[ Pobierz całość w formacie PDF ]

rację, twierdząc, że Nicole potrzebuje matki. Jane ma wspaniałe podejście
do dzieci, a Nicole po prostu ją uwielbia. - Uśmiechnął się szeroko do
Jane, która siedziała nieruchomo w kącie pokoju. - Prawdę mówiąc, nawet
gdybym chciał ożenić się z kimś innym, moja córka pewnie miałaby na ten
temat to i owo do powiedzenia.
- Rozumiem. No cóż, wygląda to na bardzo rozsądny układ dla
wszystkich zainteresowanych - przyznała niechętnie Michelle.
Wkrótce pożegnała się z Elliotem oraz Jane, całując oboje w policzki
i obiecując odwiedzić ich w czasie następnego pobytu w Londynie.
- Dzięki Bogu, już po wszystkim - westchnął z ulgą Elliot, kiedy
tylko wyszła. - Miejmy nadzieję, że niezbyt często bywa w Londynie.
- Uważam jej wizytę za niezwykle pouczającą -stwierdziła Jane.
- W jakim sensie? - spytał ze zdumieniem.
- No, choćby w takim, że usłyszałam zaskakującą dla mnie nowinę o
naszym rychłym ślubie - odrzekła dziwnie chłodnym tonem.
- Jane, przepraszam cię za to - wyszeptał, czerwieniejąc. - Wiem, że
powinienem był najpierw spytać cię o zgodę...
- Po prosto założyłeś, że odpowiem  tak". Pomyślałeś:  Dobra,
poczciwa Janey zawsze zgadza się na wszystko, więc dlaczego w tym
przypadku miałoby być inaczej".
Powiedziała to tak niezwykle poważnym tonem, że Elliot spojrzał na
nią z zaskoczeniem.
- Wcale tak nie pomyślałem. Zamierzałem zabrać cię w jakieś
romantyczne miejsce i tam ci się oświadczyć, ale Michelle przyparła mnie
do muru...
137
RS
- Bzdura, ona po prostu niepokoiła się o Nicole - przerwała mu
stanowczo. - Nie wiedziała, czy jesteś w stanie zapewnić jej odpowiednią
opiekę.
- Nie miała najmniejszego powodu do obaw - odparł z irytacją. -
Kocham swoją córkę tak bardzo, że...
- Byłbyś gotów zrobić dla niej wszystko. Nawet ożenić się ze mną -
dokończyła drżącym głosem.
- Nieprawda! - zawołał. - Do diabła, Jane, chcę się z tobą ożenić z
miłości. Słyszałaś, co powiedziałem Michelle...
- Och, jasne - mruknęła, czując, że gniew dodaje jej sił. - To byłoby
bardzo rozsądne posunięcie. Mam wspaniałe podejście do dzieci, a Nicole
wprost mnie uwielbia. Elliot, tobie nie jest potrzebna żona, lecz zastępcza
matka dla córki, a ja, choć bardzo ją kocham, uważam, że zasługuję na coś
więcej...
- Jane, zle mnie zrozumiałaś!
- Nie wierzę ci - przerwała mu oschle, czując bolesne ukłucie serca.
- Jane...
- Lepiej podnieś słuchawkę - poradziła, kiedy rozległ się dzwonek
telefonu. - To może być coś ważnego.
- W tej chwili najważniejsze jest dla mnie to, o czym rozmawiamy.
Jane, kocham cię i chcę się z tobą ożenić.
- Może dzwonią ze szpitala w sprawie Nicole? Przez chwilę
spoglądał na nią niepewnie, a potem szybko podszedł do telefonu.
- Wzywają mnie do szpitala. Potrzebują mojej pomocy - wyjaśnił,
odkładając słuchawkę.
138
RS
- Więc jedz - mruknęła i odwróciła się na pięcie, chcąc odejść, ale
potem nagle przystanęła. - Kiedy wrócisz, mnie już tu nie będzie. Podczas
twojej nieobecności spakuję swoje rzeczy i opuszczę twój dom.
- Nie możesz tego zrobić, Jane! - zawołał. - A co będzie ze mną... z
Nicole?
Choć dużo ją to kosztowało, postanowiła, że tym razem będzie
twarda i nieustępliwa.
- Nie ja jestem za nią odpowiedzialna. To twoja córka.
139
RS
ROZDZIAA DZIESITY
- Siostro, mamy tu rannego z oparzeniami twarzy, górnych części
tułowia i rąk - zawołał sanitariusz, otwierając drzwi do izby przyjęć. -
Ciśnienie dziewięćdziesiąt na siedemdziesiąt, pojemność minutowa serca
poniżej trzydziestu procent. Nie uwierzycie, w jaki sposób doprowadził się
do tego stanu!
- No, proszę mnie zaskoczyć - powiedziała Jane z westchnieniem,
gestem ręki przywołując Floellę.
- Wlewał benzynę do kosiarki, paląc równocześnie papierosa.
- Co takiego? - spytała Jane z niedowierzaniem, pospiesznie
rozcinając spalone na węgiel ubranie młodego pacjenta.
