[ Pobierz całość w formacie PDF ]

lotem przez Atlantyk nie otrzymał tylu gorących życzeń na drogę od swych
wielbicieli.
Od momentu, gdy opuścili kabinę radiooperatora, Red nie odezwał się do Meg
ani słowem. W milczeniu po raz ostatni skontrolował maszynę. Pas startowy został
już dokładnie oczyszczony z zasp śnieżnych i gruzu, a Centrum Bixby
zawiadomiło, że jest gotowe ich przyjąć. Wykres prognozy pogody nie wydawał
się Meg zupełnie czytelny, ale Red niewiele się tym przejmował.
 Dancer!  zawołała Meg i podeszła do dziewczyny.  Pamiętaj...
 Rany boskie! Jesteś gorsza od mojej matki  przerwała jej.  Co zamierzasz
zrobić? Zostawisz mi listę zadań?
Meg zmusiła się do uśmiechu. Spędziła ponad godzinę pouczając Dancer i
Maudie, w jaki sposób powinny postępować z rannymi i próbowała przygotować je
na każdą ewentualność. Zostawiła wszystkich w dobrych rękach. Nie pozostało już
nic innego jak odlecieć. Dancer wyglądała na zaniepokojoną.
 Powiedz, Meg, zobaczymy się znowu, prawda?  szepnęła.
Meg poczuła zakłopotanie, więc Dancer dodała szybko:
 Wiem, że to zabrzmiało okropnie, ale nie miałam nic złego na myśli.
Chciałam cię tylko zapytać, czy planujesz powrót tutaj.
Prawda, że to pytanie nie przyszło jej do głowy. Bixby znajdowało się o jeden
przystanek bliżej do Juneau i nie było powodu, aby wracać do Adinorack. Burza
już przeszła i chociaż od wczoraj wiele wydarzyło się w jej życiu, nie była pewna,
czy pragnie tu zostać.
 Nie potrafię odpowiedzieć, Dancer  przyznała szczerze.  Skontaktuję się z
wami, kiedy będę w Bixby... Myślę, że zawsze możecie przesłać mi moje rzeczy.
Wargi Dancer zadrżały.
 Bądz dzielna  powiedziała szorstko.  Wracaj do nas i nie pozwól mu uciec.
 Uciec? Co przez to rozumiesz?  Meg odczuła zmieszanie.
 Uciec ze zwycięstwem! Panie Boże, dziewczyno, czy ja ci muszę wszystko
mówić! Jeżeli pozwolisz mu teraz odejść, to będzie to cios wymierzony w dumę
wszystkich kobiet. Powinnaś zostać i walczyć. Uporać się z tym, tak czy inaczej.
 Myślę, że mam to za sobą  odparła potrząsając głową. Poczuła się zmęczona.
 Dancer spoglądała na nią z sympatią i odrobiną zniecierpliwienia.
 Wiem, że postanowiłaś wrócić. Powinnaś poznać życie i wyszumieć się,
zanim podejmiesz decyzję, aby na dobre związać się z innym mężczyzną. Mam
zamiar nauczyć cię wielu nowych rzeczy.
Meg o mało nie wybuchnęła śmiechem. Nigdy nie odczuwała potrzeby
 wyszumienia się . W tym momencie do wnętrza hangaru wtargnął powiew
zimnego wiatru i obie dziewczyny zadrżały. Cofnęła się i po raz pierwszy od
dwudziestu czterech godzin zobaczyła, jak wygląda otoczenie budynku.
Powietrze było mgliste i wszystko wokół było pokryte kryształkami lodu
skąpanymi w delikatnej poświacie, która zdawała się lśnić różowym i złotym
odblaskiem. Słoneczne promienie przebijały przez chmury. Pas startowy na całej
długości był pokryty ubitym śniegiem, na którym światło zapalało tysiące
migocących diamentów. Tylko tutaj blask słońca dawał tak wspaniałe efekty. Meg
przez dłuższą chwilę obserwowała ten widok, starając się zapamiętać go i
przechować w pamięci na inne, gorsze czasy.
 Wiesz  powiedziała miękko.  Czasem zapominam, jak pięknie może być
tutaj.
Dancer schwyciła ją za rękę.
 Wrócisz tu  powtórzyła.
W tej chwili Red stanął obok niej i Meg poczuła, jak wszystkie jej mięśnie
napinają się. W mgnieniu oka była gotowa do walki.
 Nie chcę, abyś ze mną leciała  powiedział na pozór beznamiętnie.
Nie mógłby jej zranić bardziej, nawet gdyby użył noża, i, niczym w ostatniej
sekundzie życia, doznała nagłej wizji. Przed oczyma Meg przesuwały się teraz
obrazy przeszłości  minione szepty i dotknięcia, postać Reda w najrozmaitszych
sytuacjach, krańcowo różne uczucia do niego. A przez tę mieszaninę doznań
przebijały sztywne, suche słowa: Nie chcę, abyś ze mną leciała.
 Wiem  odrzekła szorstkim tonem i ruszyła gwałtownie w stronę samolotu.
Uchwycił mocno jej ramię i tak posuwali się oboje. Próbowała wyrwać się z
uścisku, ale był zbyt silny.
 Przestań!  zawołała z furią.  Już jutro nie będziesz musiał się o mnie
martwić, ale teraz po raz ostatni pozwól mi zrobić to, co chcę. Nie możesz mnie
zatrzymać!
 Myślisz, że o tym nie wiem?
 Więc pozwól mi iść swobodnie. Ludzie gapią się na nas.
Uścisk Reda stał się jeszcze mocniejszy.
 Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz.  Oczy mu pociemniały, a twarz miała
zacięty wyraz. Było jednak w jego zachowaniu coś, czego nigdy wcześniej nie
zauważyła. Jakiś rodzaj desperacji, jakaś szczelina w dawnej niezłomności,
miękkość; czuła, że łatwo go zranić. To sprawiło, że postanowiła słuchać.
 W porządku, miałaś rację  powiedział zdyszanym głosem.  Nigdy nie
chciałem wpuścić cię do kabiny pilota, ponieważ bałem się, że przejmiesz stery.
Pragnąłem ocalić malutką cząstkę swej osobowości przed tobą, na wypadek
gdybym musiał jej potrzebować, to znaczy, jeśli musiałbym żyć bez  ciebie. Oboje
już w chwili poznania pragnęliśmy uciec na koniec świata, ponieważ
najstraszniejsze dla nas obojga było to całkowite zatracenie się w drugim
człowieku. A najbardziej przerażało nas to, że zatraciliśmy się wzajemnie.  Puścił
jej rękę.  Chcę ci teraz powiedzieć, że jednak nie udało mi się ocalić niczego
przed tobą. Byłaś zawsze przy mnie. Podobnie część mojej osobowości zawsze
pozostawała z tobą na ziemi. Nie chcę cię stracić, Meg.
Nagle poczuła, że traci całą energię. Wszystko dookoła  zimowy pejzaż,
otaczający ich ludzie, pastelowy w swym pięknie dzień  odpłynęło od niej i nie
było już nic i nikogo oprócz Reda i jego wpatrzonych w nią oczu. To nie mogło
być aż tak proste. Nie powinna ulegać chwilowym impulsom ani czarowi
pospiesznie rzucanych słów. Wytrzymując długo jego wzrok, powiedziała:
 Ja także nie chcę cię stracić, Red. [ Pobierz całość w formacie PDF ]