[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 To niebezpieczna akcja. Postaramy się o wsparcie z Londynu, natychmiast nadam meldunek.
 Mamy mało czasu  przypomniał Artur, a Kwas się skrzywił.
 Myśli pan, że nie wiemy o tym? Dla nas to także sprawa życia i śmierci. Może nawet bardziej niż dla pana. Ktoś zdradził nasze plany, a my
wciąż nie wiemy kto.
Rozdział dwunasty. Noc zimowego przesilenia
Przez kolejne dwadzieścia cztery godziny Załuski żył jak w malignie. Mieszkał ciągle w kryjówce Kwasa niedaleko klasztoru. Wciąż myślał
o Agnes Petzoldt. Czy w ogóle żyła? Czy istniała jakakolwiek szansa uratowania jej? Nie łudził się zbytnio  Glass już wysłał za nim swoje pieski.
Upokorzenie bolało, major niczego nie zyskał: nie zabił Artura, tak jak zamierzał, i nie dowiedział się, gdzie jest Lessing.
Istniał jednak cień szansy, że Agnes żyła. Była im potrzebna do kolejnego makabrycznego obrządku, tego najważniejszego, który miał wreszcie
uruchomić całą ukrytą siłę Czarnego Słońca.
 Pan w to wierzy?  zapytał Nieznalskiego, gdy tajemniczy mężczyzna pojawił się w kryjówce.
Nieznalski pokręcił głową.
 Nie wierzę, że oni dostąpią objawienia. Nie mają pojęcia, na co się porywają. Kieruje nimi pycha i żądza władzy, a to zawsze droga donikąd.
Wybrani pragną prawdy, duchowego oświecenia, a nie nadludzkiej siły, dzięki której obrócą wszystko w niwecz.
 Rolf Lessing widział ich w swojej wizji?  spytał jeszcze Załuski, a Nieznalski kiwnął głową.
 Tak, ale nie mógł wówczas powiązać ze sobą wszystkich nici. Wiedział, że nadciąga katastrofa, początkowo myślał, że chodzi o wojnę,
pózniej przekonał się, że prawda jest dużo grozniejsza. Naziści chcą obudzić siły, których nie rozumieją.
 Bzdury  przerwał mu zniecierpliwiony Artur.  To mrzonki obłąkanych szaleństwem zabijania ludzi. Niech pan popatrzy na to z innej
strony  są bezkarni i wszystko im wolno, dawno już przekroczyli granicę dobra i zła. Na czym najlepiej eksperymentować, jakie obszary
poddawać eksploracji? Ano, igrać z ludzkim życiem. Zabijać z niewyobrażalnym okrucieństwem, sycić się krwią i cierpieniem. Przestawać być
człowiekiem, a stawać się bestią. To jest ich droga. Ich, jak pan to nazwał, oświecenie. Jedyna siła, jaką będą wkrótce dysponowali, nie jest
bynajmniej nadprzyrodzona, lecz jak najbardziej z naszego świata. To poczucie, że wszystko im ujdzie płazem. I za to ich nienawidzę.
 Jest pan humanistą  uspokoił go Nieznalski.  Pragmatykiem. Poddaje pan w wątpliwość doznania ponadzmysłowe. A jednak Orwat się
nie mylił, prawda? Jego wizja, choć na początku zawiła i niejasna, teraz odsłoniła się nam z całą jaskrawością swej przenikliwej mądrości.
 Mądrości&  sarkastycznym tonem rzucił Artur, wspominając rozmowę z Glassem.  Gdyby Orwat nie przedstawił szczegółów swej wizji
Glassowi, ten nie wpadłby na pomysł, aby zabijać w taki sposób. Tutaj, jak pan widzi, przyczyną mordów była wizja, a nie odwrotnie.
 Glass mordował kobiety od dawna  przypomniał Nieznalski.  Sam przyznał się panu, że robił to już na studiach w Wiedniu. Jestem
przekonany, że gdy Julian zetknął się z nim w Krakowie w związku z zaginionym rękopisem, spotkanie to wywołało wizję. Tak się często dzieje
w podobnych przypadkach.
