[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie rozśmieszaj mnie - jęknęła przez zaciśnięte zęby Myri.
Voort słyszał za plecami odgłos silników - coraz bliżej i bliżej. Zamiast jednak
nabrać wysokości czy skręcić, pojazd wytracił prędkość;
potem - a sądząc po dzwięku dopalaczy i silników manewrowych, był całkiem spory
- opadł ciężko na permabetonową alejkę tuż obok. Po chwili Voort usłyszał
za plecami łomot podkutych butów i donośny głos:
- Czy ten obywatel panią niepokoi?
Voort uznał, że może się wreszcie odwrócić.
Kilka metrów od śmigacza Treya stał wojskowy transportowiec; podniesione drzwi
ukazywały siedzących w środku trzech mężczyzn i kobietę w mundurach wojskowych
Galaktycznego Sojuszu. Pytanie zadał idący właśnie w ich stronę pilot śmigacza -
dobrze zbudowany, wysoki mężczyzna, trzymający znacząco dłoń na rękojeści
schowanego w kaburze blastera.
Voort westchnął ze znużeniem. Był na Coruscant zaledwie pół godziny i już miał
dostać bęcki...
- Ratunku! - krzyknęła piskliwie Myri, wyminęła Voorta i schowała się za plecami
pilota, który położył jej dłonie na ramionach w geście tyleż pokrzepienia,
co uznania dla sprawnego działania własnej grupy. Pozostała trójka zatrzymała
się koło Voorta, który spojrzał na swoją wspólniczkę. Jego oczy pytały:  Mam
im spuścić łomot czy dać się sprać?
Stojący koło Voorta żołnierze wybałuszyli nagle oczy, wlepiając wzrok w jego
niedoszłą ofiarę.
Gdy znów na nią spojrzał, zobaczył, że dziewczyna wbija łokieć w splot słoneczny
swojego pocieszyciela. Jak tylko żołnierz zgiął się z jękiem wpół, machnęła
ręką, nakazując Voortowi, żeby padł na chodnik.
Posłuchał. Uderzył w permabetonową powierzchnię z takim impetem, że wyparło mu
dech z piersi. Zastanowił się przelotnie, czy maska, którą nosił, żeby zmienić
rysy pyska, nie odpadnie mu przy tym.
%7łołnierz na przedzie zgiął się nagle, trafiony prosto w pierś wystrzelonym ze
śmigacza Treya strzałem ogłuszającym. Uderzył w chodnik tak samo mocno jak
Strona 16
Aaron Allston - Cios łaski
Voort - może nawet mocniej, bo nie spodziewał się ataku, podczas gdy ten, który
pocieszał wcześniej Myri, starał się bezskutecznie wyszarpnąć z kabury
blaster. W przeciwieństwie do niego, ona bez trudu dobyła z kurtki własną broń i
strzeliła, trafiając dokładnie w to samo miejsce, w którym kilka sekund
wcześniej wylądował jej łokieć. Mężczyzna zatoczył się bezwładnie na burtę
transportowca i runął jak długi na chodnik.
Kobieta puściła się pędem w stronę śmigacza Treya, podczas gdy jej koledzy
rzucili się w poszukiwaniu schronienia za osłonę, jaką dawał transportowiec.
Nim jednak dopadła do maszyny, trafił ją kolejny strzał, powalając na kolana.
Myri dawała tymczasem nura do środka pojazdu, ostrzeliwując się po drodze
zaciekle; wkrótce ostatni z żołnierzy wypadł ze śmigacza, nieprzytomny.
Obok Voorta przemknął Trey z blasterem w dłoni i nie zwalniając kroku, wskoczył
na miejsce pasażera transportowca. Obejrzał się na niego zza oparcia.
- Bierz torbę! - krzyknął. Przemykające obok i ponad nimi z rykiem silników
śmigacze omijały ich teraz jeszcze większym łukiem.
Voort warknął, wyprostował się, wyszarpnął torbę z wnętrza niebieskiego śmigacza
i wrócił do wojskowego transportowca. Wskoczył do środka przez jedyne
otwarte drzwi - po stronie pilota, cisnął torbę Treyowi i aktywował swój
implant.
- Chyba trochę... - zaczął. - Trójko, mam wrażenie, że jakoś nam kuleje przepływ
informacji...
Siedząca z tyłu Myri odchrząknęła i głosem narratorki holowiadomości
zakomunikowała:
- Siódemko, na tym etapie operacji przejmujesz obowiązki pilota.
- Dziękuję. - Voort zatrzasnął drzwi, uszczelnił je i aktywował repulsory
transportowca, który szybko wzbił się w powietrze.
Trey rzucił swój karabin blasterowy i torbę Voorta na tylne siedzenie obok Myri,
a potem schylił się, znikając prawie całkiem pod panelem kontrolnym, spod [ Pobierz całość w formacie PDF ]