[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Chyba nie. Ci Baran Do wyrządzają też krzywdę samym sobie. Włażą za jakimś
paranoikiem do tej dziury, udają martwych...
- No właśnie. Moc to energia życia. Ci Kel Dorowie, udając martwych, odrzucają życie.
Mimowolnie stają się martwi. Jak dużo szczęścia tu widziałeś? Ile entuzjazmu?
- Powiedziałbym, że to zdecydowanie ujemne wielkości. Dla nich liczą się tylko obowiązki,
nie szczęście.
Luke wrzucił ostatni większy kamień do wózka.
- A więc jeśli teraz uciekniemy, co się z nimi stanie?
Ben opadł ciężko na podłogę, zrezygnowany.
- Dalej będą wieść to swoje nędzne życie i nic się nie zmieni.
- Zgadza się.
- Sami są sobie winni.
- Powiedziane z całym współczuciem i altruizmem nastolatka, który wolałby robić coś
innego.
Ben uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Masz całkowitą rację.
W wolnym czasie Ben przystąpił do zgłębiania tajemnic pieczary.
Najpierw zajął się kwestią mechanizmu, którym rzekomo dysponował Ukryty, a który mógł
spowodować zasypanie tunelu prowadzącego na powierzchnię. Powiedziano im, że Ukryty może go
uruchomić poprzez Moc lub fizyczne działanie. Ben postanowił odnalezć przyrząd służący do tego.
Kiedy największa sala opustoszała, przeszukał tron Ukrytego i podwyższenie, na którym
stał. Wystarczyło mu parę chwil, żeby znalezć to, czego szukał. Tron, chociaż tak wyglądał, nie był
wcale wyrzezbiony z pojedynczego bloku białego kamienia; po bliższych oględzinach okazało się,
że jest złożony z kilku części, tak dobrze do siebie dopasowanych, że tylko z odległości paru
centymetrów można było dostrzec łączenie. Prawy podłokietnik unosił się na zawiasach, a pod nim
znajdował się pojedynczy guzik - okrągły, czarny, umieszczony w czerwonym zagłębieniu. To
musiało być to.
Ben zmarszczył brwi na widok swojego odkrycia. Czy umysł paranoika zadowoliłby się
jednym, łatwym do uszkodzenia guzikiem dla realizacji swojego ostatecznego dzieła?
Opuścił z powrotem podłokietnik i usiadł na podwyższeniu, obok tronu. Wolał nie siadać na
samym tronie; Ukryty, jako użytkownik Mocy, mógłby łatwiej wyczuć, że tu był, gdyby Ben zajął
siedzisko będące symbolem jego władzy.
Ben się odprężył, pozwalając, żeby Moc przez niego przepływała. Myślał tylko o
znajdującym się obok guziku, poszukując wszystkiego, co mogło mieć z nim jakiś związek -
obrazów, wizji przyszłości...
Do góry.
Ben spojrzał w górę. Na nieregularnym kamiennym suficie cztery metry wyżej zobaczył
jedynie cienie, ale coś go tam przyciągało. Podniósł się, stanął na podłokietniku tronu, który
dopiero co zamknął, i odbił się w górę, pomagając sobie Mocą.
Palcami chwycił krawędzie otworu, wielkości mniej więcej ludzkiej głowy, wydrążonego w
kamieniu dokładnie nad tronem. Zawisł tak na kilka chwil, czekając, aż jego oczy przywykną do
półmroku. Wreszcie to zobaczył - wypolerowany durastalowy walec, wystający ze skały
dwadzieścia centymetrów ponad nim.
Ben skupił się na walcu, starając się zrozumieć dzięki Mocy, jak on działa. Wyczuwał jego
długość - jeszcze niemal cały metr ukryty był w kamieniu - i znajdującą się nad nim maszynerię:
proste mechaniczne części wykonane z trwałych metali.
Sprawa była całkiem łatwa. Wepchnąć walec do środka, niczym tłok, a jego zetknięcie z
czymś w górze prześle sygnał, który zdetonuje ładunki w tunelu. Ben wątpił, czy nie widząc
urządzenia, zdołałby je uszkodzić. W zamyśleniu zeskoczył z powrotem na podwyższenie.
W sali, gdzie regularnie trenował z Charą sztuki walki, znalazł w suficie takie samo
urządzenie. A w sypialni, gdzie spał razem z Lukiem i czterema Kel Dorami, kolejne. Następnego
dnia Ben ustalił, że w każdym większym pomieszczeniu znajduje się po jednym takim przyrządzie.
Najwyrazniej Ukrytemu zależało, żeby zasypać wszystkie pieczary, gdyby czuł taką potrzebę.
Pózniej tego samego dnia Luke przyszedł na trening sztuk walki. Niewielu Kel Dorów w
nim uczestniczyło. Pojawił się Chara; zajęcia prowadziła Ithia, która była przy kontenerze Bena,
kiedy dotarli do pieczar. Jeden Kel Dor, młodszy od innych, siedział tylko i patrzył.
Ben walczył przez kilka minut na kije z Charą. Chara miał wciąż znacznie większą wprawę
w posługiwaniu się tą bronią, ale Ben bronił się dłużej i zadał więcej dobrych ciosów, niż kiedy
mierzył się po raz pierwszy z Charsae Saalem.
Następnie Ithia stanęła w szranki z Charą. Nie ulegało wątpliwości, że to przeciwnicy
znający się od wielu lat, ponieważ Ithia natychmiast dopasowała swój styl walki do Chary. Jej styl
był bardziej płynny i oparty na unikach, jego bardziej agresywny i bezpośredni; kontrast był
wyrazny i Ben z przyjemnością przyglądał się ich poczynaniom.
- Jestem Luke Skywalker - zwrócił się Luke do młodego Kel Dora obserwującego sparing.
Młodzieniec spojrzał na niego, skrępowany.
- Jestem Wyss.
- Jesteś młodszy niż większość Kel Dorów tutaj.
Wyss pokiwał głową, kierując ponownie uwagę na Ithię i Charę. Bezwiednie odsunął się od [ Pobierz całość w formacie PDF ]