[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wahania wstał od stołu, odciął trzy modele i podał je chłopcu. Gdy błyskawicznie
natarł na niego kierownik sali, Paul kazał dopisać je do rachunku. Wychodząc, kupił
Charlotte śliczniutką torebkę, a mnie płaszcz kąpielowy z wyhaftowanym logo  21 .
Wszyscy bardzo miło spędziliśmy czas, a kilka osób zatrzymało się nawet przy
naszym stoliku, pragnąc się z nami przywitać. Paul był w stosunku do nich niezwykle
uprzejmy - z dwoma mę\czyznami umówił się na przyszły tydzień na lunch.
Spotkanie miało się odbyć w University Club, gdy\ Peter był jego członkiem. Byłam
pewna, \e elastyczny kombinezon w lamparcie cętki i błyszczące skórzane bryczesy
staną się prawdziwym przebojem sezonu.
Po powrocie do domu wszyscy byli we wspaniałym nastroju. Właśnie kładłam
Sama do łó\ka, kiedy zadzwonił Peter. Na szczęście zdą\yłam podnieść słuchawkę,
nim zrobiła to Charlotte, w przeciwnym razie byłaby potwornie zakłopotana. Mnie ju\
to nie groziło. Przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji i chocia\ tęskniłam za Peterem,
wszyscy szaleliśmy za Paulem, poza tym wiedziałam, co mnie czeka tej nocy.
Następna wielogodzinna ekstaza w jego ramionach i być mo\e, przy odrobinie
szczęścia, kolejny potrójny przewrót, chocia\ teraz wiedziałam ju\, \e nie nale\y
mówić o tym Peterowi. W końcu to on postawił mnie w głupiej sytuacji, z którą sama
muszę się borykać. Przynajmniej w jednym aspekcie nie był to ju\ jego problem.
- Cześć, kochanie, gdzie byłaś? - zapytał wesoło.
- Właśnie wróciliśmy z  21 - wyjaśniłam. - Bardzo miło spędziliśmy wieczór.
- Byliście tam we trójkę? - zapytał ostro\nie.
- Nie, we czwórkę. Towarzyszył nam Paul. Koniecznie chciał nas gdzieś
zabrać. Naprawdę rozpuszcza dzieciaki. Ofiarował Samowi trzy samolociki znad
baru, a Charlotte i mnie kupił wszystko, co znajdowało się w zasięgu wzroku.
- Na mój rachunek? - Głos dochodzący z Kalifornii brzmiał dziwnie słabo.
- Powiedział, \e tak mu kazałeś. Czy to prawda? Limuzyna te\ podobno była
twoim pomysłem.
- Limuzyna? Jaka limuzyna? - Peter sprawiał wra\enie zakłopotanego.
- Z tylu miała wannę z gorącą wodą. Sam uznał, \e jest  wystrzałowa .
- Rozumiem.
Nastąpiła przerwa, podczas której Peter porządkował myśli, a ja zaczęłam
dostrzegać korzyści płynące z postępowania Klona dla nas wszystkich, nawet dla
dzieci. Z psychologicznego punktu widzenia trzeba było całkiem się przestawić, ale
gdy ju\ przywykło się do tego układu, okazywało się, \e jest wspaniały. A ja, przez
wzgląd na Petera, zrobiłam wszystko co mogłam, by przystosować się do nowej
sytuacji. Obecność Klona wszystkim sprawiała przyjemność, zwłaszcza mnie. Miałam
kogoś, kto bez przerwy mi towarzyszył, z kim mogłam porozmawiać, kto mógł wyjść
ze mną i z dziećmi lub wymyć mi plecy... Nie nale\ało równie\ zapominać o
potrójnym przewrocie. W jakiś sposób czułam się niezmiernie szczęśliwa. Nie
musiałam ju\ sama borykać się z \yciem. Był swego rodzaju kompanem zastępującym
Petera podczas jego nieobecności. Chocia\ odkąd przyznałam się do swoich
wyczynów seksualnych z Paulem, Peter zaczął dość chłodno odnosić się do całej
sprawy.
