[ Pobierz całość w formacie PDF ]

żył dłużej, z pewnością by mi się to udało. Zresztą, moim zdaniem, nie zagrzałby
tu miejsca. O, widział pan to?
ROZDZIAA XIX
Villabert Glotoni wpadł w zachwyt nad małym wypchanym krokodylem.
- To już dzisiaj rzadkość! Niektórzy twierdzą, że to najskuteczniejszy
talizman chroniący przed złym okiem. Należy jednak uważać na podróbki i twardo
negocjować cenę, oko w oko. We trzech nie mamy najmniejszej szansy. Ponieważ
obaj panowie jesteście bardzo sympatyczni, pokażę wam coś wyjątkowego.
Francuz zanurkował w sklepiku wypełnionym od podłogi aż po sam sufit mie-
dzianymi talerzami i podniósł jeden z nich.
- Zobaczcie - szepnął. - To groty zatrutych strzał. Przynajmniej handlarz
tak twierdzi. Osobiście nigdy bym się nie odważył ich kupić; podobno zranienie
może być śmiertelne.
Glotoni podał sprzedawcy jednofuntowy banknot, prawie nieczytelny wskutek
ciągłego przechodzenia z rąk do rąk, aby mu podziękować za ten pokaz.
32
- Tak dobrze zna pan Egipt - powiedział lord Percival - z pewnością my-
ślał pan o tej tragedii i zastanawiał się, kto mógłby być sprawcą.
Francuz nerwowo wytarł czoło chusteczką.
- Wręcz przeciwnie, milordzie. Starałam się odpędzić wszystkie złe myśli!
Nie wolno zatruwać sobie umysłu takimi okropnościami.
- Mimo to chyba zgodzi się pan nam pomóc.
Egiptolog sposępniał.
- Ależ oczywiście... W miarę moich możliwości, rozumie się samo przez
się.
- Wspomniał pan panią Abletout...
- Cudowna kobieta! Wszyscy chylimy czoło przed jej wiedzą i niewyczerpaną
energią. Bez jej działalności egipska archeologia nie byłaby tym, czym jest.
Udało jej się zmienić obyczaje, pokonać konformizm i właściwie ukierunkować swo-
je ekipy poszukiwawcze. I to z jakim zdumiewającym skutkiem!
- A więc nie wyobraża pan jej sobie w kostiumie zbrodniarki.
- Nie mówi pan poważnie, milordzie. Pani Abletout , zaledwie dostrzegała
Howarda Langtona. On, początkujący, świeżo mianowany, musiał dopiero pokazać, że
jest coś warty... Tym bardziej, że był Anglikiem! To przecież Francuzi stworzyli
egipską archeologię i dokonali największych odkryć. Panowie Anglicy powinni byli
spuścić głowy, prawda? O, przepraszam, zapomniałem, że...
- Proszę nas nie przepraszać - odparł Szkot. - Pańskie rozumowanie jest
słuszne.
- Gra pan fair, milordzie.
- Jestem tylko obiektywny, nawet jeśli wielcy angielscy archeolodzy, jak
Putrie i Howard Cartcr, odkrywca grobowca Tutanchamona, dorzucili swój kamyczek
do tej budowli. Wydaje mi się, że teraz coraz więcej egiptologów to Egipcjanie.
- Rzeczywiście, to nieodwracalna tendencja.
- A jednak usłyszałem niejedną krytykę pod adresem inspektora Ahmeda al-
Fostata.
- Złe języki! - gwałtownie zaprotestował Glotoni. - Ahmed jest uroczym
człowiekiem, który wykonuje swój zawód z największą sumiennością zawodową. Jest
najlepszym inspektorem egipskim, z jakim się zetknąłem. Oczywiście, kilku za-
wistnych kolegów zazdrościło mu jego stanowiska, ale to ludzkie, prawda? Po kil-
ku niewielkich sprzeczkach, nieuniknionych między ludzmi, którzy się słabo zna-
ją, w końcu doceniliby się wzajemnie i skutecznie współpracowali.
- Jak przypuszczam, nie mógłby pan tyle powiedzieć o Abd el-Mosulu?
- Dlaczego mi pan o nim wspomina?
- Ponieważ był w Starej Katarakcie w dniu morderstwa.
- To prawda... Ale Abd el-Mosul nie zasługuje na tak paskudną opinię,
jaka do niego przylgnęła. To prawda, że jest ofiarą niechlubnej przeszłości ro-
dzinnej, ale dziś jest tylko sympatycznym staruszkiem, któremu sprawia przyjem-
ność rozpowszechnianie mniej lub bardziej przerażających historyjek. Egipcjanie
są niezrównanymi gawędziarzami i bez umiaru koloryzują. Działalność Abd el-
Mosula należy do zamkniętej przeszłości, którą lubi upiększać.
- Czy bardziej niepokoi pana zachowanie doktora Qerry?
Villabert Glotoni ze zdziwienia szerzej otworzył oczy:
- Dlaczego miałoby mnie niepokoić? Allan Oerry ubiera się dość ponuro,
przyznaję, ale nie można oceniać ludzi po wyglądzie. Qerry jest specjalistą od
mumii, jednym z najlepszych. Przeszkadza mu jego trudny charakter i niezwykła
skłonność do samotności. Czy to zbrodnia? O, proszę spójrzeć! Rzezbiony ząb hi-
popotama. Pochodzi z daleka, bo w Nilu już od dawna nie ma hipopotamów. Sprzedaż
tego rodzaju artykułów jest częściowo zakazana, ale tu wszystko można załatwić
przy odrobinie dyplomacji.
- Czy hipopotam nie był zwierzęciem boga Setha, niszczyciela?
- W rzeczy samej, milordzie. Niszczyciela, takiego jak Faxmore, Szkot,
którego wszyscy się boją.
- Z jakiego powodu? - zapytał Dodson.
- Ponieważ uważa się za ucieleśnienie księcia piekieł, dzierżącego nóż
ścinający głowy śmiałkom, którzy mu się przeciwstawiają.
- Przypuszczam, że to głupie żarty.
33
- Wcale nie! Groził wielu osobom, także mnie, ogromnym rzeznickim nożem i [ Pobierz całość w formacie PDF ]