[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ścieradłem. Na palcach podeszła do wolnej połowy łóżka
i położyła się.
Hank poruszył się, obrócił głowę i rozbawiony mruknął:
- Przepada ci dwustupięćdziesięciodolarowa premia.
Zesztywniała, ale bez namysłu odparła:
- Połowa łóżka jest tego warta. Sofka jest łożem tortur.
Roześmiał się.
- Dobranoc! - W kilka sekund po tym pożegnaniu po-
nownie zachrapał.
Angeli natomiast sen nie przyszedł tak łatwo. Niestety,
mimo kilkunastocentymetrowej odległości, jaka ich dzieliła,
czuła żar ciała Hanka i jego zapach.
Postanowiła wyrzucić z głowy wszystkie myśli. Zamknę-
ła oczy i zaczęła głęboko oddychać. Po kilku minutach wre-
szcie usnęła.
Poczuła łaskotanie wokół nosa. To stały żarcik Briana,
pomyślała. Brian często ją tak budził, łechcąc piórkiem.
42
RS
Zmarszczyła brwi, gdyż coś jej tu nie pasowało. Mustang,
Montana... Przecież ona jest na ranczu! Co tu robi Brian?
Pozbywszy się ostatnich śladów sennego oszołomienia,
otworzyła oczy. Opalona skóra porośnięta ciemnymi włosa-
mi. To te włosy tak łechtały.
Tors Hanka! Co ona, u diabła, robi z twarzą na piersi Hanka?
O Boże! Bała się poruszyć. Hank oddychał miarowo,
głęboko. Z pewnością śpi. Otaczał ją ramieniem! Czuła jego
dłoń na plecach! Zdrętwiała, gdy w dodatku uświadomiła
sobie, że ich nogi są splątane. Jak to się mogło stać? Kiedy
i jak?
Przez długi czas nie próbowała się wyswobodzić. Nie
tylko dlatego, że nie była jeszcze gotowa go obudzić, ale
znajdowała przedziwną przyjemność w tym zbliżeniu, które
nastąpiło we śnie bez ich świadomości. Pod policzkiem czuła
bicie serca mężczyzny, co wywoływało w niej uczucie miłej
intymności.
Przez zaciągnięte zasłony wpadały do sypialni pierw-
sze promyki słońca, układając się na ścianach w bajecz-
ny wzór. Iście bajeczne było też spoczywanie w ramionach
Hanka.
- Dzień dobry - usłyszała i drgnęła, po czym poderwała
się i niemal odskoczyła.
- Myślałam, że śpisz - wyjąkała, nie wiedząc, co innego
mogłaby powiedzieć.
- Już od dłuższego czasu nie śpię, ale ponieważ ty spałaś
tak słodko, nie chciałem cię budzić.
- Ja... ja chyba rzeczywiście mocno spałam... Od razu
zasnęłam i nie wiem, co się działo.
Kulawe to było wyjaśnienie jej pozycji i położenia, ale za
żadne skarby nie chciała, by pomyślał, iż ona świadomie
dążyła do tego, co się stało.
- Ja też świetnie przespałem całą noc... - Obrócił się na
bok i wyciągnął rękę spod jej pleców.
Jakie on ma niezwykłe ciemnoniebieskie oczy, pomyślała.
I całodniowy zarost dodaje mu męskiego uroku. Nawet roz-
43
RS
czochrane włosy - nigdy go jeszcze takim nie widziała -
w pewien sposób zdobią, no i... przybliżają.
Usiadła, owinięta szczelnie prześcieradłem. Wiedziała, że
też jest rozczochrana i że ma twarz bez zdzbła makijażu,
rzęsy bez tuszu, usta bez szminki. Wszystko to musi wyglą-
dać okropnie! Na twarzy nie ma po prostu nic, za czym
mogłaby się skryć..: Hank wpatrywał się w nią intensywnie.
Zaczerwieniła się po korzonki włosów.
- Co tak patrzysz? - spytała.
- Dlaczego zawsze wiążesz je na karku? - odparł także
pytaniem.
- Włosy? Bo się okropnie zwijają i dziko sterczą.
- Są piękne. - Usiadł.
Zauważyła, że przez twarz przemknęło mu coś, co można
było wziąć za niezadowolenie.
