[ Pobierz całość w formacie PDF ]

-Niech pani spojrzy - powiedziala Flora, przewracajac strone. - Bufiaste rekawy to ostatni krzyk mody. Jeszcze sie takich
nie dorobilam, ale kiedy pobierzemy sie z jego lordowska moscia, bede miala pelna szafe takich sukien.
-Oczywiscie, ze tak - powiedziala Brenna. Usiadla na przewroconym do gory dnem koszu na jablka i, siegnawszy po inny
zurnal, przegladala go od niechcenia, zupelnie jak Christine, kartkujaca "Godey" w swoim salonie.
-Jesli to bedzie chlopiec - ciagnela pogodnie Flora - na pewno mnie poslubi.
-Mam nadzieje - odparla Brenna.
-Pani Murphy bedzie mi musiala mowic "milady" - ciagnela Flora. - Ale sie usmieje.
-Z cala pewnoscia - zgodzila sie Brenna.
Reilly zaczal sie zastanawiac, czy slusznie postapil, przyjezdzajac do zamku. Stalo sie jasne, ze nieustraszona panna
Brenna doskonale poradzi sobie w tej sytuacji. To prawda, ze nie posiadala dyplomu lekarskiego, lecz ktoraz akuszerka go
miala? Czemu nie mialby pozwolic jej na to male zwyciestwo? Dzieki temu mogl w koncu pozyskac jej aprobate, a aprobata
kobiety takiej jak Brenna Donnegal moglaby mu bardzo pomoc w oswajaniu mieszkancow wyspy...
Moze powinienem, pomyslal, pojsc i poszukac hrabiego? Musi znajdowac sie gdzies w tym potwornym zamczysku. I z
pewnoscia ma whisky. Whisky, ktora sprawi, ze Reilly odzyska czucie w stopach i dloniach. A i tak bedzie musial
porozmawiac z lordem Glendenningiem, aby mu wyjasnic, ze Brenna Donnegal, jakakolwiek by byla, jest calkowicie zdrowa
na umysle i bynajmniej nie stanowi zagrozenia dla siebie samej ani dla innych ludzi. Zapyta rowniez hrabiego, czy bedzie
mogl sobie wynajac pokoj w tawernie, aby panna Donnegal miala czas znalezc inne mieszkanie.
Uznawszy, ze lepiej bedzie zanotowac, co powie hrabiemu, Reilly wydobyl swoj pamietnik, pioro i kalamarz. Nie bylo latwo
pisac na kolanie, ale jakos sobie poradzil.
15 lutego 1847 roku
Przy porodzie miejscowej dziewczyny z gospody. Moze powinienem udzielic jej ojcowskiej rady: hrabia nie kupi krowy,
skoro moze miec mleko za darmo, lub cos w tym stylu.
Burn Cottage jest uroczy, malowniczy, rodem z Gainsborougha*. Christine podobalaby sie rustykalna strzecha. Jest jeden
problem: obecnie zajety przez amazonke.W chwili gdy zapisal te slowa, Flora nagle usiadla i wydala przeszywajacy wrzask.
Reilly z zadowoleniem stwierdzil, ze nie on jeden przestraszyl sie tego wybuchu. Brenna blyskawicznie upuscila zurnal i
zerwala sie z kosza na jablka.
-Co ci jest, Floro? - spytala, kladac dlon na ramieniu dziewczyny. - Co sie stalo?
Twarz Flory, normalnie zupelnie ladna, teraz nie wygladala ladnie. Wykrzywial ja grymas bolu.
-Cos nie jest w porzadku, panno Brenno - oswiadczyla.
Uslyszawszy te wypowiedz, Brenna odrzucila koce, przykrywajace dolna czesc ciala dziewczyny, ktora opadlszy na
poduszke zaczela lamentowac zadziwiajaco mocnym u tak niewielkiej dziewczyny glosem.
W drzwiach stanela kucharka z garnkiem goracej wody.
-O co tyle wrzasku? - spytala. - Drzesz sie, jakbys chciala obudzic zmarlego.
Reilly, zapomniawszy o swoim pamietniku i piorze, podbiegl i odebral od niej garnek.
-Bedziemy potrzebowac znacznie wiecej wody - powiedzial. - I troche czystych przescieradel i recznikow.
-Przescieradel? - zdumiala sie kucharka. - I recznikow? Wyobraza pan sobie, mlody czlowieku, ze bede marnowala
porzadne przescieradla i reczniki jego lordowskiej mosci dla tego smiecia...
Flora znowu wrzasnela. Reilly, ktory nie uwazal sie za brutalnego, powiedzial:
-Jesli nie zrobi pani tak, jak przykazalem, bede zmuszony zastosowac przemoc fizyczna, madame.
Kobieta naprawde sie wystraszyla.
-Zobacze, co sie da zrobic - odparla i szybko wyszla z pokoju. Reilly poczul gwaltowna niechec do kucharki hrabiego
Glendenninga oraz do samego hrabiego Glendenninga, jak rowniez do wszystkich mezczyzn w ogole.
-Nie wiem, co robic - wyszeptala panna Donnegal, z zaklopotanym wyrazem twarzy, pociagajac Reilly'ego za rekaw. - Nie
obrocilo sie jeszcze.
-Co sie nie obrocilo? - zapytal Reilly malo inteligentnie. Brenna obdarzyla go pogardliwym spojrzeniem.
-Dziecko. A niby co? Trzeba je... obrocic.
-Dobrze. - Reilly staral sie zachowac spokoj. - Robila to pani przedtem? To znaczy, odwracala pani dziecko w macicy?
-Tak. To znaczy, nie. Nie ludzkie dziecko. Jagnie, kilka razy. Reilly poweselal.
-Swietnie. A wiec zrobi to pani teraz. Brenna spojrzala na niego.
-To nie takie proste. Za malo miejsca. Dzieci Flory sa zawsze ogromne, a ona jest bardzo mala. Chyba nie dam rady.
-Coz - powiedzial Reilly. - Ja nie moge tego zrobic. Spojrzala na niego z uraza.
-Myslalam, ze studiowal pan w Paryzu - wysyczala. - U najtezszych umyslow.
-W tej sytuacji nie pomoga najtezsze umysly - wysyczal w odpowiedzi. - Potrzebujemy kogos o drobnych dloniach. -
Odstawil parujacy garnek i wyciagnal ku niej rece. - Prosze spojrzec na te lapska. Mysli pani, ze sie nadadza do tej roboty? [ Pobierz całość w formacie PDF ]