[ Pobierz całość w formacie PDF ]

miała spuchnięte.
- Wyglądasz wspaniale! - zawołała na widok Isabelle.
- Nie powinnaś zostawać sama, Jeanne.
- Daj mi jeszcze kilka dni, potem pójdę do szpitala.
Claire pochyliła się nad przyjaciółką i trwała tak przez dłuższą
chwilę. Kiedy schodziły do taksówki, Isabelle spostrzegła, że Claire
chusteczką wyciera oczy.
- To straszne! Dlaczego płacz to taka brzydka rzecz? Zupełnie
rozmazałam sobie makijaż.
Isabelle wzięła ją pod rękę; wiedziała, że Claire broni się w ten
sposób przed załamaniem.
- Proszę tak się nie przejmować...
- Wcale nie zamierzam o tym myśleć. Czy wzięłaś ze sobą
tusz? Muszę się trochę podmałować.
- Nie wzięłam, a za chwilę i ja pewnie będę go potrzebowała.
- Jeanne nie byłaby z nas zadowolona, ona zawsze jest taka
elegancka!
- Prawda? Nigdy nie widziałam kogoś tak wytwornego.
13
9
RS
- Jak się nazywa to wasze amerykańskie zwierzę, takie futerko-
we, z brzydkim pyszczkiem?
- Szop pracz.
- O właśnie! Wydaje mi się, że zaczynam być do niego coraz
bardziej podobna.
Roześmiały się przez łzy.
- Spójrz teraz, tu, w świetle latarni. Bardzo mam rozmazane
oczy?
- Może być, nikt nie zauważy.
Tak jak powiedziała Claire, zamek Chavin-Joissy był niedużą
budowlą z kamienia, malowniczo położoną na wzgórzu. W świetle
reflektorów przypominał złoty ul.
Powitał je gwar głosów; przyjęcie już się rozpoczęło. Wyjaśni-
ły państwu Joissy, że Jeanne nie mogła przyjść z powodu choro-
by, wysłuchały wyrazów współczucia i wmieszały się w tłum go-
ści. Isabelle rozejrzała się i natychmiast zrozumiała, dlaczego jej
towarzyszce tak bardzo zależało na stroju. Wśród gości zna-
jdował się Jacques. Stał w rogu salonu z kieliszkiem szampana
w dłoni.
- Claire...
- Myślisz, że nie zauważyłam, jak mu się przyglądasz? Jesteście
dla siebie stworzeni. Wiecie o tym, ale nic nie robicie, żeby się do
siebie zbliżyć. Najwyższy czas przezwyciężyć fatum.
- Czy pozwoli pani, że sami podejmiemy decyzję?
- Pozwoliłabym, gdybym miała chociaż cień nadziei, że będzie
słuszna.
- Czy pani nie rozumie, że nie można czyjegoś życia traktować
jak przedmiotu badań, a człowieka jak królika doświadczalnego?
Jacques również ją spostrzegł. Drgnął i niezręcznie odstawił
kieliszek, wylewając trochę szampana na stół.
Nie spodziewał się jej tu spotkać, to wszystko.
14
RS
W czarnym smokingu wyglądał dostojnie i elegancko; zaczesa-
ne do tyłu włosy odsłaniały skronie, podkreślając kształt głowy.
Lekko wyniosły wyraz twarzy łagodził ironiczny uśmiech.
Claire natychmiast gdzieś zniknęła i Isabelle dopiero po chwili
spostrzegła, że jakby nigdy nic zawzięcie dyskutuje na temat pre-
zydenta Chiraca, paląc swoje długie, cienkie papierosy.
Jacques podszedł do niej.
- Claire cię przyprowadziła?
- Tak.
- Nic się nie może stać bez jej udziału, prawda?
- Chyba nie.
 Gdybym wiedział, że z naszego spotkania wyniknie coś do-
brego sam bym je zorganizował.
- Wiem.
- Wyglądasz przepięknie. Zrozumiesz chyba, dlaczego będę cię
dzisiaj unikał?
- Tak, zawsze wszystko rozumiem, przecież wiesz.
 Owszem, ale niewiele to rozwiązuje;
- Jeanne miała z nami przyjść - zmieniła temat - ale bardzo zle
się czuje. Nie chce iść do szpitala, ale chyba musi. Mógłbyś do niej
zadzwonić i zorientować się, w jakim jest stanie?
- Oczywiście. Byłem u niej w zeszłym tygodniu.
- Musiała się przeziębić i znowu zaatakowało płuca.
- Niedobrze, Pójdę do niej jutro. To dlatego Claire tak nadrabia
miną?
- Tak, bardzo was, to znaczy nas wszystkich kocha. Stara się
nas uszczęśliwić i czasem...
Stali bardzo blisko siebie, ale spostrzegła to dopiero w chwili,
kiedy podeszła do nich młoda, mocno umalowana kobieta.
- Jacques! Od pięciu minut ściągam cię wzrokiem!
- Przepraszam, Sabine, nie zauważyłem.
- Tatuś chce, żebym ci pokazała, jak przerobiliśmy piętro. Za-
14
1
RS
mierzamy zrobić tam pokoje gościnne dla turystów. To mniej opła-
calne niż winnica, ale zawsze coś.
Po chwili zniknęli wśród gości i nie widziała go przez resztę
wieczoru. To znaczy do chwili, kiedy Claire zaczęła się żegnać.
- Jacques odwiezie nas do domu. Przed chwilą gdzieś tu był
- powiedziała i rozejrzała się.
Stał przy oknie w towarzystwie panny Joissy i jej ojca. Nawet
z tej odległości widać było, że pan hrabia całkowicie aprobuje wy-
bór córki.
Nic mnie to nie obchodzi, życzę mu wszystkiego najlepszego,
pomyślała Isabelle. Tylko dlaczego jest mi tak smutno?
- Ach, tam! - Claire zauważyła go prawie w tej samej chwili
i natychmiast podążyła w jego stronę, holując za sobą Isabelle.
- Helenę was szuka - powiedziała do ojca i córki. - Chyba was
potrzebuje. Jacques nie wyglądasz, jakbyś się świetnie bawił - do-
dała, kiedy odeszli. - Wracasz z nami?
- Nie, Claire - odparł. - Nie wracam z wami i nie odwiozę was
do domu. Państwo Duchesnes właśnie wychodzą i bardzo chętnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]