[ Pobierz całość w formacie PDF ]

intruza. - Panna Wilson ma teraz konferencję prasową.
Delaney zdawał się nie dostrzegać Shawa. Patrzył tylko na
Kip.
- Byłem służbowo w Los Angeles. Widziałem twój bieg
w telewizji.
- Słuchaj, stary - Ben wtrącił się jeszcze raz. - Panna
Wilson nie chce być niepokojona przez wielbicieli.
- On nie jest żadnym wielbicielem. - Kip odzyskała
wreszcie glos.
- Owszem, jestem jednym z największych wielbicieli
panny Wilson - rzeki Whit.
Uśmiechnął się, a to sprawiło, że dziewczynie wróciła
pamięć dawnych dni. Znalazła się w miejscu, w którym się
rozstali. w jego domu w Maine. Każdy, kto na nich spojrzał,
domyśliłby się, że łączyło ich coś intymnego.
- Musimy porozmawiać - powiedział Whit. Dziewczyna
skinęła głową. Wiedziała, że to szaleństwo, lecz chciała się z
nim spotkać.
- Pózniej? - spytał, omiatając wzrokiem Shawa.
- Nie, teraz - odparła, lekceważąc menedżera.
- Nie możesz. Nie w tej chwili! - Ben chwycił ją za ramię.
- Puść ją albo poznasz smak hotelowego dywanu! 
zagroził Whit i groznie zbliżył się do menedżera, który
natychmiast uwolnił Kipling.
- Chodz! - Delaney wziął ją za rękę, nie czekając na
reakcję Shawa.
- Mówisz jak gangster - zauważyła Kip, podążając za
nim.
- Dobrze, że nie musiałem działać jak gangster 
roześmiał się.
Wyszli z hotelu i wsiedli do taksówki, nim dziewczyna
zdążyła zapytać, dokąd się wybierają.
- Kim jest ten facet? - spytał Whit.
- To mój menedżer - odrzekła z niechęcią na twarzy. -
Naprawdę byś go uderzył?
- Nie wiem, A chciałabyś?
- Może.
Whit zdawał się czytać w jej myślach.
- Pokrzyżowałem ci plany?
Byłoby łatwo go obwinić, lecz Kip wolała zachować się
uczciwie.
- Nie, myślę, że sama tego chciałam.
- Opowiesz mi o tym? - spytał, nic wywierając żadnej
presji.
Kip pokręciła głową, lecz trzydzieści sekund pózniej
zrelacjonowała mu całą historię.
- Kiedy dowiedzieli się o moim ojcu, uznali, że to się
dobrze sprzeda. Oczami duszy widziałam te nagłówki gazet
 Determinacja córki alkoholika"...
- Uznałaś, że to wstrętne?
- A ty nie?
- Niektóre sławy używają takich chwytów, by wzbudzić
współczucie.
- Nie jestem sławą!
- W tej chwili jeszcze nie, lecz po paru zwycięstwach
będziesz... A tak przy okazji, powiedziałem ci już jaka byłaś
wspaniała? - spytał z uśmiechem.
Kip poczuła, że mocno zabiło jej serce, lecz spróbowała to
zlekceważyć.
- Nie, ale możesz to zrobić.
- Nie planowałem cię oglądać. Abby powiedziała, że
biegniesz w Los Angeles, akurat wówczas kiedy będę w tym
mieście, lecz obiecałem sobie, że nie pójdę na stadion.
Oczywiście zapomniałem o telewizji - wyznał.
- Nie masz nic przeciwko moim listom do Abby? -
spytała cicho.
Whit potrząsnął głową.
- Chciała do ciebie pisać. Jestem wdzięczny, że
odpisujesz - odparł, rozumiejąc, iż Kip nie zamierzała ranić
dziecka.
Własne intencje wydawały mu się mniej oczywiste.
Czemu przyszedł ją zobaczyć?
Kipling zawsze sobie wyobrażała, iż jeśli się kiedykolwiek
spotkają to jako wrogowie, w najlepszym razie jako obcy. A
przecież tak dobrze czuła się z nim w taksówce. Może dlatego,
że znał ją jak nikt inny.
