[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ojciec trzy lata temu. Ale czego się można po nich spodziewać? Ten głupiec Leif Sveinsson jest już
pijany. Włóczy się po łące i zaczepia dziewczyny, jak ostatni kmiot, którym zresztą jest. Dziwię się, że
nie nagabywał jeszcze ciebie.
Aud zerknęła niepewnie na Halliego i odchrząknęła. Ale nim zdążyła się odezwać, Halli zrobił krok
naprzód i przemówił głosem pełnym szacunku:
- Panowie, czy mogę wam w czymś pomóc? Jeśli jesteście spragnieni, przyniosę wam szybko
beczkę piwa.
Do tego momentu żaden z młodzieńców nawet nie spojrzał w stronę Hałłiego.
- W Domu Hakona lokaje nie odzywają się bez pozwolenia - stwierdził jeden z nich.
- I są wyżsi - dodał inny.
- Powinien dostać za to w ucho - rzekł trzeci o szczupłej, lisiej twarzy. - To znaczy za bezczelność,
a nie za wzrost. Choć tym też obraża normalnych ludzi.
- W porządku, chłopcze, przynieś nam beczkę najlepszego piwa, jakie masz - polecił mu
spokojnie Ragnar Hakonsson. - Jeśli lady Aud zechce nam towarzyszyć w drodze na łąkę, chętnie ją
poczęstujemy.
Aud przez moment wpatrywała się w Halliego z konsternacją, w końcu jednak otrząsnęła się ze
zdumienia.
- Chętnie. - Uśmiechnęła się do wszystkich, mrużąc oczy. Halli obserwował, jak Hakonssonowie
mizdrzą się do niej i pławią w blasku jej uśmiechu. Znów poczuł dziwny ucisk w brzuchu.
- Na co czekasz? - spytał Ragnar Hakonsson. - Ruszaj się, chłopcze.
Halli wyszczerzył zęby.
- Oczywiście, panie. Przepraszam, jeśli cię uraziłem. Oddam tylko te jabłka lady Aud... Już pędzę
po beczkę z piwem! Jeśli zaczekacie, panowie, przy głównej bramie, przyniosę tam zaraz piwo z
tamtego namiotu.
Halli wmieszał się pospiesznie w tłum. Gdy tylko zniknął z oczu Hakonssonom, zaczął poruszać się
wolniej i ostrożniej. Zakradł się do namiotu, ukryty przed wzrokiem służących, którzy ładowali beczki
z głównej sterty na wózki. Dwa skoki i już był za stertą. Wybrał jedną beczkę i przetoczył ją w miejsce,
gdzie płótno namiotu było rozdarte. Chwilę pózniej był już na dziedzińcu, poza zasięgiem wzroku
Hakonssonów.
Szybko zatoczył beczkę do pustego warsztatu garbarki.
Proces wyprawiania skóry, nadawania jej odpowiedniej miękkości i trwałości, był żmudny i
nieprzyjemny.
Garbarnię zawsze wypełniały zapachy, od których Halliego aż kręciło w nosie. Spojrzał na kadzie Unn,
w których moczyły się wyprawiane skóry. Każda z kadzi zawierała roztwory składające się między
innymi z moczu, rozdrobnionej kory, gnijących roślin, zsiadłego mleka i tłuszczy zwierzęcych -
substancji, które wzmacniały skórę.
Teraz miały posłużyć do innego, bardziej satysfakcjonującego celu.
Halli znalazł pusty dzbanek i podstawił go pod beczkę. Wylał prawie połowę piwa - po części je wypił,
a resztę wlał do pustej kadzi. Odwrócił beczkę do góry nogami i odkręcił kurek. Znów wziął do ręki
dzbanek i napełnił go czarną śmierdzącą cieczą z najbliższej kadzi. Uważając, by nie uronić ani kropli
na siebie, wlał ją do beczki.
Zamyślił się na moment. Wystarczy?
Przypomniał sobie wyniosłe zachowanie Ragnara i zaborczość, z jaką traktował Aud.
Może jeszcze trochę.
Do beczki trafiły kolejny dzbanek płynu i garść białej pasty ze stojącej nieopodal misy. Po zapachu
poznał, że to ptasie łajno używane do usuwania resztek mięsa ze skóry.
Wszystko gotowe. Halli wkręcił kurek na miejsce i ruszył w drogę powrotną.
Ragnar Hakonsson i jego przyjaciele czekali przy bramie, admirując Aud. Gdy Halli zbliżył się do nich,
spojrzeli na niego ze zniecierpliwieniem.
- Nie śpieszyłeś się, chłopcze.
- Nie bądzcie dla niego zbyt surowi - wtrąciła Aud. -Jestem pewna, że starał się, jak mógł.
Halli złożył im głęboki ukłon.
- Znalazłem najlepsze piwo, jakie mogłem, specjalną odmianę dla najszlachetniejszych gości.
Pozwolę sobie zasugerować, że jest za mocne dla lady Aud.
Spojrzał wymownie na Aud, ukłonił się ponownie i wycofał.
Uradowana grupa Hakonssonów ruszyła w stronę łąki. Każdy z młodzieńców starał się być jak najbliżej
Aud i każdy z nich śmiał się głośniej niż pozostali. Halli obserwował ich przez chwilę, ukryty w cieniu
bramy, po czym wrócił do swojej komnaty.
5
]VIłodzieńcze męstwo Sveina irytowało pozostałych herosów tak bardzo, że kilku z nich postanowiło
go zabić. Lecz wszystkie ich pułapki okazywały się bezskuteczne. Pewnego razu Hakon zaczaił się w
ukryciu i ostrzelał Sveina z łuku. Pierwsza strzała uderzyła w srebrny pas Sveina i odbiła się, nie robiąc [ Pobierz całość w formacie PDF ]