[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wiele, wiele gorzej...
- Czas spać, młoda damo - odezwała się i, przewidując, jak będzie
brzmiało następne pytanie córki, dodała: - Dziadek i babcia zostają z nami
do jutra.
I jeszcze jeden dzień, i jeszcze jeden. I następny, pomyślała z rezygnacją.
Aż do skutku. Tyle czasu, ile trzeba, by odebrać jej dziecko.
Zmęczona wrażeniami Lily szybko zasnęła i Joey, wziąwszy głęboki
wdech, ponownie zeszła na dół. Wiedziała, że już za chwile przyjdzie jej
stoczyć prawdziwą batalię z Banningami. I tylko z nimi.
- Sądzę, że będzie lepiej, jeśli zostawisz nas teraz samych - zwróciła się
do Nicka.
- Nie zgadzam się z tym - odpowiedział, poprawiając się wygodnie na
swoim miejscu w fotelu.
Starsi państwo siedzieli razem na sofie.
- Nick... - poprosiła. Słowa, które za chwilę miały paść, były zbyt
osobiste i zbyt... bolesne.
- Myślę, że Nick powinien zostać, Joey. - Samuel Banning
nieoczekiwanie wziął jego stronę.
- Proszę mi podać jeden powód...
- Na przykład to, że jest twoim narzeczonym - wyjaśnił krótko starszy
pan. - I jestem pewien, że bardzo troszczy się o ciebie i Lily.
Aha, wiec nie ujawnił Banningom, że ich narzeczeństwo jest fikcją? To
przynajmniej coś... Chociaż, biorąc pod uwagę okoliczności, raczej niewiele
mogło pomóc.
- Nie wyjdę, Joey - odezwał się ponownie Nick, ucinając tym samym
wszelkie dalsze rozważania.
RS
90
- W porządku, zostań zatem - odpowiedziała, coraz bardziej wytrącona z
równowagi i odwróciwszy się w stronę Banningów, dodała: - Musicie
wiedzieć, że nie oddam Lily bez walki.
- Nie powstrzymałoby nas to ani trochę, droga Joey...
- Proszę ze mnie nie kpić!
- ...gdybyśmy rzeczywiście zamierzali walczyć - dokończył Samuel. - A
nie mamy takiego zamiaru.
- Nie... nie zamierzacie? - Joey była pewna, że się przesłyszała.
- Moja droga - zabrała głos pani Banning. - Ja mam siedemdziesiąt pięć
lat, Samuel jest ode mnie o trzy lata starszy. Jaką opiekę moglibyśmy
zapewnić sześcioletniej dziewczynce?
Joey przenosiła niepewne spojrzenie z Lilian na Samuela i z powrotem,
czując jednocześnie, jak w jej sercu ponownie zaczyna kiełkować nadzieja.
Czyżby to rzeczywiście było aż takie proste? Gdzieś musiała przecież tkwić
jakaś pułapka...
- Musisz wiedzieć, droga Joey, że jesteśmy pod ogromnym wrażeniem
tego, co zrobiłaś dla Lily - kontynuowała tymczasem pani Banning. -
Doskonale zdaję sobie sprawę, jak egoistyczny i samolubny potrafił być mój
młodszy syn. Wiem również o tym, co zdarzyło się podczas waszych
studiów na uniwersytecie. Daniel sam opowiedział mi o wszystkim. O
dziewczynie, w której się zakochał... I o tym, że ona go także kochała. i
Joey zamarła, słysząc te słowa. Czyżby Lilian naprawdę wiedziała o
wszystkim?
- Czy również o Lily?
- Niestety, nie - zaprzeczyła starsza pani ze smutkiem w głosie. -
Gdybym wiedziała, na pewno...
- Na pewno zjawilibyście się wcześniej, żeby mi ją odebrać? - weszła jej
w słowo Joey.
- Ależ Joey, powiedziałem ci już, że nigdy nie mieliśmy takiego zamiaru.
- Samuel przyszedł żonie z pomocą. - I, chociaż może trudno ci w to
uwierzyć, nie cofam raz danego słowa.
- Dlaczego miałabym ci nie wierzyć? - zapytała Joey, speszona nieco tą
uwagą.
- Cóż, jak przypuszczam, masz chyba nie najlepsze zdanie o
Banningach? - westchnął. - Mój młodszy syn pozwolił, byś została z
maleńkim dzieckiem zupełnie sama. W ciągu ostatniego tygodnia mój
starszy syn uczynił twoje życie, mówiąc niezwykle oględnie, dość
nieprzyjemnym...
Więc przynajmniej co do jednego zgadzali się ze sobą! To już coś.
RS
91
- Zapewniam cię jednak, że David nie będzie cię więcej niepokoił -
dokończył starszy pan spokojnie. Jego jasnoniebieskie oczy promieniały
ciepłem.
- Nie będzie mnie niepokoił? - powtórzyła powoli Joey.
- Nie, możesz być tego pewna.
- Dziękuję - odpowiedziała z prostotą, bo tylko to jedno słowo przyszło
jej do głowy.
- To my dziękujemy tobie - odpowiedział pan Banning. Czyżby
zaczynała ich lubić? Nie była pewna, czy to aby rozsądne...
- Joey... - Tym razem odezwała się Lilian. - Nigdy nie będziemy w stanie
wyrazić ci swojej wdzięczności za to, co zrobiłaś dla Lily.
- Przecież ja ją kocham.
- Wiem. - Starsza pani z trudnością przełknęła ślinę. - Czy sądzisz, że
kiedykolwiek będziesz w stanie wybaczyć Danielowi to, co zrobił? To, że
zostawił Lily, że... - Lilian zawiesiła głos, jakby nie mogła sobie poradzić ze
słowami, które miała wypowiedzieć.
Joey spojrzała na nią z przerażeniem, pewna, że za chwilę usłyszy to,
czego przez cały czas tak bardzo się obawiała. [ Pobierz całość w formacie PDF ]