[ Pobierz całość w formacie PDF ]

w nadprzyrodzoną mądrość psa.
 Zapalać!  zakomenderował szeptem w radiotelefon i nie patrząc na re-
zultaty rozkazu, popędził za Chabrem.
Za nim bezgłośnie, na gumowych zelówkach, popędziła Janeczka. Za żywo-
płotem została ciotka Monika, gubiąca w błocie ranne pantofle, wpatrzona rów-
62
nocześnie w volkswagena na pochylni i w jakiś ruch, który dostrzegła z drugiej
strony.
Zaświeciły reflektory, ciotka Monika przetarła oczy. . . Wielka ciężarówka
przejechała zaledwie metr. Te prawe przednie koła jednakże były jej potrzebne,
same obręcze nie nadawały się do jazdy. Całe olbrzymie pudło przechyliło się
lekko na jedną stronę, przysiadło, zarzuciło i zamarło w bezruchu, o parę centy-
metrów od granatowego volvo.
Zabrzmiały rozmaite okrzyki, ilość policjantów wzrosła zdumiewająco, zło-
dzieje nie mieli szans. Dobrowolnie zaczęli wyłazić z szoferki i pudła, jeden rzu-
cił się do ucieczki, ale został natychmiast złapany. Najbliższy policjant poświecił
do wnętrza pojazdu.
 O kurza twarz!  wrzasnął z zachwytem.  Mamy dowód rzeczowy!
BMW!
Babcia na górze również wydawała rozmaite okrzyki, których słuchali z prze-
jęciem pani Krystyna i wujek Andrzej przy dwóch różnych aparatach telefonicz-
nych.
W końcu, w wyniku nieopanowanych emocji, wyrwała wtyczkę z gniazdka.
Nie bacząc na to, nadal relacjonowała wydarzenia, na szczęście jednak dziadek
już był na górze i wetknął wtyczkę z powrotem, odbierając babci słuchawkę.
 Zdumiewające  powiedział.  Taki nadzwyczajny przypadek jest wręcz
niemożliwy. Mam wrażenie, że chcieli staranować to volvo i uciec, ale właśnie
w tym momencie wysiadło im przednie koło. Oba, bo mają podwójne. W jedno
jeszcze mógłbym uwierzyć, ale dwa. . . ? Nie, więcej! Widzę, że środkowe też sie-
dzi. . . Dwie pary kół. . . ! Czy nasze dzieci nie rozrzuciły tam przypadkiem jakichś
gwozdzi. . . ?
Chaber doprowadził porucznika wraz z biegnącą za nim Janeczką aż za skrzy-
żowanie. Za ich plecami było już widno jak w dzień i rozkręcała się cała akcja.
Przed nimi panował mrok, rozjaśniony gdzieniegdzie blaskiem latarń, i w tym
mroku porucznik dostrzegł psa, wystawiającego jakiś samochód. Popędził ku nie-
mu na wszelki wypadek, nie mając pojęcia, czy jest mu to do czegoś potrzebne.
Był o pół metra, kiedy samochód nagle zaszumiał silnikiem, odbił od krawęż-
nika i wyprysnął do przodu.
 WAW 1824  powiedziała z tyłu Janeczka nieco zdyszanym głosem. 
I mogę się z panem założyć o wycieczkę do Honolulu, że w tym samochodzie sie-
dział przestępca. Jakiś od tamtych złodziei. Możliwe, że pilnował, albo sprawdzał,
jak im wyjdzie, albo co. Wszystkiego nie mogę wiedzieć tak od razu.
Porucznik najpierw zapisał numer, a potem popatrzył na nią.
 Z czego wnioskujesz?  spytał rzeczowo.
 Z Chabra. Bez powodu nas tu nie przyprowadził. Albo w tym samochodzie
siedział jeden z tamtych i on to wywęszył, albo ten tutaj był przedtem w ciężarów-
63
ce i on to też wywęszył. Pan sobie nawet nie może wyobrazić, jaki on ma węch.
To jest myśliwski pies i podobno wyjątkowo uzdolniony.
 Jestem skłonny wierzyć w to bez zastrzeżeń  mruknął porucznik.  nic,
mamy numer. . .
 Fałszywy?  spytała grzecznie Janeczka.
 Nie wiem. Sprawdzimy. Muszę tam wracać. . .
Niezwykły przypadek nagłego przedziurawienia czterech kół wzbudził ogólne
zdumienie i wielką radość policji. Pawełek starannie właził wszystkim w oczy już
bez parasolki Janeczki, z pustymi rękami. Dodatkową przyjemność sprawiła całej
ekipie kolejna akcja, mianowicie złodzieje zostali zmuszeni do poprzekładania
kół tak, żeby ciężarówka mogła jednak odjechać do komendy.
BMW z wnętrza zostało wydobyte i ruszyło za nią własnymi siłami.
 Ukradziono je chyba dosłownie przed chwilą, bo jeszcze nie mamy zgło-
szenia  powiedział porucznik, poczęstowany przez panią Krystynę winem, her-
batą i krewetkami.  Jeśli państwo pozwolą, zaraz się dowiem przez wydział
komunikacji, do kogo należy.
 Wydział komunikacji o tej porze chyba nie funkcjonuje?  zdziwił się
wujek Andrzej.
 W zasadzie nie, ale wobec tego nasilenia kradzieży mamy tam specjalny
dyżur  odparł porucznik i podniósł słuchawkę.
Zdecydowanie był to wieczór obfitujący w sensacje dla wielu osób. Właści-
ciel BMW omal nie dostał zawału przy telefonie, dowiedziawszy się, że jego sa-
mochód został ukradziony. Był to lekarz, chirurg-ortopeda, który nazajutrz miał
jechać do Płocka w celu wzięcia udziału w konsultacjach, a następnie dokonania [ Pobierz całość w formacie PDF ]