- Lepiej się zbierajmy. Zniadanie o wpół do ósmej, a już
jest prawie siódma - powiedział.
- Możesz iść pierwszy do łazienki - zaproponowała.
- Zwietnie. - Wstał, z szafy zabrał ubranie i zniknął.
Angela zastanawiała się, co go zirytowało. Skąd ten wyraz
niesmaku, który tak szybko zmył z twarzy, jakby nie chciał,
by to zauważyła? Włosy? Chyba nie. Powiedział, że są pięk-
ne... Może nie podobała mu się jej twarz bez makijażu?
A może był wściekły z powodu tego nocnego niezamierzo-
nego zbliżenia? Pomyśleć, że to wydarzyło się już pierwsze-
go dnia...
A pozostawało jeszcze pięć nocy z Hankiem... Zadygota-
ła. I nie wiedziała, czy to z obawy, czy z podniecenia.
Poranna sesja minęła szybko, bez najmniejszych proble-
mów. Podczas gdy Barbara przedstawiała historię małżeń-
stwa i wyjaśniała, dlaczego jest to tak ważna społecznie in-
stytucja, Hank w myślach dopracowywał szczegóły nowej
kampanii reklamowej. Angela siedziała obok Hanka, udając,
że wsłuchuje się w każde słowo Barbary. W pewnej chwili
uchwyciła pełne dezaprobaty spojrzenie Hanka. Gdyby go
44
RS
spytała, dlaczego, toby chętnie wyjaśnił, że z powodu tych
włosów, znowu niepotrzebnie spiętych z tyłu.
Hank także myślał o minionej nocy. Doznał przedziwnego
uczucia, budząc się niespodziewanie z głową Angeli na piersi
i jej piersiami grzejącymi mu bok. Jego pierwszą myślą było
wyskoczyć błyskawicznie z łóżka, nim Angela się obudzi
i zorientuje w sytuacji. Z niewiadomego powodu, zwlekając
z decyzją, doszedł do wniosku, że jest mu całkiem przy-
jemnie.
Poza tym Angela wydawała się tak drobna i bezbronna,
a zarazem bardzo powabna...
Gdy dotknął jej włosów, gdy wyczuł ich jedwabistą mięk-
kość i delikatny zapach, zrobiło mu się nagle gorąco. Zbyt
gorąco. Nagle ogarnęło go pożądanie. Był tym wręcz zaszo-
kowany.
Nie, żadnych igraszek, powiedział sobie. Angela jest zbyt
cennym pracownikiem, aby mieć z nią romans i ryzykować,
że po jego zakończeniu zabierze manatki i opuści firmę.
Ponadto zasługuje na coś więcej. Na prawdziwą miłość, a nie
tani romans z pracodawcą. Swoją drogą to ciekawe, ilu już
miała kochanków. To nie jego sprawa, ale po prostu chciałby
wiedzieć.
- Przerwa na lunch - obwieściła Barbara, co Hankowi
pozwoliło przerwać rozmyślania o Angeli.
Lunch minął szybko, jego uczestnicy nie mieli wielkiej
ochoty na dyskusję o stanie małżeńskim. Rozmowy się nie
kleiły.
Nadeszła godzina  osobistych konsultacji z Barbarą.
Zgodnie z zapowiedzią na pierwszy ogień poszli Hank
i Angela.
- Proszę, abyście usiedli na podłodze, naprzeciwko siebie
- poleciła Barbara, wskazując mięsisty dywan przed ko-
minkiem.
Drzwi biblioteki były zamknięte, nikt ich nie mógł pod-
glądać.
45
RS
Hank i Angela posłusznie najpierw uklękli, a potem
usiedli na piętach. Twarze obojga wyrażały pewien niepokój
przed niewiadomym. Instynktownie czuli, że będzie to pier-
wsza trudna próba ich  małżeństwa - test na użytek samej
Barbary. Barbara jest bardzo inteligentna i bystra. Czy ich
nie przejrzy?
- Nieco bliżej siebie - poinstruowała Barbara. - Jeszcze
bliżej...!
Na kolanach podeszli do siebie. Kiedy znowu usiedli na [ Pobierz całość w formacie PDF ]