[ Pobierz całość w formacie PDF ]

myślała i marzyła. Głupie mrzonki, powiedziała sobie, trzeba się ich
pozbyć raz na zawsze, przestać wspominać jego pocałunki, jego
pieszczoty. A może były one jedynie tworami jej rozpalonej
wyobrazni?
62
RS
ROZDZIAA PITY
Dan zmarszczył brwi, słysząc, że ktoś idzie ścieżką biegnącą
wokół posiadłości Ashton House. Wprowadził się tu tego ranka, po
gruntownym sprzątaniu, które poprzedniego dnia zakończyła wynajęta
przez niego ekipa. Teraz, gdy obszedł już cały ogród, stwierdził, że
będzie potrzebował kilku ogrodników, aby przywrócić go do dawnej
świetności.
Parę ostatnich dni spędził w Londynie, gdzie odbył wiele
spotkań związanych z kupnem nowych fabryk i ich przyszłością.
Okazało się w tym czasie, że władze chcą wszcząć dochodzenie w
sprawie prowadzenia ksiąg w fabryce we Frampton, zwłaszcza w
okresie, gdy kierował nią Jeremy Driscoll.
Gdyby Dan postanowił nie zamykać tej fabryki, musiałby
zdecydować, co zrobić z pozostałymi, które nabył. Najstarsza z nich
miała przestarzałą linię produkcyjną i niekompletną załogę, a więc
ona była pierwszą kandydatką do zamknięcia.
Gdyby zechciał utrzymać produkcję we Frampton, musiałby
zapewne sprzedać fabrykę położoną najbliżej szosy, albo...
Dan przerwał nagle rozmyślania i stanął jak wryty, gdy przez
furtkę okolonego murem ogrodu dojrzał sylwetkę osoby, której kroki
słyszał zapewne przed chwilą na ścieżce.
Jodi Marsh!
63
RS
Jodi spostrzegła go dokładnie w tej samej chwili i zastygła w
bezruchu. Co robi Dan Jefferson z ogrodzie Ashton House? Jej domu.
Domu, o którym potajemnie marzyła od chwili, kiedy go po raz
pierwszy ujrzała.
Zanim zdołała się pozbierać i ruszyć dalej, Dan otworzył furtkę,
podszedł do niej i stanął odcinając jej drogę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać - odezwał się chłodno.
Jodi rzuciła mu gniewne spojrzenie, marząc w duchu, by nie
usłyszał łomotu jej serca i nie spostrzegł wrażenia, jakie wywarło na
niej to niespodziewane spotkanie.
- Ale ja nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z tobą -
odpaliła, kłamiąc w żywe oczy.
Próbowała go wyminąć, ale on mocno ujął ją za ramię i
wprowadził przez furtkę do ogrodu.
Już tu kiedyś była, zaproszona przez mieszkającą w tym domu
starszą panią, która, podobnie jak dzisiaj Dan, spostrzegła ją, gdy
przechodziła koło furtki. Jodi serce się ścisnęło na widok
zapuszczonego ogrodu. Dałaby wszystko, żeby móc tu zamieszkać i
zająć się odnowieniem domu i uporządkowaniem ogrodu, który
niegdyś musiał być przepiękny. Wolała nawet nie myśleć, ile by to
mogło kosztować. Najwyrazniej Dan nie przejmował się jednak
kosztami.
Zamknął furtkę, podszedł do Jodi, popatrzył na nią chwilę w
milczeniu, po czym zapytał beznamiętnie:
- Co robiłaś w moim apartamencie?
64
RS
Jodi, zaskoczona tym pytaniem, zrazu nie wiedziała, co
odpowiedzieć, ale w końcu zrobiła sprytny unik:
- Według ciebie, przyszłam tam, bo...
- Nie proszę cię, żebyś mi powiedziała, co mnie się wydaje, Jodi.
Chcę usłyszeć twoją wersję wydarzeń.
- To już chyba nieistotne - zaryzykowała.
- Nieistotne? Jeśli wierzyć twemu kuzynowi, chciałaś się ze mną
spotkać i przekonać mnie, bym nie zamykał tutejszej fabryki.
Jodi na chwilę zaniemówiła, po czym spojrzała na niego i z
niepokojem spytała:
- Rozmawiałeś z Nigelem?
Dan widział, że udało mu się zbić ją z tropu.
- Od razu mu powiedziałam, że to idiotyczny pomysł, ale nie
chciał mnie słuchać - wykrztusiła. - Najpierw umyślił sobie, że
powinniśmy się spotkać w holu hotelowym, ale potem oznajmił, że
udało mu się zdobyć klucz do twojego pokoju.
- Więc weszłaś do mojego apartamentu i żeby skrócić sobie
oczekiwanie, zamówiłaś drinka - podpowiedział jej Dan.
