[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Rozdział dziesiąty
Pod wieczór nad częścią gór nazywaną Zgniłym Kątem zaczęły zbierać się chmury, a
w domu zapanowała atmosfera cichego wyczekiwania. Nika czekała na Butonowa.
Uważała, że po tym co zaszło między nimi w nocy, to on powinien zrobić kolejny
krok. Nie pamiętała, czy wspomniała mu
o swoim wyjezdzie...
Czekała również Masza. Ten stan nie dawał jej spokoju, nie wiedziała, na kogo
bardziej czeka * na męża Alika, który miał wziąć wolne i przyjechać na parę dni, czy
na Butonowa... Cały czas miała przed oczami Butonowa * jak zbiega z góry,
przeskakuje przez najeżone kolcami krzaki i podskakuje na osypiskach. Może
uwolniłaby się od tych natrętnych myśli, gdyby posiedziała z nim wczoraj w kuchni,
porozmawiała...
 Niezbyt inteligentny" * próbowała się pocieszyć, wspominając słowa Niki, jakby
człowiek nieinteligentny nie mógł być pociągającym i nie można się było w takim
zakochać.
Ale najbardziej z nich wszystkich tęskniła i męczyła się Lizoczka. Po dniu drobnych
sprzeczek
i nieporozumień z Tanią, obudziła się rano przekonana, że nie może bez niej żyć.
Przez cały dzień marudziła wypatrując jej, a wieczorem urządziła burzliwą scenę ze
łzami, nie doczekawszy się koleżanki. Nika nigdy nie zwracała zbytniej uwagi
na wygórowane wymagania Lizoczki, ale tym razem się uśmiechnęła: dobrze ją
rozumiała.  Moja krew * jak czegoś chcę, muszę mieć to natychmiast".
Matka i córka chciały tego samego * spotkania ze swymi wybrańcami.
* Przestań... Ubieraj się, pójdziemy do twojej Tani * pocieszyła Nika córkę i ta
pobiegła zakładać wyjściową sukienkę.
Wróciła z rozpiętą z tyłu sukienką, obejmując zabawki i pytając, którą z nich dać
Tani.
* Jakiej ci nie żal * uśmiechnęła się Nika.  Gorąca krew. Co za cudowne dziecko..."
* myślała Medea, patrząc na zapłakaną wnuczkę.
* Lizo, podejdz no tu do mnie, zapnę ci guziki * zawołała i dziewczynka posłusznie
podbiegła do Medei, stając do niej plecami.
Drobne guziki z trudem przechodziły przez jeszcze drobniejsze pętelki. Blade włosy
pachniały słodko i znajomo, jak u bardzo małych dzieci.
Jakieś piętnaście minut pózniej obie siedziały już u Nory w jej domku pełnym
wiązanek glicynii i tamaryszku. Malutki domek letniskowy był przytulny, starannie
pobielony, z dywanikami na glinianej podłodze * jak to w ukraińskich domach.
Liza trzymała przeznaczonego na prezent zająca pod spódnicą i próbowała zwrócić
na siebie uwagę Tani, ale ta nie podnosiła wzroku znad talerza z kaszą. Nora jak
zawsze trochę narzekała, jakie to one były wczoraj zmęczone, że spaliły się na
słońcu, że spacer był za długi... Trochę przynudzała, ale nie za bardzo... Nika
siedziała
przy oknie i zerkała w stronę domu Krawczuków.
* Walerij też przez cały dzień nie wychodził * ogląda telewizję * skinęła Nora głową
w stronę domu gospodarzy.
Nika lekko się podniosła i rzuciła stojąc w drzwiach:
* Zajrzę na chwilę do pani Ady...
Telewizor grał na cały regulator. Stół był bogato zastawiony. Michaił, gospodarz, nie
lubił małych porcji, a Ada, przy tak małej rodzinie, miała gary jak wiadra. Była
kucharką w sanatorium i przyzwyczaiła się do skali żywienia zbiorowego, z czego
cieszyły się dwa prosiaki w przydomowym chlewie.
Siedzący przy stole Walerij i Michaił wyglądali na trochę osowiałych po obfitym
posiłku, Ada zeszła właśnie do piwnicy po kompot. Wróciła obejmując dwa
trzylitrowe słoje. Ucałowały się z Niką na przywitanie.
* Zliwki * domyśliła się Nika.
* Nikuś, siadaj. Miszuniu, nalej no czegoś * rozkazała mężowi Ada.