 Dobrze pan znał Juliana Orwata?  zapytał Artur, myśląc o siostrze jasnowidza, szczupłej i zgryzliwej Teresie, która przyszła do niego kilka
miesięcy temu po rozwiązanie zagadki zaginięcia brata, a wkrótce sama została aresztowana. Tyle się zmieniło od tego czasu, oddzielił go od
tamtych wydarzeń ocean bólu.
 Prawie wcale  powiedział Nieznalski.  Lecz wiem, jakim torem mogło iść jego rozumowanie.
 A Rolfa Lessinga?
Nieznalski roześmiał się przytłumionym śmiechem.
 Nieco lepiej, ale także nie zgłębiłem wszystkich jego tajemnic.
Zamilkli. Gdy zjawił się Kwas, zaczęli ponownie omawiać szczegóły planowanej akcji. Wywiadowca był przekonany, że należy podjąć ryzyko
wejścia do podziemi zamku.
 Dostaliśmy szyfrogram z Londynu  powiedział.  Mamy rozkaz do ataku, pomogą nam.
 W jaki sposób?  zainteresował się Artur.
 Cichociemni. Czekamy na zrzut. Wtedy ruszymy do akcji.  Kwas wprowadził go w detale swego planu.  Dostaniemy się tam od strony
rzeki. Jest ciepło, nie ma mrozu, przepłyniemy więc łodzią od strony Tyńca. Musimy wspiąć się na wzgórze i wejść do środka, bardzo dobrze, że
nie ma śniegu, nie będziemy zostawiać wyraznych śladów. Nasz wywiad przekazał co prawda szkic sytuacyjny Wartenbergu, ale wciąż opieramy
się w dużej mierze na domysłach. Nie znamy wszystkich wejść do tego bunkra, nie wiemy, czy nie odetną nam ewentualnej drogi ucieczki. Nasi
wywiadowcy nieustannie patrolują okolicę, nie zauważyli wzmocnienia straży na tym terenie, będą nas też przez cały czas ubezpieczać. To plac
budowy, pilnuje go zaledwie kilku strażników. Wejdziemy tędy.  Pokazał Arturowi miejsce na mapie.  Potem musimy improwizować, bo nikt
z nas nie zna rozkładu pomieszczeń w bunkrze. Liczę jednak na element zaskoczenia, Glass na pewno nie bierze pod uwagę tego, że możemy ich
zaatakować.
 Jak się wycofamy?  spytał Załuski, wpatrując się w szkic, by dokładnie zapamiętać oznaczone wejścia.
 W kierunku klasztoru Kamedułów na Bielanach. Przeor jest już zawiadomiony, otworzą bramę na hasło:  Spiritus Sanctus .
 Nie muszę mówić  dodał po chwili Kwas  jak niebezpieczna jest nasza misja, trzeba liczyć się z każdą niespodzianką. Nie wiemy, ilu ich
jest i jaką dysponują bronią.
 Podejrzewam, że zaledwie kilku  zastanowił się Artur.  Glass powiedział, że członków Czarnego Bractwa wybierają spośród
funkcjonariuszy SD, a przecież nawet w samej Rzeszy nie ma ich wielu.
 To prawda  potwierdził Kwas, wyciągając swego skręcanego w bibułkę papierosa.  Nasz kontrwywiad ustalił, że Sicherheitsdienst, czyli
SD, ma w Krakowie około czterdziestu funkcjonariuszy. Na czele krakowskiego SD stoi doktor chemii Heim, w randze majora.
Załuski przypomniał sobie mężczyznę, także w mundurze SD, z którym Glass wchodził do restauracji w Pałacu Larischa podczas ich
pierwszego pamiętnego spotkania. To musiał być właśnie ów naczelnik wydziału.
 Niewiele o nich wiemy  kontynuował Kwas, zaciągając się papierosem.  Jak pan sam zdaje sobie sprawę, to niezwykle tajemnicza
służba. Do tego stopnia sekretna, że nie udało nam się odkryć ani jednego ich konfidenta. Ich siedziba mieści się przy ulicy Józefitów 2, ale nic
więcej nie wiemy. Co prawda, w nasze ręce wpadła supertajna książka telefoniczna niemieckiej policji, ale niewiele ona nam dała, jeżeli chodzi
o poznanie struktury SD. W książce są tylko trzy nazwiska funkcjonariuszy i numer wewnętrznego telefonu Heima. Pilnie strzegą swych sekretów. [ Pobierz całość w formacie PDF ]