[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Przemokła i jest jej coraz zimniej. Mike, ona się całkiem
wyziębi!
- Spróbuj wyjąć ją z fotelika, rozebrać i podać mnie.
Jestem suchy, postaram się ją ogrzać.
Zgrabiałymi palcami zdołała rozpiąć pasy podtrzymujące
dziewczynkę, zdjąć z niej mokre ubranko i podać ją Mike'owi.
Mike rozpiął kurtkę, podciągnął sweter i przytulił dziecko do
nagiej piersi.
- Angel, teraz wszystko w twoich rękach. Ja nie mogę
chodzić, a tą drogą pewnie już nikt dzisiaj nie będzie jechał.
Musisz wrócić do głównej szosy. Wezmiesz Suzanne. Po
drodze, jakieś pięć kilometrów stąd, mijaliśmy stary szałas dla
turystów. Wybij okno i wejdz do środka. Na pewno są tam
jakieś koce, może nawet jedzenie. Osuszycie się, ogrzejecie i
zaczekacie.
- A ty?
- Nic mi nie będzie.
- Nie zostawię cię tutaj samego. Możesz...
- Posłuchaj mnie, moja droga. Musisz oszczędzać siły.
Podaj mi teraz fotelik, samą tę plastikową skorupę. A potem
wyjdz z samochodu.
Zrobiła, co jej kazał. Jakoś udało jej się otworzyć
znajdujące się nad jej głową drzwi i wydostać na zewnątrz.
- Podam ci Suzanne przez przednie okno - zawołał Mike.
Brodząc w wodzie, przeszła na przód samochodu i odebrała
od niego zawiniątko.
- Zawinąłeś Suzanne w swoje ubranie. Zamarzniesz na
śmierć!
Mike otulił dziecko w koszulę i sweter, a dodatkowo
wokół fotelika owinął kurtkę.
- Ona zamarzłaby szybciej. Nic już nie mów, tylko idz.
Wez latarkę.
- Nie mogę cię tak...
- Idz już. Aha, Angel... kocham cię.
Czyżby jego głos już zaczynał słabnąć? Podniosła fotelik z
dzieckiem.
- Ja też cię kocham. Już idę.
Zaczęła wspinać się w górę po stromym zboczu. Dopiero
teraz zrozumiała, dlaczego spadli do strumienia. Woda
podmyła drogę i asfalt się zapadł pod ciężarem samochodu.
Niosła fotelik w prawej ręce, lewą włożyła do kieszeni
kurtki, by niepotrzebnym ruchem nie sprawiać sobie
większego bólu. Na drodze wiatr był silniejszy i wiał jej
prosto w oczy. Zcisnęła mocniej fotelik. Musi dać sobie radę.
Nie wiedziała, ile czasu idzie. Nagle potknęła się ze
zmęczenia i upadła. Postanowiła odpocząć chwilę. Wsunęła
rękę pod koszulę otulającą dziecko i wyczuła, że jest ciepłe.
To dodało jej otuchy.
Na minutę przysiadła na skraju drogi. Poczuła ogarniającą
ją senność i wiedziała, ze pora iść dalej. Musiała się ruszać.
Mike i Suzanne jej potrzebowali.
Szła krok za krokiem, wolno, ale uparcie. Nie myślała o
tym, ile już przeszła. Uważała, by nie zamknąć oczu. Wiatr i
deszcz zacinały jej prosto w twarz, ale kiedy zamykała oczy,
zaczynała się zataczać, a to groziło upadkiem.
W końcu nie mogła już zrobić kroku. Musiała usiąść, dać
wytchnienie zmęczonym nogom.
- Co tu robisz w taką noc?
Co robi? Głupie pytanie. Przecież każdy wie, że...
Właściwie co ona tu robi? Nagłe znalazła się w snopie jasnego
światła.
Z trudem otworzyła oczy. Zobaczyła kilku mężczyzn
ubranych w ciepłe, nieprzemakalne kombinezony. W pobliżu
stał samochód terenowy z zapalonymi światłami.
- Odsuńcie się i dajcie mi ją obejrzeć. - Interesujące. Głos
należał do kobiety. - Co tutaj niesiesz? O Boże! To jest
dziecko!
Siły gwałtownie ją opuszczały, ale wiedziała, że zanim
zapadnie w sen, musi coś powiedzieć.
- Trzy kilometry stąd w strumieniu leży samochód. Jest w
nim mężczyzna... Uważajcie na dziecko. Nazywa się
Suzanne...
- Wszystkim się zajmiemy - uspokoił ją głos. - Zabieramy
ciebie i dziecko do samochodu. Tam jest ciepło.
Ktoś otoczył ją ramieniem, chciał pomóc wstać. Złamana
kość poruszyła się, Angel krzyknęła z bólu i znów zapadła w
przyjazną ciemność.
Niczym w jakimś dziwnym śnie, nie wiedziała, co się z
nią dzieje, ale miała poczucie, że o nic nie musi się już
martwić.
Z trudem otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą biały sufit.
Gdzie się znalazła?
- Wreszcie się obudziłaś.
Czuła się tak, jakby ktoś obił ją kijem. Odwróciła głowę i
zobaczyła obok pielęgniarkę. Nagle wszystko sobie
przypomniała.
- Suzanne! Gdzie jest Suzanne?
- Na dziecięcym, na obserwacji. Nic jej nie jest. Twoja
matka nie odstępuje jej na krok. Jeszcze dziś wypiszą ją do
domu.
- A Mike?
- Pan Gilmour jest na ortopedycznym. Ma nogę w gipsie
po samo udo i bandaż na głowie.
- A więc jestem...
- W szpitalu w Micklekirk. Przywieziono was tu wczoraj
wieczorem. Znalazła cię grupka turystów. W samą porę. - Po
raz pierwszy twarz pielęgniarki spoważniała. - Podobno nie
doszłabyś daleko. A gdybyś się zatrzymała...
Angel pomyślała, co by się wtedy stało i wybuchnęła
płaczem.
Po chwili zjawił się lekarz; odwiedziła ją też matka.
Zawiadomiła już o wszystkim Nancy, a ta obiecała zająć się
Suzanne. Angel zapytała lekarza o swój stan zdrowia.
- Kiedy cię przywieziono, byłaś w szoku. Masz stłuczoną
głowę, ale nie wygląda to na wstrząśnienie mózgu. Poza tym
złamałaś obojczyk, ale to kość, która zrasta się najszybciej.
Interesujące, prawda? I nikt nie wie, dlaczego tak jest. W
dodatku złamałaś ją w taki sposób, że nie musieliśmy jej
nastawiać. Założyliśmy jedynie nowy opatrunek. Aha, i przez
dzień czy dwa będziesz chodziła z ręką na temblaku.
Kiedy się dowiedziała, że to nic poważnego, od razu
poczuła się lepiej.
- A co z panem Gilmourem? Przywieziono go razem ze
mną.
- Widziałem go, ale to nie mój pacjent. Ma nogę w [ Pobierz całość w formacie PDF ]