[ Pobierz całość w formacie PDF ]

od lodowato zimnej wody.
Zapewne chciał się dowiedzieć, dlaczego nie przyszła, tak jak obiecała,
ale kiedy się dowie, że niedawno urodziła dziecko, bez wątpienia ją
zrozumie. Powiesiła ostatnią sztukę, wzięła balię i wyszła mu naprzeciw.
- Dzień dobry, pani Ringstad. - Majster uchylił kapelusza. - Wszystko
dzisiaj szybko schnie, prawda?
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Podejrzewała, że niewiele go to
obchodziło.
- Tak - powiedziała - nareszcie mogłam rozwiesić pranie na dworze.
Niewygodnie, kiedy wisi w kuchni nad naszymi głowami.
- Wyobrażam sobie - roześmiał się. - Przydałby się pani taki strych, jaki
my mamy. Słyszałem od mojego bratanka, że urodziła pani córeczkę.
Gratuluję.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że rozumie pan, dlaczego nie dotrzymałam
obietnicy i pana nie odwiedziłam?
- Dlatego tu dzisiaj przyszedłem. Jest pani sama w domu?
- Jestem tu sama z dziećmi.
- Pani siostra nadal najmuje się do sprzątania?
- Praca w Nydalen Compagnie okazała się dla niej zbyt męcząca.
Dwanaście godzin pracy i do tego jeszcze długa droga to za dużo. Po kilku
porodach nie ma już tyle siły.
- Szorowanie podłóg na pewno jest męczące - powiedział przejęty.
- Podejmuje się tylko takich prac, którym jest w stanie podołać. Jej mąż
nie lubi, kiedy wychodzi sprzątać. Wolałby, żeby znalazła jakieś inne
zajęcie, ale jeśli ktoś skończył zaledwie szkołę powszechną, nie ma zbyt
wielu możliwości.
- Mogę zostać tu chwilę? Nie ma pani nic przeciwko temu? Chciałbym o
czymś porozmawiać.
- Proszę. I proszę nie zwracać uwagi na bałagan. Na stole leży stos
czystych pieluch, właśnie miałam je poskładać.
- Nie przyszedłem tu patrzeć na pani bałagan - powiedział i machnął
ręką.
Elise wyniosła kosz z pieluchami i szmatkami do pokoju i spytała, czy
napije się kawy, ale pokręcił głową.
- Mój bratanek znalazł sobie już inną kobietę.
- Mąż mi to mówił. Widział ich w kościele.
- Pani mąż wrócił? - majster spojrzał na nią zdziwiony.
- I tak, i nie. Zatrzymał się u Carlsenów, u których mieszkał, kiedy był w
Armii Zbawienia. Gdy zacznie pracować, znajdziemy jakieś inne
mieszkanie i pewnie się stąd wyprowadzimy.
- Hmm. Jestem zaskoczony. Naprawdę jest pani skłonna przyjąć go z
powrotem, mimo że panią zdradził i ma dziecko z inną kobietą?
Elise czuła, że się czerwieni.
- Jest moim mężem, panie Paulsen.
Najwyrazniej uznał, że bezpieczniej będzie zmienić temat.
- Nie wiem, jak mały Isac się czuje. Strata matki jest dla dziecka na
pewno ciężkim przeżyciem. Ojciec nie zna się na wielu sprawach,
wszystko zależy od opiekunki. Niestety zmienili opiekunkę, nie bardzo
wiem dlaczego. Kiedy odwiedziłem go kilka dni temu, odniosłem
wrażenie, że chłopiec wyraznie się zmienił. Dawniej był radosny i bardzo
żywy, uśmiechał się, śmiał, bez przerwy coś mówił. Teraz nie mogłem
słowa z niego wydobyć. Była tam też nowa przyjaciółka mojego bratanka.
Jest bardzo młoda, ma zaledwie dziewiętnaście lat. Niestety odniosłem
wrażenie, że nie bardzo interesuje się chłopcem.
Elise ścisnęło się gardło na myśl, że Braciszkowi nie było dobrze.
- Nie sądzi pan, że kiedy lepiej się poznają, sytuacja się poprawi?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Próbowałem rozmawiać o tym z moim bratankiem. Jest bardzo zajęty
swoją nową przyjaciółką. Zdradził mi, że planują się pobrać, jak tylko
minie roczna żałoba. Ona chce mieć dużo dzieci, tak mi powiedział, ale
kiedy spytałem, czy nie uważa, że Isac jest ślicznym małym chłopcem,
zrobił dziwną minę. Zanim wyszedłem, rzucił też tajemniczo:  Być może
wtedy się pośpieszyliśmy, ale nie mogliśmy wiedzieć, że sprawy tak się
potoczą". Już miałem spytać, co ma na myśli, ale właśnie wtedy przyszedł
do niego ktoś w służbowej sprawie. Potem jednak dużo o tym myślałem i
doszedłem do wniosku, że najpewniej chodziło mu o decyzję w kwestii
małego Isaca.
Elise siedziała na taborecie naprzeciwko niego i uważnie słuchała tego,
co mówił.
- Chce pan powiedzieć, że żałuje swojej decyzji?
Pan Paulsen przejechał ręką po swoich rzadkich włosach.
- Może to zbyt mocno powiedziane, ale odnoszę wrażenie, że chłopiec
stał się dla niego zbyt dużym obciążeniem.
- To byłoby straszne.
- Zgadzam się z panią. Dlatego tu jestem. Isac nie został adoptowany
przez mojego bratanka. Nie zgodziłem się na to. Powiedziałem, że może
traktować go jak własnego syna i nawet nie musi mówić mu prawdy, ale ja
chcę móc decydować o jego losie.
- To znaczy, że w dalszym ciągu jest pana prawowitym synem i
spadkobiercą i pan ma prawo decydować o jego losie? To pan figuruje w
dokumentach jako ojciec?
- Zgadza się. Zapadła cisza. [ Pobierz całość w formacie PDF ]