[ Pobierz całość w formacie PDF ]

prokuratury Warszawa-Zródmieście.
Przyglądała mu się dłuższą chwilę.
 Nad czym dokładnie pracujecie?
 Nad trupem szczeniaka, pigułkami gwałtu, naturalną śmiercią młodej dziewczyny i
być może próbą zabójstwa prostytutki.  Popatrzył na nią i dodał:  Poza tym napad na
funkcjonariuszkę. Staramy się to połączyć. Bo że się łączy, tego akurat jestem pewien.
Milczała przez dłuższą chwilę, nie spuszczając wzroku z Majora. W końcu westchnęła i
powiedziała:
 Nie lubię cię, Major. Rzeczywiście cię nie lubię. W tobie nie ma nic, za co mogłabym
cię lubić, więc cię nie lubię...  zamilkła na chwilę.  Ale faktycznie masz rację. Więc ciągnij
to  znowu przerwała na chwilę.  I uważaj
 dodała.  Ja mam ograniczoną cierpliwość. A dla ciebie nie mam już rezerw. To tyle.
 Wróciła do papierów.  Marianka nie lubię jeszcze bardziej  mruknęła znad dokumentów,
kiedy wychodził. Tak, żeby słyszał.
Zamknął drzwi i oparł się o futrynę. Westchnął z ulgą. Spojrzał na sekretarkę. Uśmiechała
się do niego niepewnie.
 Jeszcze nie tym razem  powiedział i puścił do niej oko.  Na razie.
Wychodząc, usłyszał, jak mówi:
 Do następnego razu.
Wyszedł z prokuratury i zatrzymał się na chodniku. Popatrzył na przechodzących ludzi.
Czacki jest w szpitalu, myślał, a potem pewnie pojedzie na pogrzeb. Chyba że coś będzie nie tak.
Ale wtedy pewnie zadzwoni, żebym ja pojechał. To plan na dziś.
Zaczął iść w kierunku Nowego Zwiatu. Minął kawiarnię z ogródkiem, zawahał się i
zawrócił. Usiadł i poczeka! na kelnera. Zamówił colę. Zmroził go wzrokiem, kiedy ten zapytał,
czy light.
 Nie piję tego ścierwa  mruknął.  Normalną. Pełną cukru.
Kelner wrócił po chwili i postawił przed nim szklankę i butelkę. Od razu zapłacił. Popijał
drobnymi łykami i zastanawiał się. Ciekawe, czy dziwka kogoś rozpoznała... I jeszcze ta menda
Dragała. Jego będzie trzeba przycisnąć. Może postraszyć? Tylko jeszcze nie wiedział, jak. Jeśli
szybko czegoś nie znajdziemy, to Marianek jest gotów zamknąć śledztwo. Na złość jemu. Drugi
raz nie przekona Jędzy.
Zadzwonił telefon. Dzwonili z komendy. Słuchał przez chwilę i kiwał głową.
 A dziwka?  zapytał.  Kogoś rozpoznała?  Znowu słuchał i kiwał głową. 
Dobra, niech będzie. Ma się gdzie zamelinować? Jak ma gdzie wyjechać, niech wyjedzie, tylko
niech powie gdzie i niech tam siedzi. I niech się nie wychyla, żadnego wyłażenia na ulice. A jak
nie ma, to coś jej znajdziemy. W którymś naszym ośrodku może. Tam teraz jest pusto. Aha 
dodał na zakończenie  możecie poszperać za jednym facetem? Dragała, Roman Dragała,
dziennikarz.. .  wymienił nazwę pisma.  Cokolwiek, żeby można nim było potrząsnąć.
Schował telefon, dopił colę i wstał. Przeszedł na drugą stronę ulicy, minął Bristol i skręcił
w Karową. Musi się przejść i spokojnie pomyśleć. Mają niewiele. Pozostaje czekać i węszyć.
Zatrzymał się na chwilę ze zmarszczonym czołem. Muszą jeszcze wejść do mieszkania
szczeniaka i muszą sprawdzić jego komórkę. Może tam coś będzie? Jak nic nie będzie, to dupa
 stwierdził. Nakaz może wydać Marianek... Skrzywił się. Trzeba mu coś napisać. Na
odczepnego.
Poszedł Karową w dół, rozejrzał się i usiadł w parku na ławce. Zapalił papierosa i zerknął
na zegarek. Sięgnął po telefon. Zadzwoni do Czackiego i dowie się czegoś o Kańskiej.
Siedemnaście lat temu, zastanawiał się, czas zmian, przebudowy kraju. Skrzywił się. Pamiętał
tamte dni, pamiętał, jak Czacki przyjechał do niego w środku nocy i jak Jadzia zdziwiła się i
obraziła, że się zamknęli sami w pokoju. To wtedy odszedł z domu. I zniknął. Major widywał go
tylko od czasu do czasu w komendzie, ale przyjaciel unikał go. Unikał wszystkich. I nie
odpowiadał na telefony. I bardzo, bardzo zle wyglądał. Nie potrafił mu pomóc, bo nie rozumiał,
co się stało. Zresztą Igor nie szukał pomocy. Jadzia wieszała na nim psy. Trzymała stronę
Karoliny. Spotykały się i gadały, a potem Jadzia wracała do domu wściekła. Prawie wtedy nie
rozmawiali.
No i proszę, uśmiechnął się, a to po prostu inna kobieta. Przestał się uśmiechać.
Przypomniał sobie, że nigdy nie widział go z inną kobietą. Czacki od siedemnastu lat był sam.
Wzruszył ramionami. Stwierdził, że w dalszym ciągu niewiele rozumie. Czacki pierwszy raz
cokolwiek powiedział, ale chyba dopiero zaczął. Może teraz pójdzie łatwiej, zastanawiał się.
Psycholog, zaśmiał się smutno do siebie
 pojebany, jak oni wszyscy.
Wystukał numer do szpitala i poprosił o odszukanie Czackiego. Powiedział pielęgniarce,
gdzie może go znalezć. Za chwilę usłyszał jego głos. Kańska była już po badaniach. Były wyniki.
Miała lekkie wstrząśnienie mózgu. Zostawią ją jeszcze na kilka dni w szpitalu. Czy pojedzie na
pogrzeb Natolskiej, czy woli zostać i Major ma pojechać? Pojedzie. Powiedział, że chce
porozmawiać z Natolską.
Major schował telefon i wstał. Musiał wrócić pod prokuraturę po samochód. Przypomniał
sobie chłopaka i Doktora. Po co mu były te dziwki? Wzruszył ramionami. Pewnie będzie trzeba
jeszcze pochodzić ze zdjęciami, spróbować znalezć jakieś dziewczyny.
Wrócił do komendy i napisał krótki raport dla Marianka. Opisał mniej więcej, co udało
się zebrać do tej pory i jakąś wstępną hipotezę, bardzo naciąganą. O hipotezie Czackiego nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]