[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Przyszło i Boże Narodzenie. Lecz z radością tego święta dla świętego proboszcza z
Ars zmieszał się głęboki ból. Listonosz przyniósł list, który ksiądz Vianney otworzył z
pewną obawą. Domyślał się, że list musiał zawierać coś więcej niż zwykłe życzenia
świąteczne. I rzeczywiście donosiła mu siostra Małgorzata, że brat jego Franciszek jest
ciężko chory i pragnie się z nim zobaczyć.
Franciszka zawsze bardzo kochał. Ale jak tu się udać, do Dardilly akurat w czasie
świąt Bożego Narodzenia? Siadł, więc i zaraz napisał do chorego list pełen serdecznego
152
zatroskania. Mój kochany Franciszku! Przed chwilq dowiedziałem się o Twojej chorobie.
Dotychczas ukrywano jq przede mnq. Bardzo się tym zmartwiłem. Proszę cię, więc, daj mi
znać, jak się naprawdę miewasz. Już bym się był wybrał w drogę, gdyby nie wypadły
akurat święta Bożego Narodzenia. Daj mi znać jak najszybciej, bym nie żył w
niepewności. Ufam, że będę Cię mógł wkrótce zobaczyć. Przesyłam mojq serdeczng
pamięć dla siostry, która na pewno bardzo się tym przejmuje.
Tymczasem musiało się chyba zdrowie Franciszka poprawić, skoro całe tygodnie
proboszcz z Ars na próżno czekał na jakąś wiadomość z domu. 26 stycznia przybył jednak
do Ars jego bratanek Antoś i poprosił, aby zaraz przybył do Dardilly, ponieważ jego ojciec
dogorywał.
Z wielkim pośpiechem Franciszek Pertinand przygotował powóz, w którym oprócz
księdza Vianneya zajęli miejsca jego bratanek i ksiądz Toccanier.  Tylko przywiezcie go
nam z powrotem  wołali do woznicy ludzie ze wsi i pielgrzymi, patrząc na odjeżdżający
pojazd.  Na pewno  odpowiedział Pertinand.
Dla biednego proboszcza droga okazała się prawdziwą torturą. W Parcieux, o trzy
mile od Ars, oświadczył:  Nie mogę dalej jechać. W głowie mi się kręci. Chciał dalej iść
pieszo, lecz ledwie mógł ustać na ośnieżonej drodze. Kolana pod nim się uginały, tak, że
musiał zrezygnować z dalszej podróży. Z płaczem zobowiązał bratanka, żeby bratu
przekazał ostatni uścisk oraz zapewnił go o modlitwach. Następnie wsiadł z powrotem do
powozu. I zupełnie wyczerpany wrócił do Ars.
Ksiądz Toccanier i Antoś Vianney poszli dalej piechotą. W Neuville najęli furmankę
i o zmroku dotarli do Dardilly w chwili, gdy miejscowy proboszcz udzielał choremu
Ostatniego Namaszczenia. Boleść Franciszka była ogromna, kiedy ujrzał wracającego
syna bez umiłowanego brata. Lecz pobożny ten sługa Boży złożył w ofierze swój ostatni
zawód życiowy. %7łył jeszcze do Wielkiego Piątku, kiedy to jego dusza wróciła do Ojca.
Ksiądz Vianney zaś nie miał już więcej oglądać swojej wioski rodzinnej. Wieczorem
piętnastego sierpnia 1855 roku ksiądz Toccanier powitał księdza Vianneya, po jego
wyjściu z konfesjonału, z tajemniczym uśmieszkiem.  Matka Boża zawsze mnie
obdarzała samymi radościami, i wspomnienie tych radości należy u mnie do
najwcześniejszych w życiu. Ale co ksiądz chce przez to powiedzieć?
Ksiądz, Toccanier wyciągnął z kieszeni gazetę i rozłożył ją na stole przed
proboszczem.  Niech ksiądz sam przeczyta.  Nigdy się nie interesowałem tym, co
bredzą dziennikarze, zwłaszcza od czasu, gdy uznali za stosowne zajmować się biednym
proboszczem z Ars.  Tak, ale to na pewno księdza zainteresuje.  A zatem niech ksiądz
powie, o co chodzi. Moje oczy są już zbyt sfatygowane.  No dobrze, niech, więc ksiądz
słucha: Cesarz Napoleon raczył mianować księdza kanonika Jana-Marię Vianneya,
proboszcza w Ars, kawalerem Legii Honorowej. W ten sposób zasłużony ten duchowny
otrzymuje najwyższe odznaczenie francuskie...
153
 I co ksiądz proboszcz na to?  Chciałbym raczej, żeby mi cesarz dał święty
spokój. Czyż wszyscy muszą się ze mnie naśmiewać? Tego samego jeszcze wieczora
hrabia des Garets zjawił się na plebani i i wręczył proboszczowi dyplom nominacyjny.
 Jak to ludzie lubią naśmiewać się ze mnie!  westchnął ksiądz Vianney. Lecz
nagle jakaś myśl rozjaśniła mu twarz.  Czy do Legii Honorowej jest przywiązana jakaś
pensja? Czy dostanę jakieś pieniądze dla moich biednych?  Nie, księże proboszczu, to
jest tylko odznaczenie honorowe  odrzekł wójt.
 W takim razie, skoro moi biedni nic z tego nie skorzy stają, proszę powiedzieć
cesarzowi, że nie chcę o niczym wiedzieć.  Ależ to niemożliwe  odrzekł śmiejąc się
hrabia.  Księże proboszczu  rzekł z kolei ksiądz Toccanier  wszyscy księdza
dekorują: po biskupie cesarz... Na pewno także Pan Bóg udekoruje księdza w niebie.  O
to najwięcej się boję  westchnął ksiądz Vianney.  Jeśli stanę przed Bogiem
obwieszony tymi wszystkimi świecidełkami, powie mi z pewnością: Wynoś się!
Otrzymałeś już swoją nagrodę.
W parę dni pózniej proboszcz z Ars otrzymał pocztą list i aż krzyknął z oburzenia:
 Tego już za wiele! Cesarska kancelaria przysyła mi rachunek. Mam zapłacić dwanaście
franków za krzyż kawalerski. Przecież ja go nie przyjąłem. Wolę dać tych dwanaście
franków pierwszemu napotkanemu żebrakowi. [ Pobierz całość w formacie PDF ]