- Wiesz, Steph, nie jestem pewien, czy powinnaś pojawiać się z nim w
miejscach publicznych. Lepsza byłaby cicha kolacja w jakieś niewielkiej francuskiej
restauracji na West Side, lub wieczór w niewielkim gronie przyjaciół. Ale  21 to ju\
chyba lekka przesada. Paul trochę rzuca się w oczy, nie sądzisz? Chyba \e zało\ył
któryś z moich garniturów.
- Mo\e - uśmiechnęłam się - o ile masz garnitur z czarnymi, błyszczącymi
skórzanymi bryczesami i czerwoną błyszczącą skórzaną kurtką, a do tego nosisz
koszulę z lamy.
- Pozwól, \e zgadnę. Versace, prawda?
- Sądzę, \e tak. Był uroczy. Z kilkoma z twoich przyjaciół umówił się w
przyszłym tygodniu na lunch w University Club. Zatrzymali się przy naszym stoliku
by się z nami przywitać, a on uznał, \e miło będzie, jeśli zaprosi ich w twoim imieniu.
- Na litość boską, Steph. Powiedz mu, \eby natychmiast odwołał te spotkania i
trzymał się z daleka od moich klubów. Wysłałem go, by dotrzymywał ci towarzystwa,
a nie po to, by szalał po mieście. Jeśli nie zacznie się pilnować, będę musiał odesłać
go z powrotem do warsztatu, aby zmieniali mu przewody.
Peter sprawiał wra\enie lekko poirytowanego i dziwnie spiętego, ale wcale
mnie to nie dziwiło. Wszyscy mieliśmy za sobą wspaniały dzień, pełen niezwykłych
odkryć i niespodziewanych objawień.
- A co u ciebie słychać? - zapytałam uprzejmie, mając nadzieję, \e uda mi się
go uspokoić.
Kiedy stałam przy telefonie, Paul wszedł do kuchni i otworzył następną
butelkę szampana. Podczas pobytu w  21 zdą\ył ju\ wypić dwie, utrzymywał jednak,
\e dzięki wspaniałym przewodom nie będzie to miało na niego \adnego wpływu,
aczkolwiek wcześniej przyznał, \e poprzedniej nocy właśnie dlatego zapomniał o
pewnych rzeczach. Mimo to powtarzał, \e mo\e pić przez całą noc i nawet tego nie
poczuje. Zauwa\yłam, \e woli alkohol ni\ jedzenie. Musiał to być jakiś błąd w
systemie. - Wszystko w porządku - odparł Peter. - Nie mogę doczekać się powrotu do
domu. Tęsknię za tobą. - Chyba naprawdę tak myślał. Rzeczywiście sprawiał
wra\enie człowieka samotnego. - Ja te\ za tobą tęsknię - zapewniłam go, upijając łyk
szampana z kieliszka Paula. - Nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz. Powiedziawszy
te słowa, natychmiast zaczęłam ich \ałować, poniewa\ Paul wyglądał na
nieszczęśliwego. Patrząc na niego przepraszająco, przesłałam mu całusa. Lecz kiedy
to zrobiłam, wyszedł z kuchni. Podejrzewałam, \e jest zazdrosny, ale właściwie nic
nie mogłam na to poradzić. - To nie potrwa długo - obiecał Peter. - Po prostu
dopilnuj, by Paul odpowiednio się zachowywał. Po powrocie z Kalifornii chcę mieć
gdzie i... do kogo wrócić. - Będziesz miał - obiecałam. W końcu to wszystko stało się
przez niego. Ale nadal kochałam Petera. Tego jednego byłam całkiem pewna. -
Zadzwonię jutro wieczorem. - Teraz był ju\ bardziej rozluzniony. Kiedy odło\yłam [ Pobierz całość w formacie PDF ]