[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zapał. Nie mam pojęcia dlaczego.
- Ja wiem dlaczego - odezwała się Paula - ale nie naciskaj na mnie, abym to
teraz wyjaśniała.
- Po moim wybuchu - powiedział Beck - z tego też się wycofał, używając tych
samych argumentów, które mu wcześniej przedstawiłem.
- Władza - powiedział Tweed, akcentując słowo - i walka o nią stanowią kulisy
tego wszystkiego. Władza i potęga emanujące z Waszyngtonu.
- To raczej przerażające - stwierdził Beck. - Musi to być coś naprawdę
wielkiego.
Na krótką chwilę w apartamencie zapanowała cisza. Każdy zastanawiał się nad tym,
co zostało powiedziane. Milczenie przerwała Paula, opowiadając, co zdarzyło się
w nocy w jej pokoju. Tweed i Beck słuchali z poważnymi minami.
- To mnie przekonuje - dodała Paula na koniec - że wiem coś, czego nie powinnam
wiedzieć. Bóg raczy wiedzieć, co to takiego...
Tweed wytłumaczył Beckowi, że Paula ma wrażenie, że podczas którejś rozmowy
usłyszała jakąś ważną uwagę, ale nie potrafi ustalić, o co chodziło.
- Wiem, co masz na myśli - zwrócił się Beck do Pauli. - Kiedyś w jakiejś
poważnej sprawie rozwiązanie wisiało w powietrzu. Była to krótka uwaga rzucona
przez kogoś w rozmowie ze mną. Dość
227
długo nie potrafiłem sobie tego przypomnieć. Gdy jednak wyłuskałem to zdarzenie
z pamięci, odkryłem, kto był przestępcą.
- Poprosiłem Newmana o zarezerwowanie dla nas biletów kolejowych na pierwszą
klasę do Lugano - oświadczył Tweed i poinformował Becka, że Arbogastowie tam się
wybierają, a Paula dowiedziała się o tym przypadkiem.
- Czy Lugano coś ci mówi?
- Tylko że Arbogast ma tam kolejną firmę. To w pobliżu włoskiej granicy. Roman
zarabia masę pieniędzy na eksporcie materiałów wybuchowych. To nas niepokoi.
Dlatego pojechał na spotkanie z ministrem z dokumentami dotyczącymi ostatniego
transportu, który właśnie pociągiem towarowym zdąża na południe.
- Materiały wybuchowe? To dział, którym zarządza Sophie -zauważyła Paula. - A
skąd ten niepokój?
- Ponieważ nie znamy ostatecznego miejsca ich przeznaczenia. Po kontroli
przejeżdżają granicę i jadą do Genui. Tam są w porcie ładowane na statek.
Spokojnie sprawdziliśmy jego trasę. Aadunek ma zawierać butle z tlenem. Tym
razem będzie to  Saturn" pod liberyjską banderą. Roman robi interesy z bardzo
szacownym pośrednikiem. Tam ślad się urywa.
- Więc co was niepokoi? - powtórzyła Paula.
- Przypuszczamy, że niektóre z tych butli zawierają broń chemiczną.
- A jeżeli tak, to jakie jest miejsce przeznaczenia? - zapytała Paula.
- Gdy znajdą się na pokładzie  Saturna", mogą trafić dokądkolwiek - stwierdził
Beck. - Kto w ACTIL-u odpowiada za materiały wybuchowe i wszelkiego rodzaju
uzbrojenie?
- Sophie - niemal szeptem odpowiedziała Paula.
Mannix- powiedziałTweed. - Pan Mannix zatrzymał się w tym hotelu.
- Co?! - wykrzyknęła Paula. - Był już Mannix widmo w hotelu w Montreux.
Przeszukaliśmy jego pokój i nic nie znalezliśmy.
- Wspominam o tym w twojej obecności - powiedział Tweed do Becka - bo może
udałoby ci się skłonić kierownika do wpuszczenia nas do jego pokoju.
- Spróbujmy. - Beck wstał ochoczo. - Najlepiej teraz...
Pięć minut pózniej pod wpływem autorytetu Becka i wzmianki o śledztwie w sprawie
morderstwa popełnionego w pobliżu hotelu pomocnik kierownika zastukał do drzwi i
po chwili otworzył je kluczem matką. Pokój był obszerny, z oknami wychodzącymi
na wejście do hotelu. Asystent kierownika wezwał pokojówkę, która poinformowała,
że w łóżku nikt nie spał.
Paula zaczęła otwierać szafy. Była to powtórka tego, co widzieli w Montreux. Z
wieszaka zwisał długi czarny płaszcz, a obok czarny garnitur na osobnika, który
według Becka musiał mierzyć nie mniej niż metr osiemdziesiąt.
