[ Pobierz całość w formacie PDF ]

taka postawa dystansowania się od posiadaczy...
Kołakowski: - ...tej ostatecznej prawdy. Ale mimo to jest bardzo ważne, żebyśmy mieli jakieś takie
trwałe punkty oparcia w kulturze. Na przykład w Biblii. Ja bardzo byłbym za tym, żeby dużo Biblii
uczyć w szkołach, i to nawet w tych starych przekładach - Biblii gdańskiej, gdzie zdarzają się jakieś
słowa, których nie rozumiemy. Nie wiemy, co to znaczy słowo "lepak", które jest w Biblii [królowej
Zofii], ale tak samo nie wiemy, co to znaczy u Mickiewicza "świerzop", o czym Gałczyński napisał,
zabawny wierszyk ("Ofiara świerzopa": Bo gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop, /Kridl
odpowiedział: - Hm, może to jaki przyrząd? /Potem pytałem Pigonia, /a Pigon podniósł ramiona.)
Natomiast jakieś punkty trwałego oparcia - to jest też bardzo ważne, żebyśmy mieli nie tylko
przypadki, ale także jakieś cząstki niezmienne, trwałe.
Michnik: - W Polsce dzisiaj są dzisiaj dwie fundamentalne rany w pamięci. Pierwsza rana,
skrótem ją nazwę - Jedwabna, druga rana, skrótem ją nazwę - lustracja. Powiedz, jak byś ty
radził ludziom z generacji mojego syna, którzy mają po 20 lat, jak oni powinni o tym myśleć,
jak powinni sobie z tym radzić?
Kołakowski: - Aatwo powiedzieć, jak moglibyśmy ich nauczać, korzystając z własnych
doświadczeń, to łatwo powiedzieć. Ale jak to robić, to ja nie wiem.
Jedwabne - no, nie może być wątpliwości w naszym środowisku co do oceny tej okropności.
Możemy najwyżej powiedzieć, że to nie jest coś, w czym cała tradycja polska ma udział. W końcu
Polska to nie jest Polska szmalcowników. Ja pamiętam czasy wojenne i żyłem wśród ludzi, którzy
codziennie narażali życie, ratując %7łydów. Więc nie tylko szmalcownicy, ale ci, którzy %7łydów
ratowali, i ci także, którzy zabijali szmalcowników.
Więc jak we wszystkich ludzkich sprawach są tu dwie strony. I trzeba tę młodzież jakoś
wtajemniczać w te sprawy historyczne, zamiast im mówić tylko, co my potępiamy, albo przeciwnie,
udawać, że w ogóle nie ma takich spraw, bo my jesteśmy takim pięknym i szlachetnym narodem.
Michnik: - A lustracja?
Kołakowski: - Lustracja to jest osobny temat, o którym ty dużo pisałeś. Ja może nie w stu
procentach zgadzałem się z tobą, bo to przecież była jedna z tych rzeczy, które wykorzystywało się
po prostu do celów partyjnych, politycznych. Też nie byłbym za tym, żeby byli ubecy siedzieli w
rządzie, chyba nikt nie jest. Byłbym natomiast przeciwny takiej wielkiej akcji, która ma na celu
prześwietlanie wszystkich życiorysów.
Wszyscy mamy rozmaite grzechy na sumieniu i pewnie nie chcielibyśmy, żeby cała ludzkość
wszystkie nasze grzechy znała albo też nam nawet wmawiała grzechy, których nie popełniliśmy. To
jest polityczna, partyjna afera, w której nie chciałbym brać udziału. Literatura nasza jest tu bardzo
pomocna.
Michnik: - No bardzo, jeżeli przeczytać pod tym kątem "Pana Tadeusza". Jacek Soplica to
jest przecież opowieść o człowieku, który się zmienił na lepsze. Czy redukując Soplicę do jego
grzechu, jesteśmy w porządku w stosunku do prawdy i w stosunku do czegoś, co ty byś nazwał
wychowaniem do godności?
Kołakowski: - Oczywiście, że nie możemy tych rzeczy izolować. Mamy przede wszystkim
%7łeromskiego, który jak gdyby wypominał nam nasze grzechy, nie wyrzekając się w żaden sposób
polskiego patriotyzmu. Najlepsi synowie narodu w literaturze nie uciekają od tego, co jest złe w
tradycji.
Michnik: - Jeszcze jedna rzecz, która mnie zawsze fascynowała u ciebie. To było takie bardzo
chrześcijańskie rozróżnienie grzechu i grzeszników. W tobie jest absolutne "potępienie
grzechu", natomiast nie ma znęcania się nad grzesznikiem.
Jeśli pozwolisz, to ja przypomnę ci, kiedyś miałeś taki cykl esejów filozoficznych w "Nowej
Kulturze" w 1957 r. - "Odpowiedzialność i historia". I tam w pewnym momencie piszesz
bardzo jasno - odpowiedzialności indywidualnej w sensie etycznym nie można zwalać na
okoliczności. To my odpowiadamy.
Z kolei w twoim eseju "Zmierci Bogów" jest taka bardzo dramatyczna fraza: nie mówmy, że
nas okłamano, dlatego że wiedzieliśmy wszyscy dostatecznie wiele, żeby z tego móc wyciągać
wnioski. Standardem było mówienie - okłamano nas, a ty wtedy mówiłeś w drugą stronę: nie,
nie mówmy, że nas okłamano. Dzisiaj oddajemy hołd tym ludziom, którzy umieli iść, mieli
odwagę i rozum, żeby iść pod prąd. Ich szanujemy, a nie tych, co płynęli z prądem i mówili
pózniej, że ich okłamano.
Kołakowski: - Tu też są jak we wszystkim dwie strony. Nie powinniśmy zbyt daleko iść w
wypowiadaniu: ja jestem odpowiedzialny za cały świat. Bo to nic nie znaczy.
Z drugiej strony jednak jest bardzo ważne, żebyśmy sobie uświadamiali własne grzechy. Dlatego ja
w końcu przekonałem się, że instytucja spowiedzi jest bardzo dobra, jeżeli ona rzeczywiście działa
nie w ten sposób, żeby ludzi besztać, nie w ten sposób, że ksiądz mówi - a co to się stało, że ty już
od pięciu lat nie masz dzieci, tylko, że to jest instytucja, która każe nam uświadomić sobie nasze
własne zło, nasze własne grzechy. I o tyle ona jest dobra. My się uzdrawiamy duchowo przez to, że
rozumiemy nasze własne słowa. Jesteśmy lepsi, jeżeli to potrafimy. Ale oczywiście nie lubimy tego,
wolimy sami siebie oszukiwać.
Michnik: - W 56 r. dałeś wywiad dla "Sztandaru Młodych", gdzie na pytanie, jaka jest twoja
ulubiona książka, odpowiedziałeś: "Biblia".
Kołakowski: - Chyba nic w tym nie ma sensacyjnego.
Michnik: - W 56 r. w "Sztandarze Młodych" nie była to odpowiedz standardowa.
Kołakowski: - To prawda. Mądrość Biblii jest czymś niebywałym zupełnie. Ile razy czytałem
Księgę Hioba, to miałem uczucie takiego zadziwienia, jak to możliwe, że ludzie tak dawno byli tacy
mądrzy. [ Pobierz całość w formacie PDF ]