[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chu tylko rzeczy dotyka. Te gołe fakta mają przecież wielką wartość!
Są to jako węglem albo kredą z gruba narysowane kształty, które za
staraniem malarza życie i ducha przywdziać mogą. Jakiż stosunek za-
chodził między poetyckimi czasami historii rzymskiej a poetycką
Rzymian literaturą? %7ładen prawie. Nie było związku między pamięcią i
imaginacją tego ludu. Mieli zapewne Rzymianie uznanie samych siebie
w swoim jestestwie tak długotrwałym i nierozdzielnym. Ale to, co na-
zwałem uznaniem, gruntem bytu, ujęciem wewnątrz, było u nich, że tak
rzekę, empiryczne tylko, nie idealne. Duch rzymski wyraził się samą
rzeczą praktycznego życia, działaniem, przewagami, ale nie wyraził się
w systemie idealnych tworów, oderwanych pojęć i myśli.  Nie mieli
ani filozofii swojej, ani poezji.
Jaka była rzymska cnota, jaki charakter, jakie obyczaje, jaka wiel-
kość, pokazało się to w słynnych po wszystkie czasy podbojach i poli-
tyce Rzymian. Lecz tego nie znać w ich poetyckiej literaturze.  Mieliż
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
108
Rzymianie własną imaginacją, jak Grecy? Mieliż, jak dzisiejsi Polacy,
swoję poezją rodzinną, nie naśladowaną? Ich systema poetyckiej litera-
tury byłoż ugruntowane na odwiecznej posadzie historycznej? Odbiłyż
się w nim rysy poetyckiej przeszłości? Mieliż choć jedną powieść tak
ojczystą i tak miejscową, jaką jest np. Maria, Wiesław, Grażyna, Rap-
sod rycerski?
Nie stawałoli im wątku? Czy ochoty?  Najpewniej, że i nie poj-
mowali, w czym tkwi istota poezji. Natura nie pochlebiła Rzymianom
w udziale tego daru. Na próżno uśmiechały się do rymotwórców, bie-
siadujących za stołem Augusta, wdzięczne postacie starej Italii. Pasmo
wzdarzeń samo przez się fantastyckiemu nawijało się zmyśleniu. To
Romulus, to Horacjusze i Kuriacjusze, dalej podniosły Tarquiniusz i
Lukrecja, a dalej jeszcze nieprzerwaną koleją Porsena i Scewola, na
koniec Koriolan! To wszystko przecież nie tknęło zimnej duszy łaciń-
skich wierszopisów. Przez wieki podawał Regulus ulubieńcom Mece-
nasa bratnie, rozkrwawione dłonie. Wzruszyliż się losem tego bohaty-
ra? Woleli raczej cudze przekowywać sagi, podania. Niepojęte krzy-
wego sądu omamienie! Na scenie rzymskiej wystawiano Ifigenią i
Edypa, Prometeusa i Atrydów  same cudzoziemskie, greckie sprawy;
a Kornel i Kolin rzymskich wskrzeszają bohatyrów na scenie francu-
skiej i niemieckiej. Pierwszy z Liwiusza napisał mierną sztukę Hora-
cjusze i Kuriacjusze.30 Drugi na wiedeńskim teatrze wystawiał Regulu-
sa i Koriolana. Obadwa usiłowali wrócić poezji to, co było jej nieza-
przeczoną własnością.
Wzgardzili Rzymianie swoją uczciwą, ojczystą tradycją. Wzgardzi-
li ojczystą wiarą i pierwotnymi sagami, dowcipy i rozumy swoje na
hellenizm wysilając. I im także, jak Francuzom za rządów Ludwika
XIV, przypadło do smaku greckie, klasyczne misterstwo. Jakże drogo
to wyłączne przepłacili upodobanie!  Darmo przestrzegał stary Kato.
Darmo po wielekroć uchwalał senat rzymski wygnanie greckich sofi-
stów, wykrętników, retorów. Grekomania, wziąwszy górę, wszystkich
opanowała umysły. Wkrótce też ustał związek między pierwszymi i
pośrednimi rzeczypospolitej czasami. Postronne obyczaje, obca roz-
wiązłość, cudze zepsucie i zbytki skaziły początkową prostotę i uczci-
wość rzymską. Zerwała się nić wnętrznego przypomnienia. Wreszcie
niepamięć przywiodła umysł publiczny ku ostatniemu w roztyrkach
30
Wprowadzał i Szekspir rzymskich bohatyrów na scenę, ale te utwory nie są naj-
celniejszymi jego dziełami.
