[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nienawidzi go za to, że żałuje pieniędzy na leczenie Florrie w
Szwajcarii. Nella bardzo się tym przejęła i powiedziała, że bez
problemu można przenieść sto tysięcy dolarów na specjalny fundusz,
a Floyd i tak się w tym nie połapie. W dodatku byłoby to całkowicie
legalne, bo wszystko zostałoby w rodzinie... Rozumiesz, szefie, jak to
wszystko działa?
- Ja nie rozumiem nawet, dlaczego siedem razy dziewięć za
każdym razem równa się sześćdziesiąt trzy.
- Ja też nie! Co za ulga, nie tylko ja jestem matołem... W każdym
razie Tish poznała ze sobą Nellę i Eddiego, ponieważ Eddie
potrzebował pieniędzy. Nosił się z projektem osiedla
mieszkaniowego. Zamierzał kupić ziemię i zaciągnąć pożyczkę na
budowę, ale F. T. nie chciał mu pomóc. Nella powiedziała, żeby się
nie martwił; w jego przypadku można zrobić taki sam manewr jak w
przypadku Florrie, bo i tak wszystko zostaje w rodzinie. Ale Nella nie
zdążyła tego załatwić, musiała się zwolnić, a Spółdzielnia Kredytowa
upadła. Na szczęście Tish miała oszczędności w banku w Pickax. Nie
ufała F. T. - Celia wyrzuciła z siebie to wszystko z ogromną
prędkością. Spojrzała na zegarek i stwierdziła: - Muszę lecieć. Jeśli się
spóznię, pielęgniarka się wścieknie.
Po drodze do samochodu Celia dodała jeszcze:
- Ktoś dziś podjechał furgonetką pod powozownię i zaczął
wyładowywać jakieś rzeczy. Zeszłam na dół, żeby sprawdzić, o co
chodzi, i spotkałam przemiłego człowieka! Powiedział, że pracuje dla
ciebie.
- To pan O'Dell. Jeszcze nieraz go spotkasz. Umył ci wszystkie
okna, kiedy miałaś się wprowadzić.
- Niedługo pewnie znowu trzeba je będzie umyć - stwierdziła,
mrugając znacząco, po czym odjechała, śmiejąc się w głos.
Kiedy Qwilleran wszedł do domu, zauważył na podłodze
przedmiot, który wcześniej leżał na stoliku telefonicznym: skrypt,
który Fran dała mu do przeczytania. Koko siedział na podłodze pod
stolikiem, najwyrazniej bardzo z siebie zadowolony. Qwilleran
przygładził wąsy. Coś mu zaczynało świtać. Ostatnie wybryki Koko
łączył jeden motyw. Lew. Zaczęło się od lwa ze Snu nocy letniej,
potem Androkles i lew, a teraz Lew w zimie. Czyżby Koko utożsamiał
się z królem zwierząt? Dość ambitnie jak na ważącego cztery i pół
kilo kotka.
Albo - pomyślał Qwilleran - próbuje mi coś powiedzieć, a ja
tego nie łapię!
Rozdział czternasty
We wtorek wieczorem tajna agentka Qwillerana znów zjawiła się w
kwaterze głównej. W stanie skrajnego wyczerpania.
- Jestem wykończona! - oświadczyła. - Najpierw poranna wizyta
w szpitalu... potem spotkanie rodzinne... a na koniec garść
zwalających z nóg wieści!
- Siadaj, bo padniesz - poradził Qwilleran. - Odsapnij. Poczęstuj
się ponczem owocowym. Przywitaj się z Koko i Yum Yum.
Koty właśnie skradały się w kierunku torby. Rzucona na podłogę
wyglądała jak worek pełen skarbów.
- Byłyście dziś grzeczne, koteczki? - zapytała Celia.
- Nie - pospieszył z odpowiedzią Qwilleran. - Koko zasłużył na
areszt za umyślne zniszczenie cudzego mienia... A teraz opowiadaj. W
ostatnim odcinku  Sagi rodu Trevelyanów odbyłaś rozmowę w
cztery oczy z Tish, a Nella wyjechała bez pożegnania.
