[ Pobierz całość w formacie PDF ]

za leniwy, żeby wstać.
Przytuliła się mocniej i opasała go ramionami. Will silnie ścisnął jej
pierś.
 Nie tak mocno, Will, to boli.
 Jeszcze cię mocniej zaboli, nim z tobą skończę.
 Najpierw mnie trochę pocałuj, Will. Bardzo to lubię.
Przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Jill objęła go i przywarła
doń całym ciałem. Wtedy pocałunki Willa stały się jeszcze zacieklejsze.
35
 Wez mnie, Will  szepnęła błagalnie.  Proszę cię, zaraz.
Przez okno sąsiedniego żółtego domku fabrycznego wychyliła się jakaś
kobieta i kilkakrotnie strzepnęła o mur ścierką od kurzu, aby wytrząsnąć z niej
pył i paprochy.
 Wez mnie, Will... Nie mogę czekać.
 Ani ty, ani ja  odparł.
Ukląkł na łóżku i podniósł głowę Jill, aby wyciągnąć jej włosy spod
pleców. Przesunął niżej poduszkę, a długie, kasztanowate włosy dziewczyny zwisły
przez krawędz łóżka niemal aż do podłogi. Spojrzał na Jill i zauważył, że
uniosła ciało tak, że prawie go dotykała.
Oprzytomniał dopiero, gdy usłyszał, że Jill krzyczy mu w ucho. Nie
wiedział, od jak dawna tak krzyczała. Zapamiętał się całkowicie w tym momencie
pełnym rozkoszy.
Po chwili podniósł głowę i spojrzał jej w twarz. Otworzyła szeroko oczy
i uśmiechnęła się do niego.
 Cudownie było, Will  szepnęła.  Zrób mi to jeszcze raz.
Popróbował uwolnić się z jej objęć i wstać, ale go nie puszczała.
Wiedział, że czeka na spełnienie swej prośby.
 Will, zrób mi to jeszcze raz.
 Do diabła, Jill, nie mogę tak zaraz.
Znowu próbował oswobodzić się i podnieść. Jill trzymała go
nieustępliwie.
 A jak wrócimy do Georgii?
 Jeżeli w Georgii jest równie dobrze jak w Karolinie, to na pewno tak,
Jill.
 W Georgii jest lepiej  uśmiechnęła się.
 Niech mnie licho!  powiedział.
 Mówię ci, że w Georgii jest jeszcze lepiej.
 Niech będzie. A jakby nie, to cię zaraz przywiozę z powrotem do
Karoliny.
 Ja i tak będę dziewczyną z Georgii, nawet gdybyś mnie tu przywiózł.
 Dobra, wygrałaś  rzekł.  Ale jeżeli wszystkie dziewczyny z Georgii
są takie fajne jak ty, to już tam zostanę.
Jill podniosła rękę i potarła ślady zębów w miejscu, gdzie ją ugryzł.
Will chętnie by podniósł się i położył na brzuchu, ale wciąż nie chciała go
puścić. Leżał więc bez ruchu, z przymkniętymi oczami, czując błogość w całym
ciele.
Wtem jak grom z jasnego nieba coś trzasnęło go straszliwie w pośladki.
Will ryknął i nieomal wyskoczywszy w powietrze, przewrócił się na wznak. Oczy
wyłaziły mu z orbit; nawet uderzenie pioruna nie przestraszyłoby go tak
okropnie.
36
Zanim zdołał cokolwiek wykrztusić, wzrok jego padł na stojącą przy łóżku
Rozamundę. Potrząsała groznie szczotką do włosów trzymaną w jednej ręce, drugą
zaś z całej mocy usiłowała odwrócić na brzuch Miłą Jill. To jej się w końcu
udało, a wtedy, nim Jill zdążyła się wyśliznąć, trzasnęła ją szybko pięć czy
sześć razy z rzędu.
Will pojął, że nie ma celu próbować się podnieść, więc leżał nieruchomo,
wpatrzony w szczotkę, którą nieruchomo trzymała Rozamunda, i modlił się w duchu,
by żona nie obróciła go na brzuch i znowu nie zaczęła okładać.
Jill zrazu się roześmiała, ale była paskudnie obita, a bąble bolały tak
mocno, że zaczęła płakać. Will wsunął rękę pod siebie i pomacał grubą pręgę,
która mu wystąpiła na ciele. Roztarł ją lekko, usiłując pozbyć się uczucia
pieczenia. Pośladki Jill były czerwone jak ogień, a na jej delikatnej skórze
widniały szkarłatne plamy. Spojrzał raz jeszcze i zauważył, że nowe bąble
pokazują się na poprzednich, nabrzmiewając niby owalne placki wielkości i
kształtu szczotki Rozamundy.
