[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Tym lepiej - odpowiedziałem - jeśli masz to w dupie. Przy najbliższych
ćwiczeniach spróbujesz mnie katować i zacznę wypluwać, co wiem. Wtedy
przekonamy się, co się stanie. Dobrze zrozumiałeś? Dasz mi znak, gdy będziesz
chciał, żebyśmy zaczęli.
I wyobrazcie sobie, Skoday nigdy nie dał mi takiego znaku. A wracając do
mego opowiadania o wysłanniku z liścikiem miłosnym, usiadłem sobie na kamieniu,
by patrzeć, jak Skoday wdeptuje go w błoto. Kutas tak oberwał za to, że zażądał ode
mnie forsy, że gdy wracał do koszar chwiał się jak pijany. Wsadzono go do pudła za
opilstwo. Ale ten epizod dowodzi, że jakiś drobiazg może mieć nieoczekiwane
konsekwencje. Typek został przeniesiony do batalionu w Heubergu, gdzie został
zabity przez granat mozdzierzowy, a wszystko dlatego, że zaproponował pewnej
laseczce, że będzie jej postillon damour i zażądał ode mnie dwóch marek. Gdyby
pilnował swojego nosa, pozostałby w 929. Batalionie w Sennelager. Być może
wysłano by go do Rosji, gdzie padłby pod kulami partyzantów i pośmiertnie
otrzymałby Krzyż %7łelazny. Spocony kamieniarz wyryłby jego imię na kamieniu przy
wjezdzie do Sennelager, wraz z innymi bohaterami i co roku, ci z batalionu, którzy
przeżyli, zbieraliby się, by złożyć kwiaty na jego grobie, wygłaszając piękne mowy o
dzielnych obrońcach ojczyzny, a następnie szliby do burdelu. A wszystko stało się
inaczej. Jego śmierć spowodowała dochodzenie i dowódca kompanii miał
zawracanie głowy, że nie podjął podczas strzelania należytych środków
bezpieczeństwa. Wywołało to w batalionie cholerną rozróbę. Ileż listów wymieniono
między kompanią, batalionem, pułkiem i plutonem! %7łona tamtego o mały włos nie
została wykończona w obozie koncentracyjnym. Zażądała odszkodowania za utratę
swego małżonka. Nigdy nie powinna była tego robić. Przede wszystkim pojawiła się
w czasie, gdy Hauptfeldwebel jadł śniadanie. Tak się przestraszył, że połknął
rolmopsa w poprzek. Położono go na biurku, by móc walić go po plecach. Rolmops
wyskoczył i szybując w powietrzu wylądował na pięknym dokumencie, który z
wielkim wysiłkiem sporządzono. Hauptfeldwebel prawie się udusił z wściekłości.
Jego złość jeszcze się zwiększyła, gdy dowiedział się, kim ona jest i czego chce.
Cisnął jej w twarz kiełbasę, wyjąc: - Chcesz odszkodowania, cipo?! To ty
powinnaś zapłacić nam odszkodowanie za to całe kurewstwo, które twój tak zwany
mąż zwalił nam na głowę! I masz tyle bezczelności, by przychodzić tutaj i zawracać
nam głowę. Popatrz! - ryknął, pokazując zbrukany dokument. - A do tego
próbowałaś mnie udusić. To ma swoją nazwę. Sabotaż, sabotaż! Daję ci dziesięć
sekund, byś znikła sprzed moich oczu, zanim wezwę żandarmerię.
Biedaczka zrozumiała, że wdepnęła w coś, co ją przerasta. Odeszła ze śmiercią
w duszy. Powoli zaczęła zdawać sobie sprawę, że dzięki swemu mężowi należy
obecnie do pariasów społeczeństwa. Na dworcu postanowiła, że rzuci się pod
pociąg. Była straszliwie naiwna i miała nadzieję, że upadnie w taki sposób, by pociąg
przejechał nad nią.
- Chciała znalezć się między szynami, tak jak my, gdy pociąg zaskoczył nas w
tunelu? - krzyknął Mały.
- Dokładnie tak. Tyle tylko, że ze wszystkich pociągów wybrała ekspres Nr
914 z Kolonii. Powinna była przed tym zapoznać się z rozkładem jazdy.
I oto stoi na peronie, w kapeluszu z żółtymi piórami na głowie, czekając na
pociąg. Zobaczyła, jak wyjeżdża zza zakrętu. Dwie latarnie, patrząc jej prosto w
twarz, mrugnęły jeden raz, jakby chciały jej powiedzieć: - Odwagi, stara! Usłyszała
trzykrotny gwizd, niby wezwanie Trójcy Zwiętej. Wzięła to za dobry omen. Ale
czekało ją nieszczęście. Ekspres rozciął ją na dwoje. Gdy koła po niej przejechały,
uderzenie było krótkie. Miała to szczęście, że zginęła na miejscu, w przeciwnym
razie miałaby kłopoty. Z powodu tego wydarzenia ekspres miał trzygodzinne
opóznienie. O mały włos uniknął zderzenia z pociągiem towarowym. Trzeba było
mu zmienić trasę, a sprawa była poważna, gdyż był to pociąg amunicyjny, Ale
najgorsze było to, że pewien generał podróżujący ekspresem nie przybył na czas na
pożegnalną paradę 47. Pułku Piechoty i nie mógł wbić gwozdzia w drzewce jego
sztandaru. Wobec tego pułk musiał odjechać na front bez sztandaru. Ludzi tak to
zdeprymowało, że dezerterowali do Greków podczas bojów w dolinie Strumy.
Pózniej nasi uwolnili ich z obozu jeńców i natychmiast wsadzili do obozu
koncentracyjnego w Karpatach, gdzie cała grupa została po części powieszona, po
części rozstrzelana. Nazwano to  buntem i nielegalnym kontaktem z
nieprzyjacielem . Utworzono nowy 47. Pułk, ale ta liczba musiała przynosić pecha,
bo nowi żołnierze zdezerterowali do Rosjan i zostali przez nas wyzwoleni w [ Pobierz całość w formacie PDF ]