[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dawno.
- To chyba raczej ja jestem intruzem - powiedział Phil. Cade przysunął
sobie krzesło. Usiadł, dotykając kolanem uda
Julianne.
97
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- Jeśli będzie trzeba, po prostu pójdziemy sobie - powiedział.
Phil wybuchnął śmiechem.
- Gdzie znalazłeś ten skarb? - spytał.
- Miałem go przed samym nosem. Jackie ma dom, który znajduje się tuż
obok mojego.
- Ach, to dlatego twoje bogactwo nie robi na niej wrażenia.
- Phil! - mruknął Cade ostrzegawczym tonem.
- Miałem właśnie zamiar poprosić Jackie, by opowiedziała mi historię
swojego życia.
- Nawet nie chciałbyś jej słuchać - odparła. - Za to ja chętnie
usłyszałabym co nieco o waszej firmie. Jak zdobywacie kontrakty, jak
decydujecie, co zrobić, żeby otrzymać na ekranie oczekiwany efekt, na jakie
napotykacie trudności... takie rzeczy. O sobie wiem wszystko, o waszej pracy
nie mam zielonego pojęcia.
- Lepiej uważaj, o co prosisz. Cade gotów jest mówić na ten temat przez
całą noc - powiedział Phil. Wstał, gdyż zauważył nowych gości. - Obowiązki
wzywają. Ale wrócę, kiedy tylko będę mógł.
- Jest zabawny. - Julianne odprowadziła go wzrokiem.
- I wprost genialny. Choć muszę przyznać, że zwykle nie mówię mu tego.
I bez tego ma wysokie mniemanie o sobie.
- Powiedział, że to ty jesteś mózgiem całej firmy.
- Lojalny aż do końca. W końcu to ja jestem szefem.
- Nie wydaje mi się, żeby Phil był zakłamany. Poza tym uważa, że
jesteście przyjaciółmi.
- Bo tak jest. Czy to zle?
Zażyłość Cade'a z pracownikami niezwykle zdumiewała Julianne. Jej szef
nigdy by sobie na coś takiego nie pozwolił.
- yle? Ależ skąd. Ale nie jest to szczególnie często spotykane, nie
sądzisz?
98
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- To prawda. Lecz ja tak właśnie chcę kierować firmą. Pracujemy razem,
często wiele dni i nocy bez przerwy. Gdybyśmy nie lubili się i nie szanowali,
chyba stałoby się to piekłem.
- Założę się, że straszny z ciebie malkontent.
- Stawiam sobie wysokie wymagania i oczekuję, że wszyscy będą
postępować podobnie.
- I z tych wymagań wynika twój wstręt do kłamstwa? - spytała cicho.
- A czyż ludzie lubią być okłamywani?
Julianne skinęła głową i odwróciła wzrok. Jak ona czułaby się, gdyby
okazało się, że Cade okłamywał ją, że przez cały czas udawał kogoś, kim nie
był? Czy okazałaby wyrozumiałość, czy raczej czułaby się okrutnie zraniona?
99
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
ROZDZIAA DZIEWITY
Niespodziewanie maskarada straciła dla Julianne cały urok. To, co jeszcze
przed chwilą było miłą zabawą, stało się teraz dla niej zródłem wstydu i
goryczy. Nie śmiała spojrzeć Cade'owi w twarz. Jak mogła ciągnąć te farsę tak
długo?! Już dawno należało wyjawić mu całą prawdę.
Wiedziała, że powinna powiedzieć mu wszystko. Musi przyznać się do
własnej głupoty i błagać o wybaczenie. Lecz co będzie, jeśli Cade nie zechce jej
wybaczyć? Lodowaty strach ścisnął serce Julianne. Jeśli jej nie przebaczy,
odejdzie i nawet na nią nie spojrzy.
A przy tym wcale nie była pewna jego uczuć. Ona uwielbiała jego
towarzystwo. Pocałunki. I pieszczoty. Lecz on?... I jak w tej sytuacji powiedzieć
mu prawdę?
