[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Ja, niegdyś żołnierz i Grek, przedstawiłem te wydarzenia w miarę swych sił, zaczynając
od panowania cesarza Nerwy aż po śmierć Walensa. Nigdzie, jak mniemam, nie zniekształci-
łem dzieła, które za cel postawiło sobie prawdę, świadomie coś przemilczając lub kłamiąc. O
tym zaś, co działo się pózniej, niech piszą inni, kwitnący wiekiem i wiedzą. A jeśli zechcą
podjąć się takiej pracy, doradzam im, by wznioślejszym przemówili stylem! 58
Jak wynika z tych słów, a co potwierdzają też inne wskazówki pośrednie, Ammian koń-
cząc Historię był człowiekiem w wieku raczej podeszłym; liczył lat ponad 60. Wydaje się
również, że zmarł stosunkowo rychło po opublikowaniu księgi XXXI, chyba jeszcze za pa-
nowania Teodozjusza lub wnet po jego zgonie; w każdym razie niewiele przeżył Libaniusza,
choć był znacznie odeń młodszy. To jednak, kiedy śmierć nastąpiła, w niczym nie zmienia
istoty sprawy, o której tu mowa: autor doczekał tej szczęsnej chwili, że ujrzał materialny i
pełny kształt ogromnego dzieła; a poświęcił mu tyle lat, tyle trudu!
Lecz właśnie sam ogrom tej konstrukcji dziejopisarskiej musiał też stanowić przyczynę
niepokoju dla twórcy. Czy podołał pod każdym względem wymogom zadania, jakie sam so-
bie postawił? Czy ujął w sposób właściwy wszystko, co było historycznie ważne w ciągu bez
58
Amm. Marc., H., 31, 16, 9.
69
mała trzech stuleci, tak bogatych w naprawdę epokowe wydarzenia? Czy dobrze rzecz rozpla-
nował? Odpowiedz właśnie na to ostatnie pytanie wcale nie była prosta. Mianowicie od roku 96
do 378 upłynęło dokładnie lat 282. Tymczasem pierwszych ksiąg 13 (obecnie zaginionych)
omawiało wydarzenia aż do roku 353 włącznie, a więc lat 257, przeszło dwa i pół wieku; mógł
to być tylko skrótowy, schematyczny zarys, dokonany na podstawie cudzych opracowań. Na-
tomiast pozostałych ksiąg 18 od XIV w górę, miało za przedmiot lat tylko 25, zaledwie ćwierć
wieku! Proporcja została w dziele bardzo poważnie zachwiana na korzyść czasów współcze-
snych. W jaki sposób broniłby autor takiej zasady konstrukcyjnej? Aatwo to odgadnąć:
 Czasy dawniejsze przedstawili już liczni inni historycy greccy i łacińscy, zapewne udat-
niej. Pragnąłem dać tylko rodzaj wstępu i wprowadzenia do dziejów najnowszych, jeszcze nie
opracowanych. O tych zaś sprawach jestem niezle poinformowany, częściowo jako świadek
naoczny. Również dla większości słuchaczy i czytelników kwestie to najbardziej interesujące.
To prawda. Lecz zarazem jak łatwo urazić osoby żyjące traktując o wydarzeniach wciąż
jeszcze bliskich i aktualnych! Jeszcze działali, jeszcze mieli wpływy niemałe różni aktorzy
tamtych dramatów sprzed roku 378; tym bardziej ich krewni oraz osoby z nimi związane. W
tej sytuacji każde słowo i sformułowanie w księgach, przeznaczonych dla potomności, a także
oczywiście każde pominięcie jakiejś postaci lub zasługi, musiało mieć swoją wagę  i swoje
skutki dla oceny dzieła przez współczesnych.
Po trzecie wreszcie, stanęły przed Ammianem trudności natury formalnej, lecz nader istot-
ne, bo językowe. Uznał on mianowicie, przystępując do pracy, że winien pisać nie w swej
mowie ojczystej, nie po grecku, lecz właśnie po łacinie! Jakie przyczyny decyzji tak zastana-
wiającej? Czy kult rzymskości, wcale zrozumiały w przypadku kogoś, kto prawdziwie własną
piersią bronił granic Imperium? A może lęk, że pisząc po grecku nie sprosta wysokim wymo-
gom artystycznym, jakie stawiali pisarstwu ówcześni retorzy helleńscy, wśród nich przede
wszystkim sam Libaniusz? W każdym razie zamiar swój wykonał konsekwentnie. Chyba jed-
nak nie był zadowolony z rezultatów pracy; stąd też w cytowanej wypowiedzi, w jej zdaniu
ostatnim  a zarazem w ostatnim zdaniu całej Historii.  zachęta i rada pod adresem przy-
szłych dziejopisów, by przemawiali stylem wznioślejszym. A nam stylistyczna maniera Am-
miana wydaje się aż nazbyt wzniosła, miejscami zaś tak sztuczna, że aż wyrafinowana, co
uniemożliwia właściwe rozumienie tekstu. Bardzo chciałoby się wiedzieć, jak przyjmowali,
jak oceniali tę łacinę rodowici Rzymianie. Jakie padały sądy w trakcie pierwszych odczytów i
dyskusji? Czy tylko pochwalne? Nie brakło przecież wśród słuchaczy dobrych pisarzy, znają-
cych świetnie dawną literaturę i normy poprawności językowej, wyczulonych na smaki wy-
słowienia. Jedno z pewnością działało na korzyść Ammiana: panował wówczas manieryzm
retoryczny, przypominający pod wielu względami pózniejszy barok. Może więc podziwiano
wysłowienie Ammiana jako szczególny okaz oratorskiego kunsztu? Może to, co wynikało z
pewnej nieporadności i borykania się z obcością języka, oceniano jako nowe i zaskakujące
rozwiązania formalne?
A gdyby zapytał ktoś, czemu poświęcamy tyle uwagi Ammianowi i jego dziełu, odpo-
wiedz może być krótka i chyba wystarczająca. Jest to ostatni w starożytności wielki i samo-
dzielny historyk Rzymu, a znaczną część swych ksiąg napisał i opublikował właśnie w latach
ostatniej olimpiady.
Rzym lat ostatniej olimpiady
Tak więc przybysz z Antiochii mieszkał długo w mieście nad Tybrem; zapewne też i pro-
chy jego spoczęły w grobowcu przy którejś z dróg stamtąd wybiegających. Ale czy naprawdę
żołnierz i historyk Imperium czuł się w jego stolicy tak, jak każe nam wierzyć retoryczny list
Libaniusza? Czy istotnie spotykał się tam tylko z pochwałami i otoczony był powszechnym
70
podziwem? Czy jego pozycja w rzymskim środowisku rzeczywiście wydawała się tylko god-
na zawiści? Odpowiedzi na te pytania udzielą słowa samego Ammiana; spotkać je można
wertując różne księgi Historii.
%7ływił on uwielbienie niemal religijne dla Rzymu jako kolebki i wciąż jeszcze formalnej
stolicy państwa, które objęło wszystkie znane ówcześnie cywilizowane kraje i ludy. Czemu
daje wyraz swym stylem patetycznym:
 Kiedy wśród pierwszych wróżb pomyślnych wyrastać zaczął ku blaskowi świata ów
Rzym, co żył będzie tak długo, jak sama ludzkość, wtedy to Los i Męstwo, zazwyczaj sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]