[ Pobierz całość w formacie PDF ]

działań ks. Kordeckiego dla zapobieżenia wejściu wojsk szwedzkich za mury Jasnej Góry. Według
Kubali: To były środki obronne. Bronił się armatami i takimi listami, wzywając równocześnie
Jasnogórców do walki za wiarę i ojczyznę i prawowiernego króla. Nawet bardzo, ale to bardzo skłonny
do “odbrązowiania” historii profesor Adam Kersten przyznawał w swym biogramie ks. Kordeckiego
(PSB, t. XIV, s. 54), iż: polityka Kordeckiego konsekwentnie zdążała do tego, by ochronić Jasną Górę
przed wprowadzeniem obcej załogi. Zapobiec temu miało złożenie aktu i otrzymanie w zamian listu
bezpieczeństwa (salva guardia). Jednocześnie Kordecki szukał pomocy dla klasztoru u króla Jana
Kazimierza i polskich dowódców wojskowych. Po podejściu wojsk szwedzkich pod Jasną Górę
Kordecki, jak i większość zgromadzenia, zdecydował się na zbrojne przeciwstawienie się próbom
wprowadzenia załogi szwedzkiej. Podczas oblężenia klasztoru (18 XI – 26 XII) użył wszelkich
sposobów, od wiernopoddańczych w tonie listów do króla szwedzkiego Karola Gustawa, uprzejmych
pism do dowódców szwedzkich oraz sojusznika szwedzkiego Hieronima Radziejowskiego, poprzez
przeciąganie pertraktacji, aż po zbrojny opór, aby nie dopuścić obcej załogi w mury klasztoru.
Czy ktoś uzna, że ks. Kordecki miał lepszy wybór w sytuacji, gdy prawie nikt nie walczył w Polsce
przeciw Szwedom? Przypomnijmy, że w czasie wysłania przez ks. Kordeckiego tego listu do gen.
Müllera – 21 listopada 1655 roku przeważająca część Polski znajdowała się pod kontrolą Karola
Gustawa. Jego zwierzchność uznała wówczas większość polskiej szlachty (m.in. Jan Sobieski),
magnatów, wojska. W sytuacji, gdy nawet Stefan Czarnecki rozważał, po kapitulacji Krakowa,
możliwość przejścia pod rozkazy Karola Gustawa. Czy mądrzej byłoby, gdyby zamiast pertraktować
ze Szwedami i przeciągać negocjacje, cierpko przeciąć z nimi od razu wszelkie rozmowy, dumnie
deklarując: Przy Janie Kazimierzu stoim i stać będziemy. W sytuacji, gdy sam król Jan Kazimierz
uciekł za granicę, gdy w rękach Szwedów były Warszawa, Kraków i ogromna część pozostałej Polski.
Dążąc do jak najskuteczniejszego zrealizowania swego głównego zadania – ochronienia klasztoru
przed wejściem Szwedów – ks. Kordecki walczył i prowadził układy, umacniał obronę klasztoru i
zwodził Szwedów obietnicami ustępstw w układach, starając się wciąż o “ociąganie sprawy” z
nadzieją, że sama zimowa pora osłabi nieprzyjaciela, albo też nadejdzie pomoc od króla Jana
Kazimierza.
I wspaniale, ogromnie skutecznie, wykonał swój cel, broniąc klasztoru i dając znakomity przykład dla
innych. Przyznawali to i przyznają najgłośniejsi historycy polscy od tak sceptycznego skądinąd
Michała Bobrzyńskiego i Władysława Konopczyńskiego, po współczesnych profesorów: Józefa
Andrzeja Gierowskiego i Władysława Czaplińskiego. Ba, obcy historycy jak choćby głośny szwedzki
historyk Theodor Westrin Westrin, widzący w księdzu Kordeckim prawdziwy symbol gorącej wiary...
praktycznej siły w działaniu i męstwa. Nawet obcy historycy potrafią dostrzec wielkość ks.
Kordeckiego, którą próbują podważyć mali polscy ludzie: marksista Piotr Nitecki i mason Cezary
Leżeński, domorośli historycy–amatorzy bezkarnie buszujący w narodowej przeszłości. Szokująca jest
wprost ignorancja tych “odkrywców” nowych prawd o polskich wielkich. Na przykład Cezary Leżeński,
pisząc o czasach Jana Kazimierza, pomylił datę rokoszu Lubomirskiego, jednego z najważniejszych [ Pobierz całość w formacie PDF ]