[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zamęt w jej życiu. Propozycja wyjazdu do Szkocji została złożona nie po to, by
poznała rodzinę.
Justin chciał mieć jeszcze jedną sposobność uczynienia z niej prawdziwej żony ,
którą była dotychczas tylko z mocy prawa.
Nowo powstała sytuacja zbijała ją z tropu. Sądziła, że nie będzie żadnych trudności z
przeprowadzeniem rozwodu. Justin jej nie kocha, a ona dała mu wyraznie.
do zrozumienia, iż nie jest ani trochę zainteresowana utrzymywaniem ich
dziwacznego związku. W takim razie dlaczego zadawał sobie tyle trudu, żeby ją
przekonać? Podejrzewała, że, być może, nie mógł się pogodzić z niepowodzeniem.
Pozostało pytanie: co ma robić dalej? Od początku kochała Justina i wydawało się,
że zawsze będzie go kochała. Ale nie wyobrażała sobie trwałego związku bez
wzajemnej miłości. Nie zadowalało ją małżeństwo oparte o wspólne interesy lub
zawarte tylko dla utrzymania ciągłości rodu. Takie i podobne możliwości nie
wchodziły w rachubę.
Pół godziny pózniej stała przed lustrem w swojej sypialni i próbowała zdecydować,
co ma włożyć.
Dzięki Bogu, Anna miała wrócić do domu dopiero za godzinę. Margie wyobraziła
sobie pełną dezaprobaty minę przyjaciółki. Już trzeci dzień z rzędu Margie przed
wyjściem spędzała godziny przed otwartą szafą. Jej wątpliwości były uzasadnione.
Justin zapowiedział, że zajmie się obiadem, co mogło równie dobrze oznaczać, że
pojawi się z serwisem stołowym i kogutem w sosie winnym czy też kurczakiem z
rożna i nieświeżą sałatką jarzynową, jak i wspólny wypad do restauracji.
Rozejrzała się niepewnie po garderobie i w końcu zdecydowała się na gustowną,
beżową sukienkę bez rękawów. Gdyby Justin ubrał się w jakiś wspaniały ciemny
garnitur, mogła pobiec na górę i założyć biżuterię, która przydałaby elegancji jej
skromnej kreacji.
Kiedy Anna wróciła do domu tuż po piątej, stwierdziła ze zdumieniem, że Margie
siedzi w niedbałej pozie przy kuchennym stole i zsumowuje kolumnę liczb.
-Co się stało? Jesteś chora? spytała nie bez złośliwości.
- Nie. Znowu widzisz przed sobą dawną, stanowczą Margie - odparła z .uśmiechem
przyjaciółka.
- Co za ulga. Mam rozumieć, że wyjeżdżasz do Szkocji?
- Och... - Margie uśmiechnęła się niewyraznie.
- Właściwie to... nie wiem.
- Stanowcza , akurat! - parsknęła Anna. - Wiesz, co ci powiem? Ja za ciebie
zadecyduję. Jedz.
- Naprawdę uważasz, że powinnam?
A może podczas tych dwóch tygodni w Szkocji mogliby się do siebie zbliżyć? Może
Justin pokochałby ją? Nie ukrywał, że teraz, gdy z nastolatki wyrosła na kobietę, jest
dla niego o wiele bardziej pociągająca i atrakcyjna.
Czy chodziło jedynie o pożądanie, które w nim rozbudzała? Mimo wszystko... mógł
ją przecież p kochać...
Nie bądz głupia, w myśli strofowała samą siebie, już przeżywałaś podobną sytuację.
Trzynaście lat temu. I nic dobrego z tego nie wyniknęło. Wręcz przeciwnie.
Następnego ranka, po bezsennej i niespokojnej nocy, wstała pózniej niż zwykle.
Spózniła się do biura, co było u niej niespotykane. W ciągu dnia zachowywała się tak
dziwnie, że już o trzeciej Michael poradził, aby udała się do domu.
- Chyba jesteś chora - zawyrokował. - Wychowałem pięcioro dzieci i potrafię
rozpoznać objawy grypy.
- Jeżeli objawem grypy są ciemne włosy, szare oczy i krzywy uśmiech, zapewne
masz rację. - Margie uśmiechnęła się do Michaela. - Chyba skorzystam z twojej rady
i pójdę do domu. Nie będziesz miał nic przeciwko temu, że zostawię cię samego z
robot;!?
- Oczywiście, że nie. Cieszę się, że zajmiesz się wreszcie czymś innym niż bity i
bajty. Zdaje się, że twoja grypa to poważny problem.
- No tak. Nie odmówisz sobie złośliwości - prychnęła Margie, udając, że gniewa się
na Michaela, którego ceniła i lubiła. Uśmiechnęła się. - Do zobaczenia, Michael, do
jutra.
- Tak sądzę. Skoro oczekujesz go niemal na dwie godziny przed zapowiadanym
przyjściem, to wydaje mi się, że barrakuda robi z tobą dokładnie to, co chce. Lepiej
jedz do Szkocji i albo usuniesz go ze swego życia, albo zostaniesz prawdziwą żoną
tego łajdaka. Margie, obserwuję cię od lat. Spostrzegłam, że masz pustkę w oczach,
kiedy myślisz, że nikt na ciebie nie patrzy. Zrób wreszcie coś dla siebie. Musisz
odnalezć swoje miejsce w życiu.
- Może masz rację - odrzekła bez przekonania Margie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]