[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Arogant! Cyniczny prowokator!  myślała z furią.
 Wolałbym jednak doprowadzić cię do ostatecz-
ności z zupełnie innego powodu.
92 CAROLE MORTIMER
Nagle znalazł się blisko niej  dużo bliżej, niżby
sobie życzyła.
 Wiesz co, Sam?  zapytałasłodko.  Spadaj stąd
 powiedziała, widząc, że patrzy na nią z oczekiwa-
niem.
Byłapewna, żesię rozzłości. %7łe wyleci z kuchni jak
oparzony. Tymczasem on ku jej ogromnemu zdziwie-
niu  połączonemu z równie wielkim rozczarowaniem
 ryknął głośnym śmiechem. Zmiał się tak, że łzy
napłynęły mu do oczu. I w jednej chwili zmienił się
z dokuczliwego ponuraka w czarującego mężczyznę.
Crys wiedziała, że bez trudu poradzi sobie z nie-
grzecznym, zaczepnym i odstręczającym Samem.
Jednak Sam pełen chłopięcego uroku, z roześmiany-
mi zielonymi oczami, był dużo trudniejszym prze-
ciwnikiem. Tak trudnym, że Crys nie była w stanie
zrobić kroku, kiedy położył dłonie na jej ramionach
i pocałował ją mocno w usta.
 Dlaczego to zrobiłeś?  spytała z oburzeniem,
kiedy się wyprostował.
 Ponieważ jesteś, jaka jesteś.  Nie tracił dob-
rego humoru.  Trochę naiwna, trochę kolczasta
i niesamowicie pociągająca.
Crys z pełną wściekłości rozpaczą zastanawiała
się, dlaczego dotyk jego warg i szorstkość policzka
sprawiały jej przyjemność. Próbowała wymyślić od-
powiedz, ale nic właściwego nie przychodziło jej do
głowy.
Jakim prawem? Za kogo on się miał? Był tylko
bratem Molly. To Molly go uwielbiała, nie Crys.
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 93
 Nigdy więcej tego nie rób  wyrzuciła z siebie
w końcu.
 Bo co?  zapytał.
Ten jego uśmiech! Crys robiła wszystko, żeby nie
ulec sile tego uśmiechu.
 Bo nie chcę robić przykrości Molly i opowia-
dać, że jej brat, wykorzystując okoliczności, napas-
tuje kobietę, ale...
 ...zrobię to, jeżeli zostanę zmuszona  dokoń-
czył za nią z powagą.  ,,Wykorzystując okoliczno-
ści, napastuje kobietę  . Co za staromodne określenie.
Crys spokojnie wytrzymała jego spojrzenie.
 Jestem staromodnym typem kobiety.
 To znaczy?  Z przymrużonymi oczami czekał
na odpowiedz.
 Jestem pewna, że sam do tego dojdziesz.
 Też jestem tego pewien.
Skoro tak, niech stanie się to jak najprędzej. Sam
musi zrozumieć, że Crys nie chce wdawać się z nim
w romans.
 A więc naszą rozmowę można uznać za skoń-
czoną. Teraz jeśli pozwolisz, chciałabym skończyć
porządki i iść spać.
 Sama?
 Owszem  warknęła rozjuszona. Policzki miała
czerwone ze wstydu, bo w pewnym sensie swoim
zachowaniem pozwoliła mu na tę bezczelną poufa-
łość.  Wydawało mi się, że wyrazniej nie można dać
do zrozumienia, że...
 Wyrazniej nie można  przytaknął.
94 CAROLE MORTIMER
 No to dlaczego wciąż mamy z tym problem?
 Nie my, ale ty masz problem  poprawił.  Gdy-
byś naprawdę chciała trzymać się ode mnie z daleka,
umiałbym zachować podobny dystans.
Ta rozmowa trwa już za długo. Crys czuła się
zmęczona.
 Przez wzgląd na Molly spróbujmy zachowywać
się jak zwykli znajomi  zaproponowała, stając na-
przeciw niego.
