[ Pobierz całość w formacie PDF ]

policja, aby zażądać wyjaśnień w sprawie jednego ze sfałszowanych
przezeń środków płatniczych. Oszust naj widoczniej nie miał mocnych
nerwów niezbędnych mordercy, bo zastrzelił się, zanim jeszcze policjanci
zdążyli przyjść do słowa. Najwidoczniej sądził, że odkryto jego zbrodnię
w Kenley. Zbrodnię faktycznie odkryto, jednak w tak dziwnych
okolicznościach, że prawdopodobnie sprawca nigdy nie trafiłby przed sąd,
gdyby tylko zachował nieco zimnej krwi. Krótko po śmierci Erica Tombe
jego matce zaczęło się śnić, że jej syn nie żyje i że jego ciało leży w
dole z kamienną płytą na twarzy, a ściślej biorąc, na ustach. Od
dłuższego czasu nie miała kontaktu z synem, nie wiedziała ani gdzie
przebywał przez ostatnie lata, ani że prowadził do spółki z tamtym
człowiekiem koński interes.
Pod wpływem nalegań żony ojciec Eryka wybrał się na poszukiwania syna. W
końcu trafił do stadniny w Kenley, gdzie ślad się urywał. Rodzina Tombe
zwróciła się więc do władz. Nie trzeba wyjaśniać, co sądzi policja o
zbrodniach, które się komuś przyśniły. Mimo to w końcu poddano
przeszukaniu teren stadniny koni, prawdopodobnie głównie po to, aby się
wreszcie odczepić od  rozhisteryzowanych rodziców". Przy tej okazji
odnaleziono zwłoki.
Czcze byłyby spekulacje na temat możliwego dalszego toku tej sprawy,
gdyby sprawca nie wpadł w panikę. Nie są czcze natomiast inne spekulacje
w związku z kwestią, jak matka Tombe'a mogła śnić o morderstwie po jego
dokonaniu?
Nawet gdyby zignorować opóznienie w czasie albo przyjąć założenie, że
informacja ta po prostu kilka dni drzemała w podświadomości pani Tombe,
to jednak nie może tu chodzić o telepatyczny kontakt między umierającym
synem a jego matką. Eric Tombe został bowiem zabity od tyłu ze strzelby
śrutowej, w żadnym razie nie mógł widzieć swojego wspólnika-mordercy, a
śmierć nastąpiła tak nagle, jak to jest nieuniknione przy strzale w
potylicę.
Skąd więc pochodziła ta informacja?
Wówczas można było przejść nad tym pytaniem do porządku. Sprawca sam
sobie wymierzył sprawiedliwość, czego jeszcze można było chcieć?
Propozycję powołania się na treść snu jako na dowód przed sądem w
procesie o morderstwo każdy prokurator potraktowałby jako osobistą
zniewagę.
Czasami jednak nie daje się uniknąć takich przykrości. W 1979 r.
sędziowie i przysięgli stanu Illinois stanęli przed drażliwym zadaniem
oceny zeznania złożonego przez ducha. Obrońca zgłosił od razu sprzeciw z
uzasadnieniem, że duchy nie są dość wiarygodne, jednak sędzia Frank W.
Barbero sprzeciw oddalił.
Przysięgli, co zrozumiałe, czuli, że sprawa ich przerasta. Nie doszło do
wydania werdyktu i przypadek ten musiał być ponownie rozpatrzony. W
drugim postępowaniu oskarżony Allan Showery został uznany za winnego.
W aktach sprawy zostały utrwalone dziwne okoliczności tego procesu,
który nie miał precedensu w bogatej historii amerykańskiego wymiaru
sprawiedliwości. Teresita Basa, 48-letnia pielęgniarka pochodzenia
filipińskiego, została 21 lutego 1977 r. brutalnie zamordowana w swoim
mieszkaniu w Evanston (Illinois). Sprawca, który włamał się do domu,
pozbawił ją przytomności chwytem judo, rozebrał i zasztyletował z taką
pasją, że nóż dosłownie przebił ją na wylot. Następnie ułożył zwłoki w
pozycji każącej domyślać się zgwałcenia i podpalił mieszkanie, aby
zatrzeć ślady.
Ten zamiar się powiódł, toteż policja błądziła po omacku.
Dwa tygodnie pózniej jedna z koleżanek Teresity ze szpitala Edgewater,
gdzie pracowała zamordowana, powiedziała do terapeutki Remy Chua:
 Teresita musi się przewracać w grobie. Szkoda, że nie może powiedzieć
policji, kto to zrobił".
Chua, również Filipinka, odpowiedziała z całą powagą:  Ona może do mnie
przyjść we śnie, ja się nie boję".
Kilka dni pózniej jej odwaga została wystawiona na próbę, Teresita
bowiem rzeczywiście zaczęła się śnić Remy Chua. Pewnej nocy mąż tej
ostatniej słyszał, jak Remy mówiła przez sen dziwnym głosem:  Ja jestem [ Pobierz całość w formacie PDF ]