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
109
domowych obłąkaniu. Enniusz chełpił się, przechwalał jakby z wielkiej
rzeczy jakiej, że pierwszy z Rzymian, wniwecz obróciwszy starą ital-
ską poezją, greckie heksametry w łacińskiej mowie niezgrabnym i ku-
lawym naśladował wierszem.
Pisarze rzymscy, odstąpiwszy od swojej narodowości, rozmiłowali
się w jałowym naśladowstwie. Ich poezja nie jest historycznym, jak
helleńska, pomnikiem. Fryderyk Szlegel, jak może, usprawiedliwia to
zboczenie. Spycha całą niemal winę na okoliczności. Utrzymuje, że nie
mogło być inaczej, zdanie swoje popierając bacznym względem na po-
litykę.  Rzecz godna uważania  są słowa tego uczonego krytyka  że
Rzymianie, po tylekroć probując sił swoich w poezji dramatycznej,
nigdy przecież do tego wzdarzeń, jakie im ojczyste podania i krajowe
nastręczały dzieje, nie obierali, aczkolwiek te zdarzenia tak są poetyc-
kie i dramatyczne, że je nowsi traicy, wydobywszy z zapomnienia, na
dzisiejszą wprowadzili scenę. Lecz kto pilniej wejrzy w charakter wła-
ściwy tej historycznej poezji, łatwo postrzeże, dlaczego tak być musia-
ło. Uczucia patriotyczne, zamknięte w owych podaniach, raziłyby
przypominaniem na scenie zbyt świeżych wypadków. Wezmy na przy-
kład historią Koriolana. Któryż z poetów rzymskich byłby się odważył
tego patrycjusza takim, jakim był rzeczywiście, to jest, unoszącego się
zawziętą przeciwko plebejuszom nienawiścią, wystawić na teatrze w
owym czasie, kiedy usiłowania Grachów zmierzały ku ukróceniu tej
samej dumy patrycjuszów i obwarowaniu swobód ludu rzymskiego?
Jakiż widok byłby stawiał na scenie rzymskiej Koriolan, wygnaniec, w
słusznym poniekąd oburzeniu miotający ostre, zelżywe słowa na swo-
ich ziomków? Szczególniej pod owę porę, kiedy Sertoriusz, najzacniej-
szy z ostatnich Rzymian, sam także na wygnaniu tułał się po Luzytanii
i Hiszpanii, tam rozmyślając o ocaleniu rzeczypospolitej i założeniu
nowego Rzymu? Któż by był wreszcie zniósł widok Koriolana na czele
zwycięskich nieprzyjaciół, grożącego zgubą własnej ojczyznie, kiedy
Sulla z zbrojnym wojskiem w rzeczy samej postępował ku Rzymo-
wi?...
Cóż by się tym sposobem usprawiedliwić nie dało? I któż by nie
wyszedł taką obroną z najcięższego zarzutu? Lecz, zdaniem moim, po-
zorniejsze są niż prawdziwe te przełożenia Szlegla. Nie idą w tej mie-
rze jego wymówki. Właśnie też poeta dramatyczny w czasach Grachów
niczym nie byłby tak dogodził pospolitemu użytkowi (jeżeli tylko po-
ezja co wspólnego mieć może z pożytkiem i polityką), niczym nie był-
by tak dobrze usłużył sprawie ludu, jak wystawieniem na scenie dum-
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
110
nego przywódcy stronnictwa patrycjuszów, człowieka podniosłego ser-
ca, bystrego rozumu, nieukróconej burzliwości. Zelżywe wyrazy Ko-
riolana nie byłyby nikogo zgorszyły, gdyżby to nieukojonemu żalowi i
cierpieniom wygnańca przypisano. Wreszcie na widok Koriolana, nio-
sącego zginienie rzeczypospolitej z nieprzyjacielskimi, zastępami, by-
łyby się zatrzęsły filary i ściany kolosalego gmachu od oburzenia i
zgrozy słuchaczów. Duch męstwa byłby wstąpił w prawe serca rzym-
skie i Sulla byłby doznał większego oporu.  Niechaj co chce mówi
Szlegel, rymotwórcy rzymscy żadnym usprawiedliwieniem nie wyjdą z
tego obwinienia, że rzecz tak ojczystą, tak rzymską, tak poetycką, dra-
matyczną, nie ukazaną na scenie narodowej, w niepamięć puścili. 
Czyliż następnie wielka popularność Cezara Augusta, pochlebiającego
miłości własnej Rzymian przestrzeganiem powierzchownym dawnych
nawet form znikłej rzeczypospolitej, lubo rzeczywiście on sam nie-
ograniczoną sprawował władzę i owej, w którą Szlegel ugodził, nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]