Również w łazience historia się powtórzyła. Drogi nieużywany pędzel do golenia
na półce nad umywalką oraz mydło w sztyfcie i brzytwa wyglądające na całkiem
nowe, nawet nietknięte. Mydło hotelowe tkwiło nadal w papierowym opakowaniu.
Szczotka do włosów także nowiuteńka, bez śladu włosów.
Paula szukała wszędzie, ale nigdzie nie było śladu kapelusza ani rękawiczek.
Instynktownie wyczuwała, że nikt w tym pokoju nie mieszka. Było w tym coś
przerażającego. Po włożeniu lateksowych rękawiczek otworzyła wielką czarną
walizę. Była pusta.
229
- Pan Mannix dwa dni temu zarezerwował pokój na tydzień -poinformował dyrektor.
- Zapłacił z góry. Gotówką.
- Jak wyglądał? - spytał Beck.
- Na pewno przyjechał z kilkoma osobami, więc recepcjonista, który dokonał
rezerwacji, nie jest pewien jego wyglądu. Wydaje mu się, że pamięta wysokiego
mężczyznę w czarnym płaszczu i kapeluszu z wielkim spuszczonym rondem kryjącym
twarz. Portier, który wnosił bagaże, pamięta jeszcze mniej. Powiedział, że gość
milczał. Wręczył mu jedynie banknot pięćdziesięciofran-kowy i ani słowem nie
odpowiedział na pytanie, czy jeszcze czegoś sobie życzy.
- Widmo - powiedziała Paula. - Jak w Montreux. O co tu chodzi?
- Jeżeli wróci, proszę do mnie natychmiast zadzwonić - powiedział Beck,
wręczając asystentowi wizytówkę. - Gdyby pan mógł nas na chwilę opuścić i
zamknąć drzwi... - Gdy zostali sami, Beck powiedział: - Mam wam jeszcze coś do
zakomunikowania, co może być dla was szokiem. W kieszeni płaszcza Eleny Brucan
znalezliśmy wielką porcję kokainy. Czy mogła być kurierem?
- Nie - odpowiedział Tweed z naciskiem. - I nie interesuje mnie sprawdzanie
odcisków palców w tym pokoju. %7ładnych nie będzie. Paula bardzo trafnie użyła
słowa  widmo". To świetne określenie. To tylko odwracanie naszej uwagi od
śledztwa. Pan Mannix nie istnieje - chyba że jest mordercą. Tak samo jest z tą
paczką kokainy. To kolejny ruch mający nas zmylić i sprowadzić na manowce. Mamy
przeciw sobie naprawdę diabelski umysł.
Towarzyszyli Beckowi do podnóża schodów, gdzie się pożegnali. Paula idąca na
przodzie spostrzegła Sophie siedzącą w holu na krześle w otoczeniu mnóstwa
walizek. Zerwała się na równe nogi i uścisnęła Paulę.
- Wczesnym popołudniem wyjeżdżamy do Lugano. Lubię mieć wszystko przygotowane
zawczasu. Zatrzymamy się w Splendide Royal.To jeszcze jeden świetny hotel z
widokiem na otoczone górami jezioro Lugano. Dlaczego nie jedziecie z nami?
Wyjeżdżamy ekspresem z dworca głównego o 13.07. Wystarczy ci czasu na
spakowanie. Mój ojciec jest teraz w radosnym nastroju. Jedz! Będę miała z kim
pogadać.
Słowa wypływały z ust Sophie wartkim strumieniem, poganiając się nawzajem. Paula
spojrzała jej w twarz. Oczy wydawały się normalne i pełne życia. Która Sophie
była prawdziwa? Chicho-
230
cząca uczennica czy dojrzała, dorosła kobieta kierująca dwoma oddziałami ACTIL-
u?
- Pozwól, niech się nad tym zastanowię - odparła Paula z uśmiechem. - Możemy
mieć jeszcze coś do załatwienia w Zurychu.
- Och! Lubię Zurych, ale już się na niego napatrzyłam. Chcę czegoś nowego.
Mówią, że w Ticino, włoskojęzycznym kantonie Szwajcarii, jest dużo palm i
zupełnie inne jedzenie. Nie mogę się doczekać, kiedy tam dotrzemy. Na Marienettę
to nie działa, choć nigdy wcześniej tam nie była. Jestem taka podniecona.
Podobno pociąg jest wspaniały. Leci jak strzała. Pojedziesz, prawda?
- Jeżeli będę mogła.
Odwróciła się, by pożegnać się z Beckiem, i uświadomiła sobie, że już go nie ma.
Tweed rozmawiał spokojnie z Newmanem ubranym w kurtkę, jakby gotowym do wyjścia.
Rzeczywiście wyszedł, gdy Paula ruszyła w ich stronę.
- Chciałam się pożegnać z Beckiem, ale chyba się spózniłam -powiedziała. [ Pobierz całość w formacie PDF ]