- No właśnie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy, ilu jest na świecie
idiotów.
Niestety, doskonale o tym wiem, pomyślała ze smutkiem, widząc
zbliżającego się do nich Elliota. Sama właśnie zasiliłam ich szeregi.
Wprawdzie Floella starała się ją ostrzec, ale czy usłuchała jej rad?
Ależ skąd. Ona sama wiedziała lepiej, miała swoje własne zdanie. Kiedy
Elliot trzymał ją w ramionach i szeptał czułe słówka, sądziła, że
przemawia przez niego miłość. Gdy mówił, że nigdy w życiu nie spotkał
takiej kobiety jak ona, wierzyła, iż czeka ich wspólna przyszłość. Ale on
myślał jedynie o Nicole...
Nie mogła wyjść za niego wyłącznie dla dobra dziecka. Choć bardzo
kochała jego córeczkę, świadomość, że on dąży do tego małżeństwa tylko
przez wzgląd na Nicole... Nie, nie mogła tego zrobić.
- Mleczanowy roztwór Ringera do leczenia wstrząsu - polecił Elliot.
140
RS
Jane szybko podłączyła kroplówkę, a Floella wprowadziła cewnik do
pęcherza pacjenta, żeby przeprowadzić test na obecność w moczu
hemoglobiny.
- Osmalone włosy w nosie wskazują na oparzenia dróg
oddechowych, Elliot - oznajmiła Floella.
- Pobierz próbkę plwociny. Potrzebne jest mi też dokładne badanie
barwy moczu w tym cewniku. Ciśnienie krwi i tętno, Jane? - ciągnął,
odwracając się w jej stronę.
- Osiemdziesiąt pięć na sześćdziesiąt, tętno przyspieszone. Zaczyna
mieć trudności z oddychaniem.
Nie patrząc na Elliota, podała mu rurkę intubacyjną. Nie spojrzała
mu w oczy od niemal dwóch tygodni, od dnia, w którym opuściła jego
dom. I to doprowadzało go do szału.
- Prześwietlenie klatki piersiowej, Jane - polecił po wprowadzeniu
rurki intubacyjnej do tchawicy pacjenta.
- Już załatwione.
- Oddział oparzeń...
- Zawiadomiony.
Jasne, że o wszystko zadbała, pomyślał. W końcu jest doświadczoną
pielęgniarką i kobietą, którą kocham, a ja wszystko bezpowrotnie
zaprzepaściłem.
Jak mógł być taki głupi? Dlaczego przyjął za fakt oczywisty, że ona
odwzajemnia jego miłość i zechce za niego wyjść? Na domiar złego, chcąc
upewnić Michelle, że Nicole będzie miała zagwarantowaną opiekę,
wyjawił jej swoje plany małżeńskie w sposób zarozumiały i pewny siebie.
141
RS
Nic dziwnego, że to rozgniewało Jane i że tak stanowczo odrzuciła
jego propozycję. Każda kobieta musi być pewna, że jest kochana bez
względu na okoliczności. A on naprawdę ją kochał, i to bardziej niż
kiedykolwiek mógł to sobie wyobrazić.
W jakiś sposób muszę nakłonić ją do rozmowy, rozmyślał. A co
ważniejsze, skłonić ją do wysłuchania moich argumentów. Ale jak? Jeśli w
ogóle nie zechce ze mną rozmawiać, to jak zdołam ją przekonać, że pragnę
się z nią ożenić z miłości, a nie w celu zapewnienia Nicole zastępczej
matki?
- Ciśnienie dziewięćdziesiąt pięć na sześćdziesiąt -mruknęła Jane. -
Sądzę, że możemy go już odesłać na oddział oparzeń.
Tak też zrobili.
- Obie wykonałyście kawał dobrej roboty - oświadczył Elliot, kiedy
zabrano pacjenta.
Floella skwitowała jego pochwałę uśmiechem, a Jane w ogóle nie
zareagowała. Spojrzał na nią bezsilnym wzrokiem.
Miał ochotę podejść do niej, chwycić za ramiona i z całych sił nią
potrząsnąć, ale zamiast tego niepewnie odchrząknął.
- Chyba nadeszła już pora na kawę. Jane, czy miałabyś ochotę
dotrzymać mi towarzystwa?
- Dziękuję, ale muszę wypełnić formularze zapotrzebowania na leki -
odparła obojętnym tonem.
- Nie możesz odłożyć tego na pózniej? - spytał niemal błagalnie.
Zauważył, że Floella uważnie im się przygląda,ale nie przywiązywał do
tego wagi. - Na pewno dobrze zrobiłaby ci duża dawka kofeiny, Jane.
142
RS
- Jeszcze raz ci dziękuję, ale wzywają mnie obowiązki - odrzekła
chłodno i, nie oglądając się za siebie, wyszła.
- Dlaczego nie zostawisz jej w spokoju? - spytała gniewnie Floella.
- Flo, nie rozumiesz, że... [ Pobierz całość w formacie PDF ]