[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sobie zabawy piłeczką golfową, a mę\czyzna z paczuszką przeszedł na drugą stronę
ulicy i oddalił się.
Wszystko trwało nie więcej ni\ dwadzieścia sekund.
- Dobrze pomyślane, prawda? - powiedziała Jeanie. - Stara inkasuje forsę.
Piętnaście dolarów za dozę heroiny. Kupiec podchodzi do wcześniej przygotowanego
śmietnika i bierze towar. Chłopak jest tu po to, \eby sprawdzać, \e bierze tylko tyle,
za ile zapłacił. Nie mam cienia wątpliwości, \e w kieszeni trzyma brzytwę. Stara coś
do niego krzyczy, podając mu ilość sprzedanego towaru. Mają swój kod. To o wiele
bezpieczniejsze, ni\ spotkania w toaletach barów. Je\eli pojawi się policja, nikt nie
ma przy sobie narkotyków. Przysięgną, \e jakiś ścigany typ podrzucił je do śmietnika.
Genialna prostota! Malko zdumiony był tak sprawną organizacją.
CIA stosowała najrozmaitsze wybiegi. Pomyśleć, \e w tej właśnie chwili
ambasador nadzwyczajny Pakistanu wygłaszał mowę-rzekę przed Zgromadzeniem
Ogólnym Narodów Zjednoczonych, aby zyskać na czasie i umo\liwić przyłapanie
drobnego handlarza narkotyków, w którego rękach spoczywa los głosowania.
W ka\dym razie, rozumowanie Malka było prawidłowe. O ile zdoła
przeprowadzić plan kontrataku.
Ilu\ delegatów dr\ało o los członków swojej rodziny?
Operacja  Terror została przeprowadzona bez zarzutu. Do FBI nie wpłynęła
jeszcze ani jedna skarga. Co do Dawida Mugali, to wrócił do domu święcie
przekonany, \e nie puścił pary z ust. Malko nie potrafił wyzbyć się lęku. śycie wielu
osób znalazło się w jego rękach i, choć wiedział, \e nie będzie musiał przed nikim
zdawać rachunku, cią\yło mu to. Miał przeświadczenie, \e przypadek Dawida Mugali
nie był odosobniony.
Rozejrzał się po skrzy\owaniu. Ze starą rozmawiała teraz młoda Murzynka w
łachmanach. Karuzela kręciła się znowu.
Przed ich oczyma przemaszerują pewnie wszyscy narkomani z Harlemu. Oby
tylko pokazał się Julius West.
Jeanie ani na sekundę nie spuszczała śmietnika z oka, tylko ona mogła
rozpoznać Juliusa.
Uśmiechnęła się do Malka, który zrozumiał od razu, \e czynnik ludzki
zdecydowanie działał na jego korzyść.
Jeanie musiała mieć dość praktykowanego przez kochanka mordobicia. Kiedy
nie miała na sobie munduru, jej zgrabna figura i pełna ekspresji zmysłowa twarz były
naprawdę zachwycające. Malko odwzajemnił uśmiech.
- Jeanie, powinna pani być cover-girl albo grać w filmach, a nie marnować się
w komisariacie w Harlemie.
Potrząsnęła głową.
- To nie zawody dla mnie. Byłoby mi wstyd. Nawet kiedy zakładam
przykrótką spódniczkę, czuję się skrępowana. Nie lubię, \eby mę\czyzni
pogwizdywali na mój widok. Có\ dopiero stanąć nago przed fotografem!
- Nie potrzebuje się pani rozbierać, \eby budzić po\ądanie - elegancko
zaoponował Malko.
Odwróciła się bez słowa, bardzo za\enowana; nigdy nie prawiono jej
komplementów tak bezpośrednio. W tej samej chwili detektyw trącił Malka łokciem.
- Patrzcie, jeszcze jeden.
Malko i Jeanie wychylili się. Murzynka drgnęła.
- To on.
Zbli\ający się Murzyn był chudy jak kościotrup, prawie zupełnie łysy, o
pomarszczonej, pustej twarzy.
Powłóczył nogą. Jego wygląd ró\nił go od pozostałych nabywców. Nim
podszedł do starej, rozejrzał się wokół siebie. Gdy jego wzrok zatrzymał się na  ich
budynku, Malko instynktownie odskoczył od okna, mimo \e Murzyn nie mógł
dostrzec ich za firankami.
Julius West stanął obok starej; wyglądało jakby z nią rozmawiał.
- Oby tylko miał pieniądze! Ta stara kutwa nie da mu nic na kredyt -
westchnęła Jeanie.
Julius miał pieniądze. Poło\ył zwitek banknotów na kolanach starej i ruszył w
stronę kosza. Uniósł pokrywę, zanurzył rękę, a zaraz potem wsunął ją do kieszeni.
Pod obojętnym okiem  stra\nika powtórzył tę czynność dwa razy, potem opuścił
pokrywę i powłócząc nogą odszedł w stronę Madison Avenue.
- On, to co innego - wyjaśniła Jeanie ściszonym głosem, jakby w obawie, by
Julius West jej nie usłyszał.
- Jest hurtownikiem, poza tym wiedzą, \e przychodzi regularnie i okradanie
ich nie le\y w jego interesie. Bierze, ile chce. Trzeba go złapać teraz, zanim zdą\y
odsprzedać heroinę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]