[ Pobierz całość w formacie PDF ]

potrzebował odejść ode mnie, tak ja potrzebowałam odejść od niego.
Próbowałam sprawiać wrażenie zainteresowanej i rozumiejącej. W jakimś stopniu byłam, ale myślałam
też o tym, że ręce zaraz mi odpadną od trzymania tego dziecka. Oparłam Haydena o oszkloną ladę.
 Tuż przed i tuż po swoim ślubie Regina zachodziła ze mną porozmawiać.  Cindy zniżyła głos,
podczas gdy przez okno widać było, jak Dennis i Martin ciągną tę pantomimę z pokazywaniem na chmury
i kopaniem w opony, czy co tam robią faceci, gdy kobiety wprawiają ich w zakłopotanie.  Auroro, z tą
dziewczyną jest coś nie tak. Ma jakieś moralne ślepe punkty. Zatargi Craiga z prawem nie wydawały się
jej robić żadnej różnicy, a to, że Rory chodził z Craigiem wszędzie  naprawdę wszędzie  chyba nie
było dla niej problemem.
Gryzak wypadł Haydenowi z ust. Nie zdążył jeszcze wydać dzwięku, gdy Cindy złapała zabawkę,
zanim ta upadła na podłogę, i wsadziła mu ją z powrotem do ust. Hayden znowu zapadł w stan
półświadomości.
 Co masz na myśli?  spytałam ostrożnie.  Swoją drogą, niezły refleks.
 Dzięki. Regina chyba nigdy nie miewała obiekcji moralnych co do kłopotów, w jakie pakował się
Craig, Craig i Rory. Nigdy nie powiedziała:  Och, mój mąż zrobił coś złego, wypisując te czeki bez
pokrycia , czy  O mój Boże, mój mąż zażywa narkotyki! . Ani też nigdy nie próbowała go bronić&
Udawać, że ktoś go wrobił, albo że był zwyczajnie niewinny. To było jak dowcip, rozumiesz? Zabawa.
Ha, ha, Craiga złapali!
Zawsze uważałam, że Regina była intelektualnie głupia. Zgodnie z tym, co powiedziała Cindy, moralnie
również.
 Cindy, dziękuję, że mnie ostrzegłaś  powiedziałam. Wzięłam głęboki oddech i zmusiłam się do
miłego uśmiechu.  Dennis wydaje się być bardzo miły.
 Och&  zamilkła i omiotła mnie znaczącym spojrzeniem.  Jest.
Obie zaczęłyśmy się śmiać, a Cindy otworzyła mi drzwi. Na dzwięk dzwonka obaj mężczyzni
odwrócili się z ulgą na twarzach. Martin otworzył samochód.
 Jak już będziecie na farmie, możecie zadzwonić do Margaret i Luke a Granberrych  zasugerował
Dennis.  Od kilku miesięcy mieszkają po sąsiedzku. Luke udaje, że gospodarzy, a Margaret udaje, że
gospodarzy razem z nim. Tak naprawdę żyją z przychodu z funduszu powierniczego, ale próbują dorobić
do tego filozofię powrotu do natury.
 Są bardzo mili  zgodziła się Cindy.  Ona należy do tych kobiet, które uwielbiają pomagać.
Martin i ja podziękowaliśmy za informacje, przeszliśmy przez skomplikowany proces sadzania
Haydena w jego foteliku i wreszcie wyjechaliśmy na ulicę.
Wzięłam głęboki oddech.
 Martin&  zaczęłam.
 Roe  uprzedził mnie.  Posłuchaj, wiem, przepraszam. Nie miałem prawa opowiadać Barby
o naszych problemach. Byłem po prostu& nieszczęśliwy, bo ty byłaś nieszczęśliwa, a ona kiedyś przez
telefon zapytała, co u ciebie. Ja wtedy& coś we mnie puściło.
 Tak.
 Ty i Cindy macie własne nieporozumienia, prawda?
 Już jest dobrze. Nie chcę zdawać relacji z naszej rozmowy.
