[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 To znaczy, sir?
 Cóż, widzi pan  rzekł Sammler  w wielkim okresie mieszczańskim pisarze stawali
się arystokratami. A ponieważ stawali się nimi dzięki swej biegłości w posługiwaniu się
słowami, czuli się zobowiązani przejść do działania. Widocznie zastępowanie czynów słowami
jest upadlające dla prawdziwej szlachty. Widać to w karierze pana Malraux albo pana Sartre a.
Widać to już o wiele wcześniej u Hamleta, kiedy odczuwa to upokorzenie, doktorze Lal, i
mówi:  że ja... muszę jak kurwa obnażać swe serce w słowach .
  I klątwy miotam niby dziewka sprzedajna . Tak, taki jest pełny cytat. Albo do
Poloniusza:  Słowa, słowa, słowa . Słowa są dla starych albo dla młodych, którzy są starzy
duchem. Oczywiście jest to stan księcia, którego ojciec został zamordowany. Lecz kiedy ludzie
z pogardy dla niemocy i bezsilnej gadaniny rzucają się w szlachetne działania, czy wiedzą, co
czynią? Kiedy zaczynają wołać o krew i opowiadać się za terrorem albo proklamować wielkie
tłuczenie jaj na historyczny omlet, czy wiedzą, o co wołają? Kiedy uderzyli w lustro młotkiem,
mając zamiar je naprawić, czy potrafią złożyć kawałki na nowo? Cóż, doktorze Lal, nie jestem
pewien, co dobrego może przynieść to badanie czy przygana. Nie jest tak, bym mógł stwierdzić
z całą pewnością, że istoty ludzkie mogą być kontrolowane na jakimkolwiek poziomie
złożoności. Nie przysiągł bym, że ludzkością w ogóle daje się rządzić. Lecz Wells skłonny był
wierzyć, że tak jest. Uważał przez długi czas, że cywilizacja mniejszości może zostać
przeniesiona na wielkie masy i że możliwe są uporządkowane warunki tego przeniesienia.
Przyzwoite, brytyjskie, wiktoriańsko edwardiańskie, wolne od ostracyzmu, nie obłąkane,
przyjemne warunki. Lecz podczas drugiej wojny światowej stracił nadzieję. Porównał ludzkość
do szczurów w worku, rozpaczliwie walczących i gryzących się. Rzeczywiście było w tym coś
szczurzego i workowatego. Rzeczywiście. Ale teraz wyczerpałem już swoje zainteresowanie
Wellsem. Mam nadzieję, że pańskie również, doktorze Lal.
 Ach, rzeczywiście dobrze pan znał tego człowieka  rzekł Lal.  I jakże klarownie pan
się wypowiada. Jest pan mistrzem kondensacji. Chciałbym posiadać pański talent. Boleśnie od
czuwałem jego brak przy pisaniu książki.
 Pańska książka, to z niej, co zdążyłem przeczytać, jest bardzo klarowne.
 Mam nadzieję, że przeczyta pan całą. Niech mi pan wybaczy, panie Sammler, jestem
trochę
zdezorientowany. Nie wiem dokładnie, dokąd pani Arkin mnie przywiozła ani gdzie
jesteśmy. Pan to tłumaczył, ale niezupełnie zrozumiałem.
 Jesteśmy w Westchester County, niedaleko od New Rochelle, w domu mojego
siostrzeńca, doktora Arnolda Grunera. Elyi Grunera. W tej chwili znajduje się on w szpitalu.
 Rozumiem. Czy jest bardzo chory?
 Ma krwawienie w mózgu.
 Tętniak. Jest niedostępny chirurgicznie?
 Niedostępny.
 Mój Boże! I jest pan tym ogromnie przejęty.
 Umrze za dzień albo dwa. Umiera. Dobry człowiek. Sprowadził nas z obozu dla
uchodzców, Shulę i mnie, i przez dwadzieścia dwa lata serdecznie się nami zajmował.
Dwadzieścia dwa lata bez dnia zaniedbania, bez jednego szorstkiego słowa.
 Dżentelmen.
 Tak, dżentelmen. Widzi pan, że moja córka i ja nie jesteśmy zbyt zaradni. Ja
uprawiałem trochę dziennikarstwo, ale przestałem około piętnastu lat temu. Nigdy nie było tego
wiele. Ostatnio napisałem po polsku relację z wojny w Izraelu. Ale to doktor Gruner opłacił
moją podróż.
 Po prostu pozwolił panu być swego rodzaju filozofem?
 Jeśli rzeczywiście nim jestem. Jestem obznajomiony z wieloma wyjaśnieniami rzeczy.
Prawdę mówiąc, mam dość większości z nich.
 Ach, ma pan zatem eschatologiczny punkt widzenia. Jakie to ciekawe.
Sammler, który niezbyt lubił słowo  eschatologiczny , wzruszył ramionami.  Czy sądzi
pan, że powinniśmy wyruszyć w kosmos, doktorze Lal?
 Jest pan bardzo smutny z powodu swego siostrzeńca. Może wolałby pan nie
rozmawiać. [ Pobierz całość w formacie PDF ]