[ Pobierz całość w formacie PDF ]

w łóżku, prosząc o nowe bajki, Max oderwał się od Sally i
wyszedł z pokoju.
Dwie godziny pózniej Sally otuliła śpiące dziecko i wróciła
do pokoju. Nie zastała Maxa i zaczęła robić sobie wymówki, że
miała nadzieję, iż może ma nią czekać.
Sally pózno się obudziła, wzięła prysznic i zbiegła na dół. W
kuchni Merry ,,pomagała" Ellen i jak zwykle była pogodna.
Najwidoczniej zapomniała już o niespokojnej nocy.
Sally powiedziała Ellen, że o tej porze zupełnie jej wystarczy
grzanka z kawą.
- Aha, Ellen, gdzie jest pan Mackenzie? - zapytała niby od
niechcenia.
- W gabinecie, panno Sally. Przypilnuję Merry, ale muszę
panią uprzedzić, że pan Max jest w złym humorze. Prawda,
maleńka?
Merry skinęła głową.
- Powiedział, że jest bardzo zajęty. Ziajęty, zajęty -
powtarzała chichocząc.
Sally ostrożnie zapukała do drzwi gabinetu. Max otworzył i
wpuścił ją do środka z tak nachmurzoną miną, że chciała się
wycofać.
RS
116
Przejrzał już całą górę poczty. Otwarte koperty i pogniecione
listy, porozrzucane po całej podłodze, leżały w odległych kątach
gabinetu i przykrywały dywan.
Najbardziej złowieszczo wyglądało największe biurko,
zawalone jedynie wycinkami z gazet. Nie bez powodu były
skrupulatnie rozłożone na całym blacie. Sally wpatrywała się w
nie ze złym przeczuciem. Czy aby nie są to ,,wycinki", o których
wspominała reporterka na lotnisku?
- No, tak, panno Dearlove - powiedział zduszonym głosem -
słusznie masz taką skruszoną minę. Te notatki o mnie, chociaż
są podpisane jedynie twoim skróconym nazwiskiem, nie
pozostawiają wątpliwości co do autorstwa. I o czym mówią te
teksty? O moim prywatnym życiu, intymnych upodobaniach, o
mojej przeszłości, o której nic nie wiesz, ale piszesz posługując
się bujną wyobraznią.
- Notatki? - zapytała zaskoczona. Potrząsnęła głową. - Jak to?
Kto...?
- Nareszcie nie zaprzeczasz, że istnieją. I wyjaśnię ci, jak się
tu znalazły. Dzięki poczcie. Kto je przysłał? Nieoceniona
wielbicielka, Henni Curzon, ta sama, która mnie zaczepiła na
lotnisku Heathrow. Pisze tu - machnął listem pod nosem Sally -
iż była ,,tak zdenerwowana tymi artykułami", że mi je przysłała,
wiedząc że podczas pobytu w Nowej Zelandii mogłem je
przegapić.
Sally zaczerpnęła powietrza, chcąc oświadczyć, że nic o tym
nie wiedziała, ale Max nie pozwolił jej dojść do słowa.
- Henni sugeruje - mówił dalej w zapamiętaniu - żebym
niezwłocznie wszczął postępowanie przeciwko autorce tych
ordynarnych tekstów i redaktorowi gazety, która je
wydrukowała. Co ty na to, panno Dearlove? - warknął - jeśli
wyduszę z ciebie, nie mówiąc już o tym szmacianym redaktorze,
ostatniego pensa?
RS
117
Sally patrzyła na drukowane słowa, niczego nie rozumiejąc.
Skupiła się by odzyskać zdolność odróżniania słów i rozumienia
całych zdań.
Prawie każde rzucało cień na prywatne życie Maxa,
sugerując, że zadawał się nie tylko z byłą narzeczoną, z którą -
jak twierdziła reporterka - miał córkę, lecz również z obecną
dziewczyną, którą nazywał ,,narzeczoną".
Wszystko to, zapewniał artykuł, miało na celu ukrycie faktu,
że wznowił romans z byłą narzeczoną. Autorka była na tyle
sprytna, że nie wymieniała nazwisk obu kobiet. Wszystkie
teksty były podpisane ,,Sally Dear".
Sally opierając ręce na biurku zamknęła oczy. Ktoś musiał jej
bardzo nienawidzieć, jeśli się tego dopuścił. Ale kto? Mogła to
być tylko jedna osoba. Człowiek ten był niebezpieczny i
prawdopodobnie wpadł we wściekłość, gdy odmówiła pisania
dalszych tekstów.
Pobladła Sally dojrzała w oczach Maxa furię. Potrząsnęła
głową. Nie było już sensu zaprzeczać. Przecież powiedział, że to
,,staje się nudne".
- Czy jeśli pokażę ci list do Derka Wintertona - wydusiła z
siebie - przeczytasz go i uwierzysz własnym oczom?
- Zgoda, pokaż. Jeśli w ogóle istnieje. Do tego czasu nie
podejmę żadnych kroków i nie zadzwonię do adwokata.
- To trochę potrwa - powiedziała od drzwi, spiesząc się do
redakcji ,,Star and Journal". - Pójdę na stację albo pojadę
autobusem... [ Pobierz całość w formacie PDF ]