 Dawno przestaliśmy być dla siebie zwykłymi
znajomymi, Crystal  powiedział.  Chociaż nie.
Nigdy nie osiągnęliśmy tej fazy znajomości.
Miał rację. Crys uświadomiła sobie, że na starcie
ona i Sam byli sobie zupełnie obcy. Zaraz potem
jednym skokiem doszli do stanu bliskości  fizycznej
i emocjonalnej. Pominęli wszelkie etapy pośrednie,
co przynajmniej w jej wypadku było doświadcze-
niem traumatycznym.
 To prawda  przyznała z trudem.  Tym bar-
dziej musimy próbować. Nie chcę robić przykrości
Molly.
 Próbować zawsze można  zgodził się Sam.
 Natomiast to, czy nam się uda, czy nie, to już
zupełnie inna sprawa.
Jej na pewno nie będzie łatwo. Reagowała prze-
cież na wszystkie jego uwagi, komentowaławgłowie
każdy jego ruch  czy tego chciała, czy nie. A jeśli
chodzi o Sama? Nie wiadomo. On z wyrazną przyje-
mnością sprawdzał reakcje Crys. Ale żeby je obser-
wować, musiał je wcześniej wywołać.
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 95
 Idę spać  oznajmił, podchodząc do drzwi.
 Niczego się nie obawiaj. Wezmę Merlina do swoje-
go pokoju.  Zatrzymał się w progu i spojrzał na nią.
Wykrzywił się złośliwie, czy tylko tak się jej zdawa-
ło?  Być może to prawda, że twoja telewizyjna sława
jest wynikiem tego, że znalazłaś się w odpowiednim
miejscu we właściwym czasie, ale w tej chwili jesteś
w moim miejscu i w moim czasie. Jeśli fakt, że jesteś
osobą publiczną, naruszy w jakikolwiek sposób moją
prywatność  tu Sam przybrał lodowaty ton  wy-
proszę cię natychmiast z mojego domu. Czy to jasne?
Crys dumnie uniosła głowę.
 Jasne  odpowiedziała Uownie chłodno.
Poczuła się pewniej. Takiemu Samowi łatwiej dać
odpór. Wytrzyma te pięć dni w Yorkshire, a potem
wyjedzie i nigdy więcej go nie spotka.
Szkoda tylko, że w ogóle go spotkała.
ROZDZIAA DZIESITY
 Rozumiem, Molly, że to twoja najlepsza przyja-
ciółka, ale nie rozumiem, dlaczego musiałaś zaprosić
tutaj kogoś takiego jak ona!
Crys schodziła akurat ze schodów, kiedy usłyszała
głosy dochodzące z salonu. Była dopiero ósma rano.
Zdziwiła się, że Molly i Sam wstali wcześniej od niej.
Początkowo chciałaiść prosto do kuchni  nie zamie-
rzała przeszkadzać rodzeństwu w rozmowie  ale
słowa Sama sprawiły, że zamarła wpół kroku.
,,Kogoś takiego jak ona  ? Czy to możliwe, żeby
Sam mówił o niej? Ale o kim innym miałby mówić?
Crys nie usłyszała odpowiedzi Molly.
 Owszem, mówiła mi  ciągnął Sam.  Rozu-
miem, żetobył dla niej trudny czas. Mimo to Crystal
James jest ostatnią osobą, którą powinnaś tu zapra-
szać.
Crys zmarszczyła brwi. Co on chciał przez to
powiedzieć?
Ale sytuacja! Stoi na schodach i bezwstydnie
podsłuchuje prywatną rozmowę Molly z bratem. Jed-
nak nie mogła odejść  nawet jeśli od tego zależałoby
jej życie. Miała nogi jak z żelaza.
 Molly!  Sam wydawał się zirytowany na siost-
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 97
rę.  Tak, to musiało być dla niej straszne. Zaraz po
śmierci męża. Jednak nie zmienia to faktu, że...
 Rozumiem, że nie chcesz, żeby Crys tu była,
tak?!  niemal krzyknęła Molly. W jej głosie była
złość i rozżalenie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]