[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ja nie mam zamiaru dla ciebie kłamać. Mogę pominąć, co nieco, jeśli to będzie
konieczne, ale nie będę kłamać.
 Ja też nie  dodał Quentin.
 Nie prosiłbym o to.  Etienne spojrzał w dół, gdy powiedział:  Nie mogę
zdecydować jak najlepiej powiedzieć mojemu zwierzchnikowi, że kiedy najbardziej
mnie potrzebował ja zdradziłem jego zaufanie.
 Niczego takiego nie zrobiłeś  odparłam.  Popełniłeś błąd i teraz starasz
się wszystko naprawić. Tego właśnie Sylvester oczekuje od nas wszystkich. Tego, że
zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby go naprawić.
 Być może tego oczekuje od ciebie October, ale ja reprezentowałem jego w
tych mrocznych czasach. Powinienem był utrzymywać zdecydowanie wyższy
standard zachowania.
Westchnęłam.  Zignoruje to, co właśnie zasugerowałeś o moim statusie
społecznym, ponieważ wiem, że jesteś zestresowany. Ale musisz mu powiedzieć, im
szybciej tym lepiej, ponieważ nie będę trzymać twoich sekretów wiecznie.
 Powiem mu, po prostu daj mi trochę czasu.
Czasu akurat nie mieliśmy za wiele. Potrząsnęłam głową.  Dam ci tyle ile
mogę. Nie wiem ile to będzie.
 Mam nadzieję, że to wystarczy.  Etienne machnął ręką w powietrzu
otwierając portal z powrotem do parku. Przeszedł przez niego nim miałam szansę
powiedzieć coś jeszcze.  Zawsze musi mieć ostatnie słowo  mruknęłam. 
Chodz Quentin. Pójdzmy zobaczyć się z morską wiedzmą.  Skręciliśmy i
ruszyliśmy alejką w stronę mieszkania Luidaeg.
Jej frontowe drzwi były wypaczone i poplamione wodą, wyglądały tak jakby
miały się rozpaść pod najmniejszym naciskiem. Ale pozory mogą mylić zwłaszcza,
gdy zaangażowana jest Luidaeg. Podniosłam dłoń i zastukałam dziarsko nie waląc,
ale też nie pukając delikatnie. Nie było natychmiastowej odpowiedzi. Quentin i ja
wymieniliśmy spojrzenia. Luidaeg zawsze otwierała drzwi natychmiast, czasem
nawet nim mieliśmy szansę, aby zapukać. Ale była godzina po wschodzie słońca i
nawet morska wiedzma musi czasem spać.
 %7łałuje, że nie udało nam się zajechać po pączki  powiedział Quentin.
 Ja też  odparłam pukając po raz kolejny.
Tym razem usłyszeliśmy jakieś poruszenie za drzwiami; stopy sunące po
korytarzu. Opuściłam dłoń i drzwi stanęły otworem ukazując zaspaną ludzką kobietę
ze splątanymi brązowymi włosami, opaloną skórą, piegami i bliznami jakby całe lata
walczyła z nastoletnim trądzikiem. Miała niebieski szlafrok do ziemi i bawełnianą
koszulę nocną. Wyglądała na siedemnaście lat.
Oczywiście wiedziałam, że tak nie było.  Witaj, Luidaeg.  Możemy wejść?
Luidaeg zamrugała.  Toby?  zerknęła na moje towarzystwo.  I Quentin?
Co tu robicie? Nie dzwoniłaś.
 Miałam, ale problemy z samochodem jakoś mnie rozproszyły i wypadło mi
to z głowy. Dlatego nie mamy pączków. Możemy wejść? Proszę, musimy o czymś
porozmawiać i wolałabym nie robić tego w progu.
Luidaeg spojrzała na nas, a potem odwróciła się przez ramię zerkając na
korytarz. Drzwi blokowały to, na co patrzyła. W końcu westchnęła.  W porządku,
możecie wejść, ale nie chce słyszeć ani słowa na temat mieszkania. Nie miałam
czasu, aby przygotować się na towarzystwo.
Biorąc pod uwagę to, że mieszkanie Luidaeg normalnie wyglądało jak
skrzyżowanie kompostownika i kosza na śmieci, było to dość przerażające
stwierdzenie.  Jasne  odparłam.  Nic nie powiemy.
Luidaeg skrzywiła się na mnie.  Owszem, powiecie  odparła, po czym
odwróciła się i wmaszerowała do holu pozostawiając drzwi otwarte, tak abyśmy
poszli za nią.
Przeszłam przez próg i zamarłam. Quentin zrobiła to samo, oboje gapiliśmy się
z szeroko rozwartymi oczami na coś bardziej nieoczekiwanego, niż potwór śpiący na
dachu mego samochodu. A mianowicie korytarz był czysty.
Dywan, widoczny po raz pierwszy od lat, miał kolor wodorostów morskich.
