[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zagłębieniu w piaszczystej ziemi.
- Cholera - jęczy, po czym się śmieje. - Przy takiej
pogodzie trudno nie być szczęśliwym. Ciężko mi grać przeciw
przyjaciołom, bo chciałabym, żeby im też poszło jak najlepiej.
Lubię golfa, bo to gra dżentelmenów, honorowa.
Mary podlicza punkty. To zawsze jej zadanie, tak jak
sprawdzanie rachunku w restauracji. Prowadzi także księgi
finansowe dla kobiet Jewelii.
Kieruje rozmowę z powrotem na temat raka piersi:
- Zastanawiasz się, dlaczego ty jeszcze tu jesteś, skoro tak
wiele innych kobiet umarło. Czujesz, że twoje życie powinno
coś znaczyć. Ja oddałam się zbieraniu pieniędzy na walkę z
rakiem. Każdego roku zbieram ponad pięć tysięcy dolarów.
Nie dostaję nic od przyjaciół, którzy mieszkają w domach
wartych miliony dolarów i pięciodolarówki od ludzi żyjących
z zasiłku. O tych, którzy nie dają, zawsze myślę: zostało nam
tak mało czasu. Po co być samolubnym?
Rak dał mi szansę stania się lepszym człowiekiem. Kiedy
ludzie nagle umierają, mogą pozostawić po sobie bałagan.
Zwiadomość, że umrzesz, to dar. Po co czekać aż do tego
momentu, żeby powiedzieć ludziom, co do nich czujesz?
Gdybym umarła dziś, niewiele słów pozostałoby
niewypowiedzianych. Hojność nie polega tylko na dawaniu
pieniędzy, ale na dawaniu siebie, Twojego czasu, słów. Teraz
ściskam ludzi tak, jakbym nigdy nie miała ich puścić.
W latach sześćdziesiątych zajmowałam się polityką.
Maszerowałam w demonstracjach antybombowych,
uczestniczyłam w wiecach w People's Park w Berkeley
(People's Park w Berkeley - park położony niedaleko
Uniwersytetu Kalifornii, w którym każdy student mógł
wypowiedzieć się publicznie. Utworzony w czasach
radykalnego aktywizmu politycznego póznych lat
sześćdziesiątych.) - robiłam wszystko, nie byłam tylko
aresztowana. Ale straciłam zapal. Nie stałam się zagorzałym
yuppie, tylko wsiąkłam w korporacyjny świat, ogarniała mnie
coraz większa apatia. Kiedy byłam hippiską, czułam, że
pomagam coś zmienić. To uczucie zaczęło powracać, gdy
rozpoczęłam kwestę na rzecz raka piersi i przy tych kobietach
jest coraz silniejsze. Zapał Jonell jest zarazliwy. Dzięki grupie
czuję się bardziej zaangażowana, żywsza. Odkrywam, że
życie znowu staje się moją pasją. Tysiąc dwieście dolarów,
które wydałam na naszyjnik, było moją najlepszą inwestycją
w życiu.
Mary Karrh jechała na następne spotkanie
podekscytowana. Była zadowolona z tego, co osiągnęły razem
z Jonell i doktor Roz: w cztery godziny zredukowały
dokument do siedmiu stron napisanych prostym językiem i
uczyniły umowę mniej restrykcyjną. Przesłała mailem
poprawioną wersję do pozostałych udziałowców. Trochę
niepokoił ją fakt, że żadna z adresatek nie odpowiedziała, ale
wciąż była pełna optymizmu i nadziei.
Już po kilku minutach oficjalnej części spotkania
wiedziała, że prostsza umowa nie zostanie zaakceptowana.
Kobiety nawet nie chciały o niej rozmawiać. Ich lekceważenie
rozczarowało Mary.
Jonell załamało. Czuła się jednocześnie zdradzona i
porzucona przez przyjaciółki. Po raz kolejny usiłowała
przeforsować swoje zdanie i znowu natrafiła na mur równie
twardy jak brylant, od których to wszystko się zaczęło.
Ciało Jonell zesztywniało. Usta jej drżały, gdy próbowała
powstrzymać łzy. Emocje podpowiedziały jej, że pora się
poddać, intelekt - że grupa nie przetrwa, jeśli dalej będzie się
upierać przy swoim.
- Róbcie, co chcecie - powiedziała. - Ja skończyłam.
Umowa zawiązania spółki stała się punktem zwrotnym:
nastąpił koniec grupy Jonell i nadszedł czas grupy. Jonell
chciała zobaczyć, co się stanie, kiedy zbierze razem trzynaście
bab z jajami. Teraz widziała: razem stanowiły siłę. Wspólnie
ją przegłosowały. Od samego początku chciała, żeby grupa
okazała się silniejsza niż jednostka, ale nigdy by nie
pomyślała, że tą jednostką będzie właśnie ona. Nigdy nie
sądziła, że głos grupy stanie się silniejszy niż jej głos.
Podpisała dokument, który naruszał wszystko, w co
wierzyła, i przez kilka miesięcy nie mogła dojść do siebie.
Nigdy więcej nie wspomniała o spółce z ograniczoną
odpowiedzialnością.
Grupa ruszy dalej, a Jonell razem z nią. Po raz kolejny
dokładnie to, co sprawiło ból Jonell, okazało się początkiem
czegoś cudownego dla całej trzynastki.
Rozdział dziewiąty
Nancy Huff, entuzjastka
Uczy się lepiej bawić
Po porannym, sześciokilometrowym spacerze Jonell, Patti
i Dale zatrzymały się w Palermo. Zwykle Nancy Huff
przyłączała się do  Walkie Talkies" - jak je nazywali
niektórzy mieszkańcy - ale dziś musiała pojechać wcześniej
do biura. Tego wrześniowego poranka brylanty lśniły na
czarnej koszulce z lycry Jonell. Niedawno dostała naszyjnik
po raz drugi.
Jej umysł sparaliżowany kwaśnym posmakiem
pozostawionym przez dyskusję o spółce sześć tygodni temu
znowu zaczął pracować. Inni mogą sobie otaczać grupę
prawniczym murem, uznała, ale to ona wymyśli, jak szerzej
rozpropagować prawdziwą misję naszyjnika.
Rosslyn Nikala, dwudziestosiedmioletnia kelnerka za ladą, [ Pobierz całość w formacie PDF ]