[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Poczekaj.
Gagne podszedł do przypominającej plaster miodu półki, gdzie trzymane były akta i
zaczął szukać w środkowej przegródce. Po chwili wyciągnął teczkę i zaczął przeglądać jej
zawartość. Czekałam cierpliwie.
 Dokonaliśmy porównania, ale nie napisałem jeszcze raportu.
 Jakie są wyniki?
 Sekwencja zgadza się w stu procentach.
 Nie ma żadnych wątpliwości?
 Mais, oui.  Robert uniósł brwi.  Zarówno oko, jak i tkanki pochodzą od jednej osoby.
Albo brata blizniaka, dodałam w duchu. Podziękowałam Robertowi za pomoc i wróciłam
do siebie.
Moje podejrzenia okazały się słuszne. Gałka oczna należała do któregoś z braci
Vaillancourtów. Któryś ze %7łmij musiał ją znalezć i zatrzymać w charakterze upiornej
pamiątki. Pytanie, kto podrzucił ją do mojego samochodu?
Przez drzwi usłyszałam dzwięk telefonu. W ostatniej chwili dopadłam aparatu, dzwonił
Marcel Morin, który pracował piętro niżej.
 Brakowało nam ciebie na spotkaniu.
 Przepraszam.
Marcel od razu przeszedł do rzeczy. W tle słyszałam głosy i wycie piły Strykera:
 Dwa tygodnie temu do brzegu przybił statek. Wyładowano z niego kilkanaście
kontenerów do naprawy.
 Takie duże, które ładuje się na osiemnastokołowce?
 C est a. Wczoraj robotnicy otworzyli jeden z nich i znalezli we wnętrzu ciało. Kapitan
uważa, że to pasażer na gapę, ale nic więcej nie potrafi nam powiedzieć.
 Pod jaką banderą pływa statek?
 Malezyjską. Zacząłem przeprowadzać autopsję, ale ciało jest w tak kiepskim stanie, że
wiele nie zdziałam. Chciałbym, abyś zeszła do mnie i rzuciła okiem na szczątki.
 Zaraz do ciebie przyjdę.
Kiedy odłożyłam słuchawkę i przeszłam do laboratorium, zastałam Jocelyn pochylona
nad stołem. Ubrana była w siatkowe pończochy i spódniczkę tak krótką, że mogłam dostrzec
ich ciemniejsze podwiązki. Kiedy usłyszała skrzypnięcie drzwi, wyprostowała się i odwróciła
w moją stronę.
 Doktor Morin prosił, abym to pani przekazała. Kiedy wyciągnęła dłoń w moją stronę,
jej kolczyki, w których jakiś mały ptaszek mógłby spokojnie uwić sobie gniazdo, zabrzęczały
niczym chińskie dzwonki.
Podeszłam bliżej, wzięłam arkusz, zastanawiając się, czemu Morin sam nie zostawił go
na moim biurku.
 Zabójcza, fryzura  powiedziała Jocelyn. Jej głos był płaski i monotonny, nie mogłam
wyczuć, czy mówi szczerze, czy złośliwie. Twarz dziewczyny była blada, a oczy podkrążone
i zaczerwienione.
 Dziękuję, Jocelyn  powiedziałam, nie chcąc być wścibska.  Wszystko w porządku?
Z początku dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby nie zrozumiała pytania. Dopiero po
chwili wzruszyła ramionami i mruknęła:
 Którejś wiosny ta alergia mnie zabije, ale na razie nic mi nie jest.
Rzuciła mi jeszcze jedno dziwne spojrzenie i wyszła.
Zapakowałam szczątki Osprey do pudła, a resztę poranka spędziłam nad ciałem
malezyjskiego pasażera na gapę. Morin nie przesadzał, większość tkanek miękkich stała się
własnością robactwa.
Około południa wróciłam do gabinetu i zastałam Kita siedzącego na moim fotelu, z
nogami na parapecie i kapeluszem, którego nie powstydziłby się Frank Sinatra, na głowie.
 Jak się tutaj dostałeś?  spytałam, próbując ukryć zaskoczenie w głosie. Kompletnie
zapomniałam o tym, że za pośrednictwem kartek na drzwiach lodówki umówiliśmy się na
obiad.
 Zostawiłem prawo jazdy strażnikowi i wpuścił mnie do środka  wyjaśnił, pokazując na
błękitną plakietkę odwiedzającego.  Siedziałem i czekałem na korytarzu, ale jedna z pań
zlitowała się nade mną i wpuściła mnie do środka.
Zakręcił się w fotelu i podjechał do mnie.
 Rany!  wykrzyknął, przyjrzawszy mi się dokładniej.  Zabójcza fryzura. Nie zrozum
mnie zle, jest... fantastyczna! Mówię poważnie, wyglądasz młodziej.
 Ruszajmy  odparłam, biorąc sweter z wieszaka, miałam już dość komentowania mojej
nowej fryzury.
Znalezliśmy sobie miejsce w niewielkiej cichej restauracji, gdzie przy frytkach i
kanapkach Kit opowiedział mi o dniu spędzonym z Crease em i wyprawie na pchli targ,
której punktem kulminacyjnym było kupienie kapelusza. %7ładnych figurek Madonny czy
starych przynęt... Po powrocie do Montrealu zjedli wędzoną wołowinę u Bensa, a potem
Crease zabrał Kita do redakcji.
 O czym rozmawialiście?
 Ten gość jest nie z tej ziemi  powiedział Kit, przełykając kanapkę z szynką i serem. 
No i jest zakręcony na punkcie motocykli.
 Zadaje ci dużo pytań?
Byłam ciekawa, czy Crease próbuje wyciągnąć z Kita jakieś informacje o moim
śledztwie. Wojna pomiędzy gangami motocyklistów stała się tematem numer jeden w
gazetach.
 Coś tam go interesowało.
Kit sięgnął po papierową serwetkę, która znajdowała się w metalowym pudełku na skraju
stołu. Wytarł usta z sosu, a ja zapytałam:
 Co na przykład?
Kit zmiął chusteczkę i wyrzucił ją do kosza, a zaraz potem sięgnął po kolejną.
 Różne rzeczy. Gość jest niesamowity, interesuje go praktycznie wszystko.
Coś w jego głosie powiedziało mi, że Lyle Crease był dla mojego siostrzeńca nowym
idolem. Pomyślałam, że jakoś to przeżyję, zwłaszcza że spychał tym samym Kaznodzieję na
dalszy plan.
Po obiedzie Kit zapytał, czy może wrócić do laboratorium. Choć spieszno mi było zająć
się dalszymi oględzinami szkieletu, przystałam na jego prośbę. Obiecałam oprowadzić go po
budynku, ostatecznie też mogę być fajna.
Podczas całej tej wycieczki, Kit odezwał się tylko dwa razy. Jego słowa przypomniałam
sobie znacznie pózniej i nieraz łajałam się w myślach za to, że nie wyciągnęłam z nich
odpowiednich wniosków.
 Co to za dziwadło?  spytał na widok Jocelyn, która kserowała dokumenty.
 Pracuje czasowo jako asystentka  odparłam. [ Pobierz całość w formacie PDF ]