Nowi goście dosiedli się do ich stolika i jakiekolwiek decyzje, chcąc nie
chcąc, Julianne musiała odłożyć na pózniej. Zmiała się z żartów, odpowiadała,
gdy ją pytano. Starała się zapamiętywać twarze i imiona. Przez cały wieczór
Cade nie odstępował jej nawet na krok. Czasem obejmował ją, czasem brał za
rękę. Z biegiem czasu bała się coraz bardziej. Miała wrażenie, że spaceruje po
linie. Jeden fałszywy krok i runie w przepaść. Coraz bardziej pragnęła, by ci
wszyscy ludzie odeszli, zostawili ich samych.
- Wracamy do domu? - spytał Cade.
- Tak wcześnie? - zaprotestował Phil. - Dopiero północ.
- Już po pierwszej, a przed nami jeszcze długa droga - powiedział Cade i
splótł palce z palcami Julianne.
- Nie wiedziałam, że już tak pózno. Jestem zmęczona -przyznała. Prawdę
mówiąc nie mogła już doczekać się, kiedy znajdą się z Cade'em sam na sam.
Może pocałuje ją znowu, obejmie. A podczas jazdy na pewno znajdzie się jakaś
sposobność, by powiedzieć mu, kim jest naprawdę. I przekonać Cade'a, że to był
tylko głupi żart.
Przytulne porsche mknęło w ciemności, prowadzone pewną ręką Cade'a.
100
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- Bardzo cieszę się, że poznałam tylu twoich przyjaciół -powiedziała
Julianne.
- To wspaniali ludzie.
- I tacy zabawni. Zwłaszcza Jim i Phil.
- Jim to nasz etatowy błazen. Kiedy czasem atmosfera robi się ciężka i
napięta, zawsze potrafi rozładować ją jakimś żartem.
- Ma uroczą żonę.
- Ty też jesteś urocza.
Spojrzała nań z uwagą. Wydawał się bardzo poważny.
- Co zmieniło się, gdy byłem we Włoszech? - spytał.
- Nie wiem, co masz na myśli - wykrztusiła. Znów kolejne kłamstwo.
- Znamy się już od dwóch lat i widzę, że jesteś jakaś inna. A może to ja
jestem inny? Zauważyłem to zaraz po powrocie. Wzajemnie oczarowanie. Nie
było tego między nami przedtem, prawda?
Julianne z trudem przełknęła ślinę. Okazało się, że między nim i Jackie
nie było niczego. Poczuła, jakby nagle włożono jej na barki olbrzymi ciężar.
- I nie udawaj, że nie rozumiesz, o czym mówię.
- Nie udaję - szepnęła.
- Co zatem zrobimy?
- A co chciałbyś? - Wpadła w panikę.
- Na początek myślę, że mogłabyś spędzić ze mną noc. Zaniemówiła.
Wbiła nie widzące spojrzenie w ciemność za oknem. Co robić, co robić? Chciała
powiedzieć: tak, lecz bała się. Nerwowo otarła o sukienkę zwilgotniałe ręce.
Gdy poczuła na dłoni jego rozpaloną rękę, drgnęła gwałtownie.
- Zgódz się, pączuszku - powiedział.
- Nie jestem pewna. - Słodycz jego głosu stopiła serce Julianne. Poczuła
się wyróżniona, że nadał jej specjalne, pieszczotliwe imię. David zawsze mówił
do niej: Julianne.
- Czego? - spytał.
101
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- Nas. Ciebie i mnie. Wszystkiego. Wszystko wydaje mi się takie wielkie,
podniosłe. A przecież znamy się tak krótko. - Nie minął chyba jeszcze tydzień,
pomyślała.
- Dwa lata to dużo czasu. To będzie milowy krok w naszej znajomości - [ Pobierz całość w formacie PDF ]