Za Rozamundą stał Pluto i patrzał ze współczuciem na drżące, nagie ciało
Miłej Jill i jej rozedrgane, okaleczone pośladki.
 O Jezu  stęknął Will, dotykając pręgi na siedzeniu.
 Tylko tyle masz do powiedzenia na swoją obronę?  spytała Rozamunda. 
Wychodzę do sklepu, nie ma mnie najwyżej kwadrans albo dwadzieścia minut, a ty
takie rzeczy wyprawiasz, jak tylko na chwilę odejdę? Jak ci się zdaje, co by
powiedział Pluto, gdyby potrafił gadać? To nie wiesz, że on chce się z nią
żenić? Mało mu serce nie pęknie, jak to widzi. A gdybyś tak wyszedł na miasto,
wrócił i zastał mnie w łóżku z Plutem? Co byś wtedy zrobił? Nie umiesz
powiedzieć nic więcej, tylko:  O Jezu"?
Jill nagle wybuchnęła śmiechem. Przez chwilę patrzała na Rozamundę,
potem na Pluta. Zaczęła śmiać się jeszcze głośniej.
 Chyba nie z tym brzuchem, Rozamundo?  powiedziała.  A bo to on by
mógł z takim brzuszyskiem?
Rozamunda powściągnęła uśmiech, natomiast twarz Pluta oblała się
purpurą. Odwrócił głowę i cofnął się ku ścianie, jakby chciał wcisnąć się w nią,
ażeby zejść im z oczu. Jill przyłożyła rękę do bąbli i znowu zaczęła płakać.
 Chwileczkę, Rozamundo  odezwał się Will.
Spojrzała na niego, opierając trzymaną w ręku szczotkę o poręcz łóżka.
 To ja muszę ciebie prosić, żebyś się ze mną czasem przespał, a Miła
Jill przyjeżdża na jedną noc i zaraz ją bierzesz! Przecież nie jest ładniejsza
ode mnie.
Nie przychodziło mu nic do głowy. Nie mógł wynalezć ani słowa
odpowiedzi. Ona jednak patrzała na niego uporczywie i wiedział, że musi coś
powiedzieć, zanim Rozamunda uczyni następny ruch.
 Przecież jeden raz nie szkodzi, no prawda, Rozamundo?
37
 Jeden raz! Zawsze to samo. Jak cię zapytam, dlaczego coś zrobiłeś,
mówisz, że to tylko raz. Miałeś po razie każdą dziewczynę w mieście. To jest to
samo co sto razy. Nigdy nie pomyślisz, co ja czuję, kiedy się szwendasz z jakąś
dziewuchą, z którą w ogóle nie powinieneś się zadawać, a ja tu siedzę w domu i
głowę sobie łamię, gdzie jesteś i co robisz?
Odwrócił głowę na tyle, by kątem oka zerknąć na Jill.
 Może to dlatego, że ona jest z Georgii, Rozamundo. Tak, chyba dlatego.
 To żadne wytłumaczenie. Nawet nie potrafisz czegoś wymyślić. Ja też
jestem z Georgii, a przynajmniej byłam, póki nie wyszłam za ciebie i nie
przeniosłam się tu, do Karoliny.
Will zerknął na Pluta, ale ten najwyrazniej nie miał żadnego godnego
uwagi pomysłu. Wpatrywał się tępo w Willa.
 Kochanie  rzekł potulnie Will.  Takem ją tylko pomacał i trochę
pocałował, a potem anim się połapał, jak już musiałem... Ale nie chciałem zrobić
nic złego... No, i tak to się stało.
 Gdybym tu miała kij od baseballu, tobym ci pokazała  odrzekła
Rozamunda.
Will zaczynał odzyskiwać nieco ufności w swoją zdolność przekonywania
Rozamundy. Już się nie bał i wiedział, że potrafi odebrać jej szczotkę, gdyby
znów chciała go zbić.
 Słuchaj, Rozamundo  powiedział.  Taka dziewczyna jak Miła Jill nie
może się gdzieś pokazać, żeby ktoś zaraz nie dobierał się do niej. Już taka jest
od samego początku.
Rozamunda uczyniła ruch, jak gdyby chciała znowu obić ich szczotką, ale
zamiast tego obróciła się i podbiegła do komody stojącej nieopodal kąta, w który
wcisnął się Pluto. Szarpnęła szufladę i wyciągnęła z niej mały rewolwer z kolbą
okładaną masą perłową. Przyskoczyła do łóżka, trzymając broń w wyciągniętej
ręce.
 Rany boskie, Rozamundo!  ryknął Will.  Rozamundo, kochanie moje, nie
rób tego! [ Pobierz całość w formacie PDF ]