[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Ma pan już jakąś dużą robotę? - spytał Quinn.
Przez cały dzień wysłuchiwał, że poszkodowani muszą czekać na naprawy od
trzech do sześciu miesięcy, i uznał, że sytuacja jest beznadziejna.
- Jeszcze nie. Byłem u około dziesięciu potencjalnych klientów, ale z nikim
nie podpisałem kontraktu. Nie podejmuję się prac, których nie mógłbym sam
ogarnąć. Wielu ludzi woli wiązać się z dużymi firmami, bo liczą, że większa
brygada będzie działać szybciej. Ja mam tylko trzech pomocników i angażuję ich w
ostateczności, bo wolę pracować sam. W ten sposób mam oko na wszystko, a i
koszty dla inwestora są niższe. To prawda, że praca idzie wolniej, ale to nieduża
różnica. Przynajmniej nie muszę naprawiać cudzego partactwa. Widzimy się jutro
rano, panie Thompson?
- Oczywiście, czekam na pana - odparł z ulgą Quinn.
S
R
Gdyby było trzeba, umówiłby się ze stolarzem i o piątej rano. Podobał mu się
sposób, w jaki prowadził rozmowę. Stolarz wydawał się człowiekiem bezpośrednim,
uczciwym i odpowiedzialnym. Nazywał się Jack Adams. Na koniec Quinn zwierzył
mu się, że ma problem ze znalezieniem dekarza.
- Znam jednego gościa z San Jose. Zadzwonię do niego jeszcze dziś i spytam,
jak stoi z czasem. Może mógłby przyjechać do pana na parę tygodni. Jutro powiem
co i jak.
- Doskonale - Quinn podziękował i odłożył słuchawkę.
Byłby zachwycony, gdyby mógł powierzyć wszystkie prace jednemu
zaufanemu specjaliście. Pojawiła się możliwość w miarę szybkiej sprzedaży domu,
oczywiście po doprowadzeniu go do porządku. Quinn położył się w sypialni i po raz
pierwszy nie czytał przed snem dzienników Jane. Myślał o domu, o koniecznych
reperacjach, mając nadzieję, że Jack Adams okaże się człowiekiem, na jakiego
liczył. Szybko zapadł w sen i spał jak kamień.
Obudził się o szóstej, wypoczęty. Włożył dżinsy, gruby sweter i sznurowane
buty, po czym zszedł do kuchni, żeby zrobić kawę. Pił właśnie drugą filiżankę, gdy
punktualnie co do minuty o siódmej zadzwonił do drzwi Jack Adams. Był schludnie
ubrany, kompetentny i dobrze zorganizowany. Miał krótko ostrzyżone ciemne włosy
i przyjaznie patrzące niebieskie oczy. Już podczas rozmowy telefonicznej nawiązała
się między nimi nieuchwytna więz sympatii. Zaproszony na kawę odmówił, tak mu
się spieszyło do oględzin domu. Poinformował Quinna, jakich prac może się podjąć.
Quinn pokazał mu dom od salonu po garaż i wspólnie sprawdzali, co się złamało,
uszkodziło lub obluzowało. Adams wszystkie detale zapamiętywał z fotograficzną
dokładnością. Jeśli w pracy był równie sprawny jak w myśleniu, to Quinn nie mógł
trafić na lepszego człowieka.
Przystojny Jack Adams mógł mieć około trzydziestu pięciu lat. Ze wzrostu i
szczupłej figury był podobny do Quinna. Gdy chodzili po domu, wyglądali jak
ojciec i syn, choć żaden nie zdawał sobie sprawy z fizycznego podobieństwa.
Siwiejące teraz włosy Quinna w młodości były równie ciemne jak włosy Jacka;
S
R
jeden przypominał drugiego nie tylko sylwetką, ale sposobem poruszania się,
gestami i minami. Gdyby żył Douglas, byłby teraz prawie dokładnie w wieku Jacka.
Miałby trzydzieści sześć lat i wyglądałby właśnie tak, gdyby dane mu było stać się
mężczyzną. Tego Quinn nie mógł wiedzieć ani nawet o tym pomyśleć, bo Doug
wrósł w jego pamięć jako trzynastolatek i takim pozostał.
- Jak pan myśli, ile czasu zajęłaby panu ta robota? - spytał Quinn, gdy po
skończonych oględzinach wracali do domu.
Tym razem Jack nie odmówił kawy. Powiedział, że nie przypuszczał, iż
zniszczenia są tak duże, ale Quinn namówił go do całościowych robót, by po
remoncie mógł sprzedać dom. Adams dostał sporo drobnych zleceń, ale pociągała
go poważna robota, a zamówienie Quinna było prawdziwym wyzwaniem. Jego
przyjaciel z San Jose zgodził się zacząć za dwa dni naprawę dachu, co było dla
Quinna zbawienną wiadomością. Jack dawał swym klientom pewność, że ich spra-
wy są w dobrych rękach. Zarówno jego opanowanie, jak i oczywista znajomość
rzeczy sprawiły, że Quinn chciał go wynająć tak szybko, jak to tylko możliwe.
- Chce pan, żebym zrobił tu wszystko? - Jack zmrużył oczy i upił łyk parującej
kawy, którą podał mu Quinn. - To zajmie trzy miesiące, zresztą może tylko dwa,
zależnie od tego, ilu wynajmę pomocników. Będę potrzebował co najmniej dwóch
na stałe, przynajmniej na początku. Całość wykończę sam. Zresztą dużo zależy od
tego, na co pan się zdecyduje, żeby korzystnie sprzedać dom. Na początku przez
dwa miesiące byłoby więc trzech ludzi, a podczas ostatniego miesiąca tylko ja albo
ja z jednym pomocnikiem. Co pan na to?
- W porządku. Czy zechce pan także nadzorować naprawę dachu? - Quinn
wolałby nie brać na siebie obowiązku pilnowania, a Jack chętnie na to przystał. Znał [ Pobierz całość w formacie PDF ]