[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sceny, z wielkim zainteresowaniem śledząc poczynania hipnotyzera.
- Pytam, czy wiedział pan o tym, że ten cyrk będzie tutaj?
Pytała nie bez powodu, gdyż starszy pan lubił bawić się w swata, między
innymi skojarzył małżeństwo swojego wnuka Maksa z siostrą Allie. Z drugiej
strony nie mógł przecież wiedzieć, co zaszło między nią a Damonem Cole'em,
więc może ten nagły wyjazd do Delaware jednak został podyktowany sprawami
czysto zawodowymi?
- W takich nadmorskich miasteczkach często są różne atrakcje z okazji
Dnia Niepodległości.
Jego niewinny ton dodatkowo utwierdził ją w podejrzeniach. Pan Potts nie
zatracił z upływem lat szelmowskiego charakteru i lubił płatać psikusy. Tak, ale
nigdy nie zrobiłby nic, co mogłoby zranić Allie, więc to jednak nie on, to
naprawdę przeznaczenie, które zrządziło, że oto spotkali się znowu. Dzięki temu
będzie mogła wreszcie wyjaśnić, czemu wtedy się nie zjawiła i spytać, co
takiego szokującego powiedziała podczas seansu hipnotycznego. Od dwóch
tygodni kobiety nieustannie szeptały za jej plecami, a mężczyzni okazywali tak
żywe zainteresowanie, jakby stała się skrzyżowaniem Pameli Anderson z
Angeliną Jolie.
Pogrążona w myślach nawet nie zauważyła, kiedy pokaz dobiegł końca.
Nagle pan Potts uścisnął jej rękę.
- Ten Cygan patrzy na ciebie, moja droga.
- 51 -
S
R
Napotkała płonący wzrok Damona. Widzowie zaczęli powoli opuszczać
namiot, kilku jednak podeszło do hipnotyzera, by go zagadnąć, przy czym w
większości były to kobiety, co wcale nie spodobało się Allie. Zauważyła też, że
Damon ledwie im odpowiada, bo był skoncentrowany tylko na niej.
I był także zły. Wręcz wściekły.
- Och, czy ja o czymś nie wiem? - zaciekawił się Mortimer. - Znasz tego
człowieka?
- Owszem. I nie wydaje mi się, żeby mój widok go uszczęśliwił.
- To może wyjdzmy?
Mogła skorzystać z propozycji i bezpiecznie oddalić się pod eskortą szefa,
i w ten sposób uniknąć konfrontacji z rozgniewanym Damonem. Ale nie mogła,
była mu winna wyjaśnienie. On jej zresztą też.
- Dziękuję, ale nie. Muszę z nim porozmawiać.
Mortimer wstał, a trzymał się tak prosto, że nikt nie odgadłby jego wieku.
Prawda zaś była taka, że ten ekscentryczny dżentelmen przekroczył już
osiemdziesiątkę.
- W takim razie zostawiam cię, gdyż obawiam się, że cierpliwość
Rodericka może być już na wyczerpaniu. - Wieloletni kamerdyner pana Pottsa,
sztywny aż do bólu Anglik, stanowczo odmówił skalania się wejściem na teren
cyrku i wolał czekać na swego chlebodawcę w klimatyzowanej limuzynie. -
Baw się dobrze i daj znać, gdy będziesz chciała wracać do hotelu, to przyślę po
ciebie samochód.
- To zajmie tylko minutkę, proszę zaczekać - poprosiła, czując nagły
przypływ paniki. Miałaby zostać sama z tym rozgniewanym Cyganem, który
mógł ją zahipnotyzować i kazać jej zrobić wszystko, co tylko by chciał? Hm... A
właściwie... czemu nie? Mógłby zapragnąć bardzo interesujących rzeczy...
- Po co masz wracać ze mną? Zostań, należy ci się trochę rozrywki po
tym, jak zmusiłem cię do pracy w weekend.
- Ale Hank...
- 52 -
S
R
- Moja droga, czy sądzisz, że Emily chociaż na chwilę spuści go z oka?
Nie, to było wykluczone, gdyż niania bardzo wzięła sobie do serca tamten
incydent z mydłem i stała się czujna jak mało kto.
- Dziękuję, że zgodził się pan ją zabrać, dzięki czemu nie musiałam
rozstawać się z Hankiem.
- Za nic nie chciałbym cię narażać na takie rozstanie, moja droga. W
dodatku... - mrugnął do niej szelmowsko - ...Roderick ma dużą słabość do pani
Emily, chociaż za nic się do tego nie przyzna. - To rzekłszy, wyszedł, zostawia-
jąc Allie sam na sam z hipnotyzerem.
Damon nic nie mówił. I nie wyglądało na to, żeby w ogóle zamierzał się
do niej odezwać.
- Cześć - powiedziała niepewnie, zdobywając się na odwagę, żeby do
niego podejść.
Przez chwilę mierzył ją wzrokiem.
- Dobry wieczór, panno Cavanaugh - odparł zimno, po czym podszedł do
stojącego z boku kufra z rekwizytami, kompletnie ignorując jej obecność.
- Pewnie się zastanawiasz, co tutaj robię.
- Mylisz się.
Nawet na nią nie patrząc, rozpiął jedwabną bluzę i ściągnął ją przez
głowę, zaś zszokowana Allie próbowała nie zerkać na to wspaniałe ciało.
- Co ty ro...robisz? - zająknęła się.
- Przebieram się.
- Nie masz garderoby?
Wzruszył ramionami, wyłowił z kufra T-shirt i włożył go nieśpiesznie,
zaś Allie śledziła głodnym wzrokiem każdy ruch, każdy napinający się mięsień,
czując narastającą tęsknotę i pożądanie.
- No to cześć. - Zeskoczył ze sceny i ruszył w stronę tylnego wyjścia.
Zabrzmiało to tak obojętnie, że prawie mu uwierzyła.
Prawie.
- 53 -
S
R
Zdradziły go zaciśnięte pięści i nazbyt sztywne kroki. Kłamał. Nie była
mu obojętna. Nadal go pociągała, tylko w złości nie chciał się do tego przyznać.
- Zaczekaj, proszę! Muszę ci coś powiedzieć.
Rzucił jej przez ramię znudzone spojrzenie.
- Nie musisz się tłumaczyć, nie ty pierwsza jedziesz za mną z miasta do
miasta, mam takich na pęczki. %7łal mi was, bo nigdy się nie oglądam i szybko
tracę zainteresowanie zarówno miejscami, jak i ludzmi.
Te ostre słowa dotknęły ją. Damon wiedział, jak wymierzyć celny cios.
- O rany, ale cię zabolało, że wtedy nie przyszłam! - odcięła się.
Zadziałało. Odwrócił się, podszedł szybkim krokiem i stanął tuż przed
Allie, patrząc na nią z góry. [ Pobierz całość w formacie PDF ]