[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pękał w szwach od nadmiaru bagaży. Dla Francine i Bobo
znalazło się miejsce obok stangreta. Bobo położył nogi na
kuferku Cerissy, a Francine trzymała na kolanach szkatułkę z
biżuterią, na której wygrawerowane były książęce herby.
Ponieważ dzień był słoneczny, Cerissa włożyła kapelusz i
zawiązała go wstążkami pod brodą. Otuliła się sobolowym
futerkiem, gdyż w ciągu dnia coraz bardziej nasilały się
podmuchy mroznego wiatru.
- Będziemy po drodze często się zatrzymywać -
zapowiedział Sheldon Harcourt. - Nie ma powodu, żebyśmy
do Bath przybyli w stanie całkowitego wyczerpania.
- Co miał pan na myśli mówiąc, że musimy mieć głowę
na karku?
- Znaczyło to, że musimy umieć rachować -
odpowiedział. - Właśnie próbuję sobie przypomnieć, czy ktoś
z moich znajomych ma dom w Bath lub na przedmieściach.
Wiele lat upłynęło od czasu, kiedy tam byłem ostatni raz.
Miałem wówczas chyba siedemnaście lat.
- Co pan wtedy robił? - zainteresowała się Cerissa.
- Moja matka zachorowała i lekarze polecili jej, żeby
pojechała do wód. Wciąż marzła w Londynie i w
Hertfordshire, gdzie mieliśmy dom. Kaszel nie ustępował
nawet latem.
- Czy pańska matka była piękna?
- Bardzo - odrzekł Sheldon Harcourt. - Niestety zmarła w
rok po kuracji w Bath.
- Jakie to smutne - rzekła Cerissa. - Pewnie bardzo jej
panu brakowało.
- Tak. A w dwa lata pózniej straciłem ojca.
- Został pan sierotą w tym samym wieku co ja.
- To chyba tylko nas łączy.
- Aączy nas wiele innych spraw.
- Jakich mianowicie? Zastanowiła się przez chwilę.
- Mamy podobne poczucie smaku, choć nie było czasu,
żeby o tym porozmawiać. Papa uważał, że gust to sprawa
bardzo ważna. Gdy jedna osoba ma dobry gust, a druga zły, to
prędzej czy pózniej zaczną sobie działać na nerwy.
- Myślę, że to prawda - zauważył Sheldon Harcourt - choć
sam nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
- Nie chciałabym nigdy irytować swoim postępowaniem
wielmożnego pana.
- Zachowuj się więc tak, jak sobie tego życzę.
- Próbuję - rzekła Cerissa. - Czy pan tego nie widzi, jak
bardzo się staram? To bardzo przykre, że pan wcale nie
dostrzega moich wysiłków.
Sheldon Harcourt uśmiechnął się.
- Doceniam twoje wysiłki, Cerisso, lecz musisz zdawać
sobie sprawę, że wszystko będzie zależało od wrażenia, jakie
zrobimy w Bath. - Pomyślał przez chwilę, a potem dodał: -
Wszystko, co będziemy robić, musi być widowiskowe i w
dobrym tonie. Pomogą nam w tym Francine i Bobo. A nasze
wzajemne stosunki nie mogą budzić najmniejszych nawet
podejrzeń.
- Będę starała się wyglądać bardzo młodo i niewinnie -
obiecała Cerissa - a kiedy przedstawi mnie pan jakiemuś
dżentelmenowi, będę spoglądała na niego szeroko otwartymi
oczami i prosiła, żeby mi objaśnił, czemu ziemia jest okrągła!
- Uśmiechnęła się leciutko. - Wiem, że mężczyzni lubią głupie
kobiety. To im pozwala zachować poczucie własnej
wyższości.
- Nie powinnaś robić takich uwag - zganił ją Sheldon
Harcourt.
- Ale ja to mówię tylko panu.
- Możesz tak myśleć, ale nie możesz tego mówić głośno -
strofował ją.
Noc spędzili w miłej przydrożnej gospodzie, w której byli
jedynymi gośćmi. Gospodarz powitał ich serdecznie i
zaoferował najlepsze pokoje sypialne, gdy się dowiedział, że
nie są małżeństwem, jak sądził na początku. Rozpalono dla
nich ogień w niewielkim saloniku, a podana kolacja, choć
tradycyjnie angielska i niezbyt urozmaicona, nadawała się
przynajmniej do jedzenia.
Cerissa była bardzo zmęczona i dlatego mniej rozmowna
niż zazwyczaj. Po skończonym posiłku Sheldon Harcourt
zasiadł przed kominkiem z kieliszkiem brandy i poczuł, że
ogarnia go senność. Zmusił się jednak do czuwania, lecz
wkrótce spostrzegł, że siedząca w fotelu obok Cerissa na
dobre zasnęła. Oparła głowę na poduszce, przyniesionej
wcześniej przez Bobo, i nakryła się swoim gronostajowym
futerkiem.
We śnie wyglądała bardzo młodo i bezradnie, dużo
młodziej, niż gdy śmiała się i mówiła, a jej oczy rzucały
filuterne iskierki. Sheldon Harcourt przypatrywał jej się przez
chwilę. Wydawało mu się to bardzo dziwne, że znalazł się w
dramatycznej sytuacji razem z dziewczyną poznaną zaledwie
dwa dni temu, a jego serce mimo tak krótkiej znajomości
przepełniały ciepłe wobec niej uczucia. Mimo że powierzyła
mu wszystkie oszczędności, starał się pokrywać z własnych
środków swoje wydatki. Miał nadzieję, że gdy znajdą się w
Bath, będzie mógł znowu zasiąść do kart i uzupełnić zasoby
finansowe, jak to czynił podczas pobytu w Paryżu.
- Nie mogę wziąć od niej ani pensa - powiedział do siebie,
patrząc na dziewczynę. - Muszę także zniknąć z jej życia, gdy
tylko znajdę dla niej odpowiedniego męża.
Zastanawiał się, gdzie szukać mężczyzny, który byłby
skłonny ożenić się z francuską emigrantką bez papierów
świadczących o jej pochodzeniu i w dodatku wprowadzanej
do towarzystwa przez budzącego wiele wątpliwości opiekuna.
Pomyślał jednak, że Cerissa jest wystarczająco ładna, żeby
uśpić wszelkie podejrzenia.
W życiu Sheldona Harcourta było wiele kobiet. Był
bardzo wybredny, jeśli chodzi o ich wybór, ale gdy zawodziły
go karty, często szukał pocieszenia w objęciach białych
ramion, a zdarzało się, że delikatne paluszki wsuwały
dyskretnie pieniądze do jego portfela. Jednak musiał przyznać
szczerze, że żadna z kobiet, które znał, nie była równie
urodziwa i fascynująca jak Cerissa.
Przyszło mu na myśl, że mężczyzna, któremu zechce
ofiarować swoje serduszko, nie oprze się czarowi jej
ogromnych czarnych oczu i zmysłowości jej pięknie
wykrojonych warg. Przypomniał sobie, jak niewinne okazały [ Pobierz całość w formacie PDF ]