Zciany były kremowe, udekorowane kilkoma rozsądnie umieszczonymi
wbudowanymi w nie akwariami, które wypełniały powietrze przyjemnym zapachem
świeżej, słonej, morskiej wody
 Toby&
 Tak dzieciaku, ja też to widzę.
Luidaeg stanęła na końcu korytarza odwracając się do nas i rzucając wściekłe
spojrzenie.  Wchodzicie do środka czy nie?
Quentin i ja wymieniliśmy spojrzenia nim wkroczyliśmy do holu. Drzwi
zamknęły się za nami z trzaskiem, ruszyliśmy korytarzem do dziewiczego salonu.
Kanapy, (które zawsze były pokryte plamami i pleśnią) teraz wyraznie antyczne i
czyste. Na ścianach znalazło się nawet kilka obrazków, wszystkie przedstawiające
ocean. Rozpoznałam jeden, który musiała być namalowany w pobliżu zatoki
księżycowej, niedaleko rodzinnego domu Connora. Luidaeg miała
interesujące...relację z rodzinami Selkie. To jej zawdzięczali swoją egzystencję.
Planowała wkrótce odebrać sobie ten dług i byłam pewna, że miała do tego celu
zamiar zaangażować właśnie mnie.
 Co się do cholery tutaj stało?  spytałam spoglądając na
Luidaeg.
 Tak jak powiedziałam, mieszkanie nie jest gotowe na przyjęcie gości,
gdybyś wcześniej zadzwoniła...
Wróżki Daoine Sidhe to iluzjoniści. Może to, dlatego, to właśnie
Quentin powiedział z oburzeniem.  Chcesz powiedzieć, że za każdym razem tylko
udawałaś, że to miejsce to chlew?
 Nigdy nie powiedziałam 'to miejsce to chlew' prawda?  zapytała Luidaeg.
 Nigdy was nie okłamałam. Po prostu pozwoliłam wam myśleć to, co chcieliście.
Gdybyście kiedykolwiek spytali...
Potrząsnęłam głową.  Niech zgadnę, gdybym spytała czy w mieszkaniu
zawsze tak wygląda, powiedziałabyś: 'Nie czasem jest bałagan' i pozwoliła mi
myśleć, że jest jeszcze gorzej zamiast powiedzieć mi, że mieszkanie jest pod
wpływem iluzji.
 Owszem  odparła Luidaeg.  A gdybyś spytała: 'Czy ty nigdy nie
sprzątasz?' Powiedziałabym ci, że sprzątam cały czas. Prawda i kłamstwo zależą
tylko od tego, jak sama je postrzegasz. To coś, co właśnie Ty z pośród wszystkich
innych już powinnaś do tej pory wiedzieć  ziewnęła zakrywając usta wierzchem
dłoni.  A teraz, czego do kurwy nędzy chcecie? Jest tak wcześnie, że mam ochotę
oderwać wam głowy i pozostawić wasze ciała ku przestrodze.
Quentin wyszczerzył się w uśmiechu. Najwyrazniej takie grozby płynące z ust
Luidaeg wprawiały go w zadowolenie. Dziwak. Choć czułam niewielką satysfakcję,
że to dzięki mnie taki się stał.  Ciebie też dobrze widzieć.
 Dobra, dobra.  Ruszyła w stronę kuchni.  Zaparzę pieprzoną herbatę.
Czasem myślę, że Luidaeg używa ludzkich wulgaryzmów tylko po to, aby
mnie zszokować. Zignorowałam to wszystko i podążyłam za nią z Quentinem
depczącym mi po piętach. Kuchnia była tak samo czysta jak reszta mieszkania.
%7ładne z urządzeń nie było nowsze, niż z 1970 r., ale przynajmniej wszystkie
były widoczne, bez skaz czy oznak rdzy.  Chcecie?  spytała Luidaeg podnosząc
czajnik i napełniając go wodą z kranu.
 To zależy. To świeża woda? Czy woda morska?
Posłała wmuszony uśmiech w moją stronę.  Skoro tak to nie dostaniesz
herbaty. A teraz w imię taty, co wy dwoje tu robicie? Musiało wydarzyć się jakieś
cholerne gówno, że pokazaliście się na moim ganku tak wcześnie rano.
Jakoś nie wiedziałam jak delikatnie wprowadzić ją w całą sytuację, więc nie
zawracałam sobie tym głowy; Etienne ma córkę Odmieńca, o której nie wiedział nikt
łącznie z nim samym, a teraz zaginęła.
 I co?  Luidaeg postawiła czajnik na kuchence.  Przynajmniej nie będzie
miał problemu z tym całym wyborem odmieńca.
 Etienne jest Tuatha.
 I co?
 Te kłopoty z samochodem, o których wspominałam? Dach mojego auta
został zmiażdżony przez Afanca, który uciął sobie na nim drzemkę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]