[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poznał tego człowieka, lecz rzadko coś mówił. Trilby niepokoiło to, że tak niewiele mówił na ten
temat i zastanawiała się, ile naprawdę wiedział.
Studenci archeologii przyjechali w pierwszym tygodniu kwietnia. Była to wesoła,
szczęśliwa grupa młodych mężczyzn. Aż do ostatniej chwili Trilby miała nadzieję, że Sissy z nimi
przyjedzie, ale z pociągu w Douglas wysiadł tylko McCollum w towarzystwie kilku młodych
mężczyzn.
- Chciałem, żeby panna Bates z nami przyjechała - powiedział McCollum na swój
jowialny, bezceremonialny sposób. - Musiałem jednak poruszyć kwestię przyzwoitki i jej matka
uważała, że podróż w towarzystwie tylu młodych, nieżonatych mężczyzn, jest niewłaściwa. Sama
Sissy podporządkowała się tej decyzji - dodał na wypadek, gdyby Trilby nie zrozumiała, o co
chodzi.
A więc Sissy nie chciała przyjechać. Prawdopodobnie wiedziała, że Naki nie ustąpi ani na
cal, i robiła to, co uważała za najlepsze dla nich obojga. Trilby posmutniała.
Bardzo chciała zobaczyć się z przyjaciółką. Cudownie by było móc z kimś porozmawiać,
zwłaszcza że między nią a Thornem panował taki chłód. Sissy nie wiedziała o nieobecności
Nakiego ani o tym, że zaczęli podejrzewać, jaka jest tego przyczyna. Nie było, oczywiście,
żadnego potwierdzenia, że znajduje się w Meksyku, ale wydawało się to bardzo realne.
- Mam dla pani listy od panny Bates i jej brata - powiedział McCollum, podając je z
uśmiechem. - Przesyłają pani serdeczne pozdrowienia.
- Jak się wszyscy czują? - zapytała Trilby, nie mając nikogo szczególnego na myśli. Była
aż nadto świadoma obecności ponurego Thorna stojącego tuż za Craigiem McCollumem.
- Mam wrażenie, że młody Ben ma zamiar wrócić tu i szukać szczęścia jako kowboj. -
Roześmiał się. - A Richard... - zawahał się, rzucając spojrzenie na Thorna.
- W porządku. Powiedz jej - zachęcił go ponuro Thorn.
- On... cóż, przysłał Trilby list.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, rzucę na niego okiem - powiedział Thorn.
- Mam - wtrąciła się Trilby, patrząc na niego z wściekłością. - To mój list!
- Jesteś moją żoną - powiedział Thorn i jego oczy zabłysły groznie. - Zabraniam ci
otrzymywać miłosne listy od innych mężczyzn!
McCollum sprawiał wrażenie, jakby czuł się niezręcznie.
I tak właśnie było. Bates zmusił go do wzięcia tego listu, a tymczasem okazało się, jak
bardzo Thorn jest zazdrosny o swoją młodą żonę.
- Muszę go znalezć - powiedział Thornowi. - Jest zapakowany.
- Wobec tego dasz mi go, kiedy dojedziemy do domu - powiedział Thorn. Z trudem starał
zachować zimną krew; był naprawdę wściekły. Cholerny Richard!
Trilby nie była pewna, czy Richard powinien pisać do niej listy; przecież wiedział, że jest
zamężna. Niepokoiło ją to prawie tak samo jak nieuzasadniony gniew Thorna.
Wyglądało to tak, jakby pragnęła otrzymać list od Richarda!
McCollum uśmiechnął się przepraszająco do Trilby.
- Jestem archeologiem, nie dyplomatą - powiedział. - Mam nadzieję, że nie sprawiłem
pani problemów. - Miał ciemne oczy o bardzo długich rzęsach i szczupłą, wyrazistą twarz. Był
równie wysoki jak Thorn, ale bardziej krępy.
- Nie, oczywiście że nie - powiedziała. - Bada pan starocie, prawda? - zapytała. - Tak jak
szkielety dinozaurów?
McCollum jęknął.
- To paleontologia, nie archeologia.
