[ Pobierz całość w formacie PDF ]

twoim mieszkaniu - rzekł z uśmiechem. - Tego chcesz?
Jane zawahała się przez chwilę, jakby wyczuwając
pułapkę w jego słowach.
- Nie jesteś pewna, czy możesz mi zaufać? Nie
zachowywałem się najlepiej w twojej obecności, prawda?
%7łeby wszystko było jasne, rozumiem, że dasz mi znać, jeśli
zmienisz zdanie. Nie wejdę do twojej sypialni, póki mnie nie
zaprosisz.
- Jest kanapa...
- Na kanapie też cię nie wezmę. Nie zrobię tego, chyba że
sama o to poprosisz.
- Nie dojdzie do tego, jeżeli... - przerwała, nie chcąc, by
Samuel poznał inne warunki umowy. - Cieszę się, że
doszliśmy do porozumienia - zakończyła.
- Ja też - powiedział Samuel, choć zdawał sobie sprawę,
że nadchodzące dni nie będą łatwe dla żadnego z nich.
Od czego jednak jest sztuka uwodzenia...
ROZDZIAA DZIEWITY
- Podaj mi ziemniaki.
- Mamo, Charlie kopie!
- Wcale nie.
- A więc, Samuelu, co sprawiło, że zdecydowałeś się
osiedlić w Atherton?
- Nałożyć ci jeszcze groszku, Jane?
- Charlie, przestań kopać siostrę.
- Tak, mamo, jest pyszny.
- Atherton ma coś, czego nie mają inne zakątki tej ziemi -
rzekł Samuel, spoglądając z uśmiechem na Jane, a ona
odwzajemniła uśmiech.
Nie mogła się powstrzymać, choć wiedziała, że to część
spektaklu odgrywanego dla jej rodziny. Samuel tak czule na
nią patrzył. Ciemnogranatowa koszula pogłębiała błękit oczu
ukrytych za okularami w złotej oprawce.
Tak więc kolacja przebiegała bez zakłóceń. Do tej pory
wylano tylko jedną szklankę mleka i Samuel czuł się nad
podziw dobrze w rodzinnym chaosie powodowanym przez
siedmioro dorosłych i pięcioro dzieci przy jednym stole. A
więc dałam mu to, czego oczekiwał, pomyślała Jane. Kiedy
przyjechali, zaczęła pomagać matce i szwagierkom w kuchni.
Mężczyzni mieli dopilnować, by dzieci umyły ręce i nie
wdawały się w bójki. Nikt nie bawił się podawaniem koktajli.
Jeśli jesteś zaproszony na kolację do Marilee Smith, masz
siadać i jeść.
Jane rozejrzała się wokół. Moja rodzina może czasem
doprowadzać do szału, ale to dobrzy ludzie, pomyślała. Craig
był od niej o osiem lat starszy. Być może brakowało mu nieco
wyobrazni, lecz był całym sercem oddany rodzinie. Siedział u
szczytu stołu, dając baczenie na swoją najstarszą latorośl, gdy
Cherry zajmowała się blizniakami. Przez pierwsze dziesięć
minut spotkania indagował Samuela na temat jego profesji i
dochodów. Jak na Craiga było to powściągliwe zachowanie.
Bill, jako jedyny z rodzeństwa, był podobny do ojca. O
sześć lat starszy od Jane, ciemnowłosy mężczyzna, nigdy nie
mógł spokojnie usiedzieć na miejscu. Pewnie nawet teraz
przytupywał nogą pod stołem. Ktoś nie znający jego rodziny
uznałby, iż siedzący obok niego rudzielec to rodzony syn, a
nie dziecko, które w zeszłym roku dołączyło do klanu
Smithów, kiedy Bill poślubił jego matkę, Ewę.
Małżeństwo wspaniale powiększa rodzinę. Jane
pomyślała, że jej matka od razu pokochała dzieci nowej
synowej. Marilee zawsze uważała, że im więcej dzieci, tym
lepiej.
Położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu. Miała dziś na
sobie jedną z ulubionych, aksamitnych sukienek. Aadnie w
niej wyglądała. Gdy dotykała miękkiego materiału, czuła, że
ma zimne ręce.
Od trzech dni nie męczyły jej mdłości, to znaczy od
chwili, kiedy pojawił się Samuel. Co to mogło znaczyć?
Bill dowiódł po raz kolejny, że w głowie mu tylko
komputery, i przerywając ogólną rozmowę, zwrócił się do
narzeczonego siostry o opinię na temat opłat za używanie sieci
internetowej, o których zwiększeniu dyskutowano w
parlamencie.
- Przy obiedzie nie mówcie o polityce - zaprotestowała
stanowczo Marilee.
- Mamo, to nie dotyczy polityki, ale komputerów.
- Nie przy stole! Możecie spierać się na ten temat pózniej.
- Mamo, Charlie znowu mnie kopie! - rozległ się cienki
głosik.
Jane spojrzała na Samuela. Sądziła, że człowiek, który nie
przywykł do życia w rodzinie, będzie się czuł przytłoczony i
być może zechce uciec od chaosu. Pochyliła się ku niemu, by
sprawdzić jego samopoczucie.
- Nie zamierzasz stąd wyjść? - zapytała. - Podoba ci się u
nas, a może blizniaki znowu użyły maminego kleju, który klei
wszystko, i nie możesz się ruszyć?
- A już to kiedyś zrobiły? - zdziwił się. - Podoba mi się
twoja rodzina. Wszyscy mają w sobie tyle energii.
- Można tak to ująć - zgodziła się Jane, uznając, iż być
może Samuel rzeczywiście dobrze się czuje w domu Smithów.
- Twoja mama jest w swoim żywiole - zauważył.
- Często mówi, że żyje po to, by rozpieszczać wnuki -
przyznała Jane. - Uwielbia mieć je przy sobie.
Teraz obok Marilee siedziało dwoje nowych wnucząt,
Benji i Anna.
- Nie sądzisz, że byłaby zadowolona, gdyby się
dowiedziała, że będzie miała jeszcze jednego wnuka do
rozpieszczania?
- Na razie nie. Nie chcę nic mówić, dopóki lekarz nie
potwierdzi ciąży.
Rano Jane zamówiła wizytę kontrolną na piątkowe
popołudnie. Tego dnia wieczorem miał się odbyć bal
Towarzystwa Dobroczynności.
- Jeśli Liza zacznie mówić o testach, mama może
dowiedzieć się o wszystkim wcześniej, niż przypuszczasz. Nie
lepiej, żeby poznała prawdę w naszej wersji?
- Jeszcze nie - powtórzyła Jane, nie wiedząc, czemu się
tak upiera. Może z tchórzostwa?
- Myślę, że... - zaczął Samuel, rozglądając się wokoło. -
Twoja mama ucieszyłaby się nowiną, lecz bracia chyba mniej
- zakończył z rozbawieniem.
Jane zaczęła podejrzewać, że Samuel chce mimo wszystko
ujawnić jej tajemnicę, by w ten sposób ściślej związać się z
rodziną. Jedyną przeszkodę stanowił brak jej aprobaty dla tego
pomysłu. Z napięciem spojrzała mu w oczy, lecz miał tak
przyjazny wzrok, iż ogarnęła ją fala ciepła.
Odwróciła się i zjadła kilka ziarenek groszku z talerza. Nie
miała ochoty przekonywać się, że sprawa jej samopoczucia [ Pobierz całość w formacie PDF ]