Butonow gapił się w telewizor.
* Chciałam się tylko przywitać. Lizka mnie wyciągnęła do waszych lokatorek *
próbowała się wykręcić Nika.
* Nas nie odwiedzasz, a do lokatorek przybiegłaś * skarciła ją Ada.
* Nieprawda, kilka razy zachodziłam, a ty albo w pracy, albo w gościach *
tłumaczyła się Nika.
Ada zmarszczyła czoło i potarła nosek, prawie niewidoczny na jej okrągłej twarzy:
* Masz rację, do kumy do Kamionki jezdziłam.
Michaił tymczasem nalał kieliszek czaczy. Czacza * gruzińska wódka z winogron
(przyp. tłum.)
To, że Michaił wszystko potrafił zrobić, Walerij wiedział od swego sąsiada Witki:
pędzić czaczę, wędzić mięso, solić rybę. Gdziekolwiek się znalazł, w Murmańsku, na
Kaukazie, w Kazachstanie, najbardziej interesowało go, jak odżywiają się miejscowi,
i uczył się od nich gotowania.
* Za spotkanie! * wzniosła Nika toast. * Wasze zdrowie!
Wyciągnęła rękę z kieliszkiem w stronę Butonowa, który oderwał się wreszcie od
telewizora. Nie spodobało mu się jej spojrzenie. Sama Nika też nie bardzo mu się
dziś podobała: głowę miała ciasno obwiązaną starą zieloną chustą, jej wesołe włosy
były schowane, twarz wydawała się zbyt pociągła, a sukienka była cała w jakichś
smugach w kolorze jodyny. Do głowy by mu nie przyszło, że założyła swoje ulubione
rzeczy, w których pozowała znanemu malarzowi, który kazał jej zawiązać chustę jak
najciaśniej i długo, prawie ze łzami w oczach, patrzył, powtarzając co chwilę:  Co za
twarz... Jezu, co za twarz... po prostu portret z Al*Fajum...".
Słynny portret starożytnej Egipcjanki znaleziony w nekropolii Al*Fajum (przyp.
tłum.)
Butonow nie miał zielonego pojęcia o żadnym Al*Fajum i był zły, że przyszła, kiedy
jej nie zapraszał, a tak w ogóle czego ona od niego chce!
* Witki naszego kolega, znany lekarz * pochwaliła się Ada.
* My się znamy, byliśmy wczoraj z Walerą w zatoce.
* Szybka jesteś jak zawsze * powiedziała Ada
z przekąsem, mając widocznie na myśli coś,
o czym Butonow nie wiedział.
* A jakże! * zuchwale odezwała się Nika. Liza zaczęła marudzić i Nika widząc, że
coś
w tym jej nowym romansie nie gra, znikła w drzwiach, machnąwszy brzegiem
długiej sukienki w kolorze jodyny.
Wieczór spędziły we dwójkę z Maszą * nikt do nich nie wpadł. Zdążyły popalić,
pomilczeć i porozmawiać. Masza wyznała, że się zakochała, czytała wiersze napisane
tej nocy i dwa wcześniejsze
i Nika po raz pierwszy była dość powściągliwa w ocenie twórczości swej bratanicy.
Nie miała w ciągu dnia okazji, żeby się pochwalić swym wczorajszym zwycięstwem,
które dziś nie wyglądało już na tak oczywiste, nie chciała poza tym martwić Maszy
przypadkową rywalizacją. Ale Masza była tak zajęta sobą, że nic nie zauważyła.
* Co mam robić, Nika? Co robić?
Była tak zmartwiona tą niespodziewaną miłością, tak ufnie, jak w dzieciństwie,
spoglądała na Nike, oczekując od niej wsparcia. Ta z kolei, próbując ukryć
wściekłość na Butonowa, który wyraznie chciał ją za coś ukarać, i na tę głupią gęś,
która akurat w nim musiała się zakochać, tylko wzruszyła ramionami i powiedziała:
* Daj mu i koniec.
* Jak to  daj"? * nie zrozumiała Masza. Nika wściekła się jeszcze bardziej:
*  Jak, jak"... Czy ty wczoraj się urodziłaś? Idz z nim do łóżka...
* Tak po prostu? * zdziwiła się Masza.
* A jaki problem * fuknęła Nika.  Co za gąska,
i jeszcze te jej wiersze... Chce się pakować w kłopoty, no to będzie miała..." [ Pobierz całość w formacie PDF ]