- Ależ skąd - zaprzeczyła tak gwałtownie, że mógł jej nie
uwierzyć. - Nigdy w życiu nie zamówiłabym drinka, obciążając twój
rachunek. Chciało mi się pić, więc poprosiłam Nigela, żeby coś mi
podesłał. Nigel był przekonany, że zamówił napój bezalkoholowy, a
nie... - tu urwała, zaciskając gniewnie wargi i patrząc z oburzeniem na
Dana.
65
RS
- Doprawdy nie pojmuję, jakie to może mieć teraz znaczenie -
ciągnęła dalej, ale Dan jej przerwał. Musiał koniecznie wiedzieć, co
się właściwie wydarzyło -i dlaczego!
- Wiec kiedy na mnie czekałaś, popijałaś ten napój owocowy z
niezłą domieszką alkoholu, a potem...
- Nie chcę o tym mówić - odpaliła Jodi podniesionym głosem - i
nie zmusisz mnie do tego.
- Poszłaś ze mną do łóżka - przypomniał jej cicho Dan. - A
sądząc z tego, co o tobie słyszałem, Jodi Marsh, było to coś...
- To nie było nic - wtrąciła ostro Jodi. -I pozwolę sobie
zauważyć, że to ty poszedłeś ze mną do łóżka. Ja już w nim byłam i
spokojnie spałam.
- Byłaś w moim łóżku... no i... - Dan nagle przerwał. Ta
wymiana zdań prowadziła donikąd i przecież on nie o tym chciał z
Jodi porozmawiać.
- Posłuchaj - odezwał się łagodnie - mam wrażenie, że
niewłaściwie oceniłem sytuację... Błędnie oceniłem powody, dlaczego
się tam znalazłaś. A skoro tak, to naprawdę sądzę, że powinniśmy
pogadać...
- Nie ma nic takiego, o czym chciałabym z tobą pogadać - ucięła
Jodi. - To, co się wydarzyło, nie jest aż tak ważne, żeby warto było o
tym mówić - dodała, pragnąc zakończyć tę rozmowę. Dan jednak był
odmiennego zdania.
- Może nie jest to ważne dla ciebie, ale tak się składa, że dla
mnie jest - rzucił szorstko. - Pozwól, że ci powiem, że nie mam
66
RS
zwyczaju oddawać się łóżkowym uciechom z przypadkowymi
partnerkami.
Aóżkowym uciechom! Ile upokorzeń przyjdzie jej jeszcze
znieść? Z pewnością na to wszystko zasłużyła, ale...
- Ja także nieczęsto zmieniam partnerów - zaprotestowała z
oburzeniem - a w ogóle, jeśli chcesz wiedzieć, to...
Nagle zamilkła i oblała się rumieńcem. Nie, tego mu przecież
nie powie. Gdyby to zrobiła, zasypałby ją nowymi pytaniami, a
przecież Jodi za żadne skarby świata nie wyznałaby mu, co poczuła,
kiedy po raz pierwszy ujrzała go w holu hotelowym. Sama nie
potrafiła tego zrozumieć.
Z pewnością ktoś mógłby powiedzieć, że była to po prostu
miłość od pierwszego wejrzenia i dlatego wszystko potoczyło się tak,
a nie inaczej, ale Jodi uważała się przecież za kobietę nowoczesną i
chodzącą po ziemi realistkę. Ani jej były w głowie takie historie!
Dan nie mógł pojąć, dlaczego ta irytująca kobieta tak bardzo go
pociąga. Nie mógł oderwać oczu od jej ust, pamiętał, jak cudownie
było ją całować, chciał otoczyć ją ramionami i... Tymczasem Jodi
odwróciła się i ruszyła w stronę furtki. Zdrowy rozsądek
podpowiedział Danowi, by nie próbować jej zatrzymać i błagać, by z
nim została, skoro było jasne jak na dłoni, że ona sobie tego nie życzy.
Ale przecież pragnęła go tamtej nocy, a on pragnął jej nie tylko wtedy,
ale i teraz...
- Jodi? - próbował jeszcze przeciągnąć rozmowę, ale ona
potrząsnęła tylko głową i odezwała się:
67
RS
- Nie, ja...
Nie zdołała dokończyć zdania, bo Dan znienacka
bezceremonialnie porwał ją w ramiona i nie chciał wypuścić.
Próbowała protestować, gdy zaczął ją całować, ale po chwili
poddała się, oszołomiona jego namiętnością do tego stopnia, że sama
przytuliła się do niego, zamiast go odepchnąć... Nie bacząc na nic,
dała się ponieść rozkosznemu uczuciu podniecenia i szczęścia.
Danowi serce zabiło mocniej, gdy się zorientował, że Jodi już się
przed nim nie broni i że w jego ramionach staje się tak zachwycająco
miękka, uległa i ciepła. Miał nieprzepartą ochotę porwać ją na ręce i
zanieść wprost do łóżka. [ Pobierz całość w formacie PDF ]