 Ale między wami wszystko w porządku?
 Tak.
 A między tobą i mną?
 Nigdy bez pytania nie opowiadaj nikomu o moich kobiecych problemach. Nigdy.
 Obiecuję.
 Okay. No to w porządku.
 Nie wydajesz się uważać, żeby było w porządku.
 Nie naciskaj.
Następnie zatrzymaliśmy się przy domu Dylana Grahamsa. Po nędzy u Harborów, dom brata Craiga był
niemal boleśnie porządny. Był mały i stał przy ulicy pełnej małych domków. Ale przy każdym był
ogródek, a dom Dylana był świeżo pomalowany i lśniący. Jedynym śladem nieporządku, o ile można to
tak nazwać, były zabawki porozrzucane po trawie. Przypomniałam sobie, że Rory mówił, że Dylan ma
żonę i małą córeczkę.
Rory, gdy się nad tym zastanowić, był istną kopalnią informacji, takich nieistotnych i nic nie
wnoszących.
Martin podszedł do drzwi i zapukał. Po długiej ciszy drzwi się otworzyły i z Martinem zaczęła
rozmawiać młoda kobieta. Na początku jej twarz była ściągnięta i podejrzliwa, ale stopniowa zaczęła się
rozluzniać. Była pulchna, zwyczajna i przyjazna, z małymi ustami, bladą, piegowatą cerą i karbowanymi
jasnobrązowymi włosami, krótkimi z przodu i piętrzącymi się na ramionach.
Martin odwrócił się i pomachał, żebym podeszła. Wyślizgnęłam się z samochodu i ruszyłam w stronę
małego domku.
A potem przypomniałam sobie o dziecku. Westchnęłam ciężko, dość teatralnie, i zabrałam się za
żmudny proces wyciągania Haydena.
 Och, jaki on śliczny!  powiedziała kobieta.  Wejdzcie.
Gdy złożyliśmy jej kondolencje z powodu śmierci szwagra, poprowadziła nas do środka domu.
Wnętrze przypominało mi mieszkanie, które zajmowałam, będąc w college u. Budowę skończono akurat,
gdy podpisywałam umowę, i wszystko na małej przestrzeni błyszczało: szafki kuchenne, ściany, blaty.
Starszy brat Craiga, Dylan, i jego żona Shondra, byli wyraznie dumni z domu, a ja, po kilku dniach
zajmowania się dzieckiem, byłam pod wrażeniem, że Shondra, sama będąc świeżo upieczoną matką,
trzymała tak wysokie standardy.
Shondra była bez skazy, tak samo jak jej dom: twarz miała świeżą, co sprawiło, że poczułam się trochę
jak łajza; jej różowy dres był czysty i nawet tenisówki były lśniąco białe.
 Jaki miły dom  powiedziałam cicho, gdy przestała mówić o Craigu, bez większego żalu. Shondra
się rozpromieniła, a jej stosowna, pełna żalu mina zniknęła w sekundę.
 Dziękuję  odparła, starając się brzmieć zwyczajnie.  Dylan większość rzeczy zrobił sam,
wieczorami i w weekendy.
 Musiało być ciężko  skomentował Martin. Zdjął płaszcz i trzymał dziecko, gdy ja zdejmowałam
swój.
 Cóż, nie za często go widywałam. Gdy byłam w ciąży, przynosiłam mu kolacje czy kanapki, i po
prostu siedziałam i patrzyłam  powiedziała Shondra, a jej uśmiech wskazywał, że się tym cieszyła.
 Gdzie wasza córeczka?  zapytałam grzecznie.
 Kelly. Zpi  wyjaśniła.  Mogę potrzymać tego malca? Mój brat właśnie tu był i chciałam wam
podziękować, że go przywiezliście.
Martin i ja spojrzeliśmy na siebie. Wyraznie dość wolno przyswajaliśmy wiadomości.
Martin, który był bardziej wyspany, zrozumiał pierwszy.
 Rory? Rory Brown to twój brat? [ Pobierz całość w formacie PDF ]