- Tak, dokładnie w tę niedzielę, kiedy odbyła się wycieczka. Po
zakończeniu imprezy Floyd wrócił do domu. Otrzymał jakiś
tajemniczy telefon i oświadczył, że musi iść na jakieś spotkanie w
sprawie pociągu. Wyszedł i więcej nie wrócił.
- Kiedy Tish ci o tym powiedziała?
- Dziś rano, w szpitalu. Nie mogłam ci wcześniej powiedzieć, bo
spieszyłam się do Florrie. Zadzwoniłam dziś do dziadka Ozziego i
powiedziałam, że przyjadę po niego o drugiej. Odniosłam wrażenie,
że najbardziej zależy mu na tym, żeby obejrzeć film. Nie
wspominałam, że Eddie miał wypadek.
- Czy Florrie wiedziała, że jej ojciec ją odwiedzi?
- Tak! Była bardzo przejęta, że po tylu latach znowu zobaczy
 papę . Chciała, żebyśmy wszystkie się wystroiły. O drugiej, tak jak
obiecałam, pojechałam do Sawdust City. Ten Dom Emerytowanego
Kolejarza to bardzo przygnębiający budynek. Byłeś tam?
- Byłem. I zdaje się, że mieszkańcy większość czasu spędzają w
 Trackside Tavern lub w barze  Jump-Off. Raczej trudno im się
dziwić.
Celia opowiedziała, jak weszła do środka, a w hallu siedziało w
rządku trzech starszych panów, wszyscy trzej w białych letnich
koszulach, świeżo ogoleni, uczesani i bardzo poważni.
- Wstali, a ja spytałam, który z nich jest tym sławnym
maszynistą. Najwyższy z nich odpowiedział:  To ja . Powiedziałam,
że zaparkowałam za zakrętem, a on na to:  Pełną parą naprzód .
Ruszyłam do samochodu, a oni wszyscy za mną! Zanim się
zorientowałam, trzech nie najdrobniejszej postury starszych panów już
siedziało w moim małym autku! Trochę się martwiłam o resory, ale co
miałam zrobić? Powiedziałam:  Nie miałam pojęcia, że jezdzi pan z
obstawą, panie Graphite . Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Niezły tekst - stwierdził Qwilleran.
- Okazało się, że to palacz i hamulcowy. Zawsze tworzyli
drużynę i teraz też trzymają się razem. Nazywają się Fred i Billy.
Strasznie się cieszyli, że obejrzą film. Przez całą drogę gadali jak
najęci.
- NIE! - wrzasnął Qwilleran. Yum Yum, przyłapana na gorącym
uczynku, puściła paczkę chusteczek, którą właśnie wyciągała z
cudownej torby, i rzuciła się do ucieczki. - Przepraszam. Opowiadaj
dalej.
- A więc kiedy zajechaliśmy przed dom, Tish wybiegła nam na
spotkanie i rzuciła się dziadkowi na szyję. Florrie siedziała w swoim
wózku na werandzie, ubrana w najlepszą sukienkę. Wchodząc po
schodach, jej papa krzyczał:  Moja malutka Florrie! A potem rzucił
się na kolana i uściskał ją, i oboje się rozpłakali. A kiedy Florrie
zapytała:  A gdzie mama? , ja też się popłakałam.
- Wzruszająca scena - stwierdził Qwilleran.
- Zabrałam Freda i Billy'ego na patio, żeby tamci mogli w
spokoju porozmawiać. Pamiętali, jak mała Florrie stała przy torach i
im machała. Wiedzieli też, jak wyglądał jej ślub, i nie mieli na ten
temat nic miłego do powiedzenia. A potem zaczęli wyzywać
Trevelyana od najgorszych, bo ukradł im ich jedyne oszczędności.
Wyrazili nadzieję, że w końcu policja go dopadnie i że dostanie
dożywocie. Kiedy pokazałam im kolejkę, którą zniszczyła Florrie,
zaczęli się cieszyć i wiwatować.
- Obejrzeliście film?
- Dwa razy! Tish nie chciała, a Florrie musiała się położyć; silne [ Pobierz całość w formacie PDF ]