[ Pobierz całość w formacie PDF ]

powiedzieć?
- Ty odpowiedz pierwsza. - Carley przygwozdziła ją
spojrzeniem.
Luisa wolno skinęła głowa.
- W porządku... to było przed świtem. Wracałam od
imigrantki, która w nocy rodziła blizniaki. - Zawahała się. -
Skracałam sobie drogę. Jechałam wąską ścieżką, gdy
zobaczyłam coś na drodze. Myślałam, że to jakieś zwierzę, ale
gdy podjechałam bliżej, a to coś się nie poruszyło, wysiadłam,
żeby sprawdzić. Gdy zobaczyłam, że to człowiek, myślałam
że nie żyje. Ale wyczułam puls. Zataszczyłam go do
samochodu i zrobiłam, co w mojej mocy, żeby go uratować.
- Nie widziałaś nikogo więcej? Znalazłaś coś, co
pomogłoby wyjaśnić wypadek Houstona?
Luisa wzruszyła ramionami.
- Nic. A poza tym nie rozglądałam się zbytnio, bo byłam
zajęta czym innym.
- Został postrzelony. Co z kulą? Wciąż ją masz? - Carley
chciała znalezć jakiś ślad.
- Kula przeszła na wylot. Wróciłam tam pózniej...
szukałam jego portfela albo... broni. Nic nie znalazłam.
Carley milczała, więc to Luisa zadała następne pytanie:
- Masz coś wspólnego z wymiarem sprawiedliwości, tak?
Carley przytaknęła, ale musiała przyznać, że nie może
wyjaśnić wszystkiego. Zapewniła ich, że dzieci nie są
narażone na żadne niebezpieczeństwo. Pózniej, gdy już
wróciła do siebie i sprawdziła, co z Cami, stanęła przy oknie i
wpatrywała się w oświetlony gwiazdami ogród.
Och, miłości mego życia, jak trafiłeś w tak dziwne
miejsce?
Skrzyżowała ramiona i oparła czoło o szybę. Tysiące razy
w czasie ostatnich osiemnastu miesięcy chciała, by rzeczy
wyglądały inaczej. Dlaczego nie powiedziała Wittowi o ich
dziecku, gdy miała jeszcze szansę? Dlaczego nie sprawiła, by
wyznał jej swoje uczucia?
Z trudem powstrzymywała łzy, przypominając go sobie w
lesie ostatniej pechowej nocy. Tak pełnego życia, gdy mówił
jej, że zaraz wraca. A potem odszedł na zawsze.
Marzyła o innym zakończeniu tamtej nocy. Co by było,
gdyby poprosiła go, by nie szedł za ciężarówką, którą
zobaczył? A gdyby ubłagała go, żeby został z nią? Gdzie
byliby teraz?
Potrząsnęła głową próbując odgonić te natrętne myśli.
Wróciła do obserwacji gwiazd, które nigdy nie wysłuchały jej
życzeń. To był zdumiewający dzień. Doprowadzenie do tego,
by zamknięty w sobie i obojętny wobec niej Houston nauczył
się znowu ją kochać, uczynić w kilka tygodni? A co będzie,
jeśli się nie uda?
Houston lubił wczesne wstawanie. Poranek przynosił ciszę
i samotność; chwilę wytchnienia od koszmarów nocy i hałasu
dnia.
Wszedł do kuchni w głównym budynku. Ostatnia noc była
inna niż wszystkie. Nie obudziły go okropne wizje. Nie, przed
snem i po obudzeniu miał pod powiekami obraz ciepła i
dotyku Carley.
Te sny wciąż krążyły w jego myślach. Sny o Carley,
dzikiej i pierwotnej, unoszącej się nad nim nago, gryzącej go
w kark i wbijającej w niego paznokcie w miłosnym
zapamiętaniu.
Ale to nie były prawdziwe wspomnienia, nawet jeśli
wydawały się bardziej realne niż wszystko inne w jego życiu.
To tylko sen.
Wciąż na pół pobudzony zastanawiał się, dlaczego jego
fantazje na temat dopiero co poznanej kobiety są tak
realistyczne. Próbował skupić się na nocnych koszmarach, z
którymi były wymieszane słodkie wizje Carley.
ciasno zawiązany w pasie. Na zgrabne stopy wsunęła miękkie
kapcie.
Jej włosy... Och, te włosy stanowiły najlepszą część
obrazka. Wijące się, sięgały ramion, tworząc wokół jej twarzy
malowniczą chmurę uwodzicielskich loków. Palce go
swędziały z potrzeby dotknięcia jej.
Gdy pchnęła drzwi, jego myśli rozjaśniły się na tyle, że
zadał pytanie:
- No tak, ale gdzie właściwie wybieramy się o tej porze? -
Zatrzymał się.
Carley odwróciła się do niego i pociągnęła go za rękaw.
- Na zewnątrz. Pod moje okno. Chcę, żebyś mi
powiedział, co za hałas mnie obudził.
Houston odprężył się. Obeszli dom. Podziwiał ją. Coś ją
denerwowało i zakłóciło jej sen. Zamiast ukryć się przed tym,
ona idzie prosto w paszczę lwa. Fantastyczne!
Za rogiem zatrzymała się nagle.
- Tutaj. To ten dzwięk. Co to jest?
Skoncentrował się, ale nie słyszał niczego z wyjątkiem
zwykłych dzwięków: kumkających żab, szumu skrzydeł i
śpiewu ptaków.
- Przepraszam, Carley, ale nie słyszę niczego
niezwykłego.
- A ten przerazliwy wrzask? Nie słyszysz tego?
Próbował się wsłuchać w odgłosy nocy.
- Masz na myśli to krakanie?
- Nie, to nie to. Chodzi mi o ten drugi dzwięk. Jak krzyk
przerażenia.
W końcu zrozumiał. Pewnie nigdy wcześniej nie słyszała
takiego odgłosu.
- Och, to chachalacas - zachichotał i napił się kawy z
kubka, który wciąż trzymał w ręku. - To tylko ptaki. Bardzo
hałaśliwe, ale tylko ptaki. Przestraszyły cię?
Carley westchnęła cicho i zamknęła oczy. Naprawdę nie
mógł przestać. Jego kciuk potrzebował... musiał... pieścić jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]