[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Już ją zażyłam  wyznałam cichym głosem.
Twarz Realma wykrzywiła wściekłość.
 Ty kretynko!  warknął.  Mogłaś od tego umrzeć.
Spuściłam oczy. Surowe słowa Realma paliły niczym żagwie. Wykonałam gwałtowny ruch,
chcąc podnieść się z fotela, ale Realm szybko wyciągnął do mnie rękę. Mówił teraz szeptem:
 Wybacz mi. Nie chciałem cię urazić. Proszę, Sloane, nie odchodz. Cała ta sytuacja
wyprowadziła mnie z równowagi, to wszystko.  Kiedy na niego spojrzałam, powtórzył: 
Przepraszam. Najlepiej zmieńmy temat, co ty na to?
Nie miałam dokąd pójść, opadłam więc z powrotem na fotel.
 Wszystko mi jedno  powiedziałam.
W Realmie Program nigdy nie budził żadnego buntu. Wydawał się pogodzony z faktem, że w
końcu i tak zostanie pozbawiony swojej przeszłości. Ja jednak czułam, że muszę walczyć. Nie
chciałam stać się kimś innym.
Realm posunął się na łóżku i wskazał miejsce obok siebie na kocu.
 Siądziesz przy mnie?  zaproponował.
Uklękłam jednym kolanem na łóżku i po chwili siedziałam już obok niego.
 Nie martw się  powiedział łagodnym głosem.  Już prawie po wszystkim.
 Twoim zdaniem tylko na to warto czekać?  spytałam, wpatrzona w niego szeroko
otwartymi oczami.  Na moment, w którym będę całkiem opróżniona ze wspomnień?
Realm uśmiechnął się smutno.
 Kiedy wreszcie zapomnisz, ból minie. To dla nas jedyna szansa ocalenia  powiedział, a po
chwili nachylił się do mnie, tak że zetknęły się nasze czoła, i dodał szeptem:  Nie da się żyć tak
jak dotychczas. Z duszą przepełnioną bezbrzeżnym cierpieniem.
Mówiąc to, położył dłoń na moim sercu. Nie było w tym nic romantycznego, nie żywiłam
wobec Realma takich uczuć. Jego dotyk był intymny, ale równocześnie pokrzepiający. Dzięki
niemu poczułam się znów człowiekiem. Poczułam, że jeszcze nie umarłam.
 Nie wiem, czy dam radę  wyznałam, zamykając oczy.
 Ależ oczywiście, że dasz. Zaszłaś bardzo daleko. I przecież nadal żyjesz, prawda?  Przy
tych słowach odsunął się nieco, podniósł mój podbródek i przytrzymał go przez chwilę, żebym
na niego spojrzała. A za moment dodał ze śmiechem, przygarniając mnie do siebie:  A teraz ty
masz mnie poprzytulać. Całe szczęście, że znalezliśmy się tu w tym samym czasie. Gdyby cię nie
było, musiałbym się obściskiwać z siostrą Kell.
Leżeliśmy na poduszkach. Realm bawił się moimi włosami. W pewnym momencie
położyłam dłoń na jego sercu i ze zdziwieniem spostrzegłam, że bije w przyspieszonym tempie.
 Denerwujesz się?
 No cóż, leżę w łóżku z piękną dziewczyną. Obawiam się, że pewnych reakcji nie jestem w
stanie kontrolować.
Po chwili usiadłam, oparłam się na łokciu i spojrzałam w dół na Realma. Nabiegłe krwią
miejsce pod okiem było już mniej fioletowe. Skóra Realma wyglądała zdrowiej niż wtedy, gdy
zobaczyłam go po raz pierwszy. Blizna na szyi stopniowo bledła. Ciekawiło mnie, od jak dawna
mu towarzyszy. Kiedy dotknęłam palcem wskazującym podłużnej różowej wypukłości, Realm
wstrzymał oddech i podniósł na mnie wzrok.
 Czy to ciągle boli?  spytałam.
 Codziennie  odparł po chwili namysłu, oblizując usta.
 To tak jak moja  powiedziałam, przesuwając palec pod jego brodę.
Kiedy przyciągnął mnie do siebie, nie próbowałam się opierać. Czułam się przerazliwie
samotna i zdruzgotana. Nabierałam pewności, że nic mnie już nie uratuje. A Realm był dla mnie
taki dobry; stał się moim przyjacielem. Pomyślałam, że chwila zapomnienia w jego ramionach
może mi pomóc przetrwać ten najtrudniejszy czas.
Jak tylko się jednak do mnie nachylił, poczułam wewnętrzny sprzeciw. Gdy nasze usta
znalazły się tuż obok siebie, odwróciłam się gwałtownie, tak że wargami Realm natrafił na mój
policzek.
 Nie mogę  wyszeptałam.
Realm nie był moim chłopakiem. Nie był Jamesem.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę na jego piersi. Tuliłam się do niego z całej siły, licząc po
cichu, że nie każe mi się wynosić. Nie chciałam zostać teraz sama. Tymczasem Realm zachował
się we właściwy sobie delikatny sposób  natychmiast zaczął mnie przepraszać, ale go
powstrzymałam.
 To nie twoja wina. Chodzi o to, że& wciąż czuję się przywiązana do Jamesa  [ Pobierz całość w formacie PDF ]