
- Zamknij oczy - szepnął. - Postaraj się odprężyć.
- Jeszcze chwila i zasnę.
- To dobrze.
Nie wiedziała, czego się po nim spodziewać, kiedy był taki miły.
Pewnie powinna się mieć na baczności, ale tym razem nie miała na to
siły. A w jego ramionach czuła się cudownie. Od tak dawna nikt jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]