- Jeśli będzie pani mówić takie rzeczy, wrzuci panią do jakiegoś szybu - powiedział lekko
rozbawiony jeden z jego studentów. - Jak na człowieka nauki jest bardzo gwałtowny.
Nieprawdaż, profesorze McCollum?
- Jeśli chcesz u mnie zdać egzamin, Haskins, lepiej traktuj mnie z odpowiednim
szacunkiem - powiedział żartobliwie McCollum. - Na kolana, człowieku, i błagaj o przebaczenie!
Trilby zaczęła się rozglądać ostentacyjnie, ocieniając dłonią oczy.
- Czego pani szuka? - zapytał McCollum.
- Ludzi ze sznurami.
McCollum roześmiał się. Miał głęboki, miękki głos.
- Rozumiem. Ma pani poczucie humoru, pani Vance.
Bez wątpienia przydaje się pani, jeśli mieszka pani z Thornem.
Thorn obrzucił go wściekłym spojrzeniem.
- Mam bardzo łagodne usposobienie.
McCollum skinął głową.
- Podobnie jak grzechotnik, którego głowę wsadzono do dołu ze smołą.
Trilby zaczęła się śmiać, aż trudno jej było przestać. Po chwili Thorn wymamrotał coś na
temat konieczności doglądnięcia wyładowania bagażu.
- Poczekaj, pomogę ci w tym - rzucił McCollum i ruszył w ślad za nim.
- Nie jest taki szorstki, kiedy się go już pozna - powiedział Haskins, student.
- Poznałam go już przelotnie - odparła uprzejmie Trilby.
- Czy jest żonaty?
- Jest wdowcem - powiedział Haskins. - Ma mniej więcej dwunastoletniego syna, który
przez większość czasu przebywa u jego siostry. Nie za dobrze się rozumieją.
- Lubi go pan? To znaczy doktora McColluma.
- Wszyscy go lubimy - odparł Haskins. - Bardzo dużo wie i pomimo swojego szorstkiego
sposobu bycia jest bardzo miłym człowiekiem. - Ruchem ręki wskazał kilku innych dobrze
ubranych młodych mężczyzn. - To pozostali członkowie grupy: Harry, Sid, Marty i Darren. Są
bardzo fajni. Wie pani, my wszyscy już kończymy studia, nie jesteśmy z pierwszego roku. Dla
większości z nas ta praktyka z archeologii jest tylko powtórką, a główny cel tej wyprawy to
antropologiczne badania miejscowych Apaczów, szczególnie wykopaliska w dawnych ruinach
Hohokamów.
Doktor McCollum powiedział, że kiedy skończymy ten kurs, całkowicie zawładnie nami
antropologia i archeologia!
- Panie Haskins, ani trochę w to nie wątpię - powiedziała Trilby i uśmiechnęła się do
niego.
17
Trilby miała nadzieję, że zanim dojadą do Los Santos, zobaczy, co napisał Richard.
Okazało się to jednak niemożliwe, gdyż jechali z nimi samochodem studenci McColluma, a kilku
innych w wynajętym samochodzie za nimi. Kiedy dotarli na ranczo, Thorn zażądał pokazaniu
mu listu, jeszcze zanim zaprowadził swoich gości na kwatery.
McCollum bezgłośnie przeprosił Trilby, po czym wyjął list z walizy i niechętnie wręczył
Thornowi. Wymamrotał coś o tym, że musi porozmawiać z Haskinsem, i zostawił ich sam na
sam.
- To mój list - zaprotestowała Trilby.
Thorn popatrzył wprost na nią i otworzył go.
- A ty jesteś moja - odparł beznamiętnie. - Dopóki jesteśmy małżeństwem, nie pozwolę
na to, byś dostawała listy od innych mężczyzn.
List był pełen żalu i przeprosin. Richard napisał, że twarz Trilby, takiej, jaka była, kiedy
wyjeżdżał, prześladuje go do tej pory. Prosił, żeby do niego napisała; chciał wiedzieć, że u niej
wszystko w porządku. Ma za męża dzikusa - podkreślił to słowo - więc może potrzebować [ Pobierz całość w formacie PDF ]