- Dokąd jedziemy? - spytała w końcu.
- Powiedziałem szoferowi, by jechał przed siebie. A
dokąd byś chciała?
- Nie mogę wrócić do hotelu. W każdym razie jeszcze nie
teraz.
- Jedzmy do mnie. Zjemy razem kolację i zaplanujemy
twój następny ruch - dodał, by nic było żadnych
nieporozumień.
- Nie będę udzielała wywiadów. Po prostu chcę uciec. -
Kip właśnie to zamierzała powiedzieć menedżerowi.
- Jeśli nie ma tego w twoim kontrakcie, nie mogą cię
zmusić.
- Ja... - Dziewczyna umilkła.
- Czytałaś swój kontrakt? - spytał, widząc, że przygryzła
wargę.
- Mogę teraz przeczytać.
- Ojciec wspominał, że nim rzuciłaś college, byłaś na
najlepszej drodze do uzyskania dyplomu.
Kip wyczuła w jego głosie dezaprobatę.
- Nie chodzi o to, kiedy przeczytasz kontrakt, ale czy go
czytałaś przed podpisaniem, a byłoby najlepiej, gdyby
przeczytał go twój prawnik.
- Twój ojciec sprawdził go dla mnie.
- Nie ma sensu teraz się tym przejmować. Wątpię, by
Shaw zmuszał cię do publicznych wystąpień, jeśli się
zorientuje, że się w nich nie sprawdzasz.
- Dzięki. - Kip nie była zachwycona tą opinią.
- No cóż... Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Ktoś pyta
cię o nazwisko, a ty uważasz to za ingerencję w prywatność.
Jak zamierzasz, współpracować z mediami?
Dziewczyna uświadomiła sobie, że w ogóle nie miała
zamiaru z nimi współpracować, ale milczała.
Whit popatrzył na nią, potrząsnął głową i podał kierowcy
adres swojego hotelu. Kip zaczęła się zastanawiać, co robić.
Zapewne Delaney junior miał rację. Ben nie będzie jej
zmuszał do udzielania wywiadów. Po prostu usunie ją ze
swojego zespołu.
Czy to byłoby okropne? Jak by to odebrała? Nigdy więcej
Shawa, treningów, biegania. Wyrwie się z tego kieratu. Przez
chwilę wydawało się jej, że całe życie spędziła w ruchu. Czy
będzie umiała żyć spokojnie?
Pogrążona w myślach, nie odzywała się do końca jazdy.
Gdy wysiadali, przed hotelem zatrzymała się limuzyna, z
której wyszła znana gwiazda filmowa. Nawet Kipling ją
rozpoznała, bowiem zatrzymała się i wlepiła w nią oczy.
Otworzyła buzię ze zdumienia, gdy gwiazda skinęła głową na
widok Whita.
- Znasz ją? - spytała.
- Nie bardzo. Była koleżanką mojej byłej żony.
Sławne kobiety wyraznie nie robiły na nim wrażenia. Nic
dziwnego, w końcu sam ożenił się z gwiazdą filmową.
Whit wziął Kip pod ramię i poprowadził do foyer. Było
jeszcze za wcześnie na kolację, lecz w holu znajdowało się
wiele osób w wieczorowych strojach. Część z pewnością
wybierała się do teatru. Skromna sukienka Kip była w dobrym
stylu, lecz z pewnością nie należała do wieczorowych.
Dziewczyna pociągnęła go za rękaw.
- Nie chcę tu jeść - rzekła. - Nie jestem odpowiednio
ubrana.
- Dla mnie wyglądasz świetnie. - Mężczyzna nie
spuszczał oczu z jej twarzy i naprawdę zupełnie nie
obchodziło go, w co była ubrana.
Kip spojrzała przez szklane drzwi na innych gości
restauracji.
- Nie chcę tam jeść - powtórzyła.
- W porządku. Możemy zamówić kolację do pokoju.
- Co? [ Pobierz całość w formacie PDF ]