[ Pobierz całość w formacie PDF ]

I radzić sobie nie umie 
Do Przyjazni się ucieka.
Tu Sprawiedliwość, ponurego czoła,
Zachwiawszy szalą zawoła:
Słuchajcie!  obie zadrżały. 
Równej są wagi waszych władz skutki:
Ogień Przyjazni powolny, lecz trwały;
Ogień Miłości wielki, lecz krótki.
 Tym wyrokiem, ich pokojem,
Ziemia się uradowała.
Malwino! nie wiem, co w sercu twojem,
Lecz w moim Miłość została.
61
Czas do Malwiny
Twój wzrok tkliwy, twarz blada i częste westchnienia
Wyjawiają przyczynę skrytego cierpienia.
Ty myślisz, że twe Serce, w takim jak dziś stanie
Strute srogą Miłością na zawsze zostanie?
Nie, Malwino! Ten pewnie i pewnie nie błądzi,
Co wierzy, że Czas wszystkim, i Miłością, rządzi.
Któż ubrał ziemię w rozmaite szaty?
Twój gaj rozwinął, twe ufarbił kwiaty?
Kto koła losu i szczęścia obraca?
Kto państwa wznosi i państwa wywraca?
Lub czyją władzą rządną kolej mienią
Lato za wiosną, zima za jesienią?
Czasu to dzieła. Czujem w nas ich skutki:
Byt i zniszczenie, pociechy i smutki.
I twoich jęków, o piękna Malwino!
Wierz mi, nie Miłość, ale Czas przyczyną.
Bądz jeszcze chwilę wytrwała,
Odmiany jesteśmy dzieci:
Miłość z Czasem przyleciała,
Miłość z Czasem i poleci.
62
ALEKSANDER
LINOWSKI
Nie mieć na przyszłość życzenia,
Brać równie wszystkie zdarzenia,
Lubić zimę równie z latem,
Cierń kolący z wonnym kwiatem,
Noc dżdżystą lub piękne zorze?...
 O, to być wcale nie może!
63
Herbata z winem
Na balu w przemyskiej ziemi
Pełnym gościami znanemi,
W domu powszechnie kochanym,
Gromadą cnót pięknych znanym,
W dzień imienin pani domu
Nie brakowało nikomu,
Chyba wyrazów wdzięczności
Ustom, pełnych tym dniem gości.
Pewna na tym balu dama
Nie wiedząca o tym sama,
%7łe jego ozdobą była,
Skromnie się w kącik schroniła.
Siadła i z nią Wdzięki razem,
Spoczynku była obrazem.
Mężczyzni tuż za Wdziękami
Szli ją bawić rozmowami.
Rozmowa była ciekawa 
Obojętności szła sprawa.
Ona jej słodycz wielbiła,
Na wszystko ją rozciągnęła:
Lecz chociaż jej słowom wierzę,
Nie wiem, czy to tylko szczerze.
Ci jednak szczerze ganili,
Co wtenczas przy niej bawili.
Na wszystko być obojętną,
Nie być na przeszłość pamiętną,
Nie mieć na przyszłość życzenia,
Brać równie wszystkie zdarzenia.
Lubić zimę równie z latem,
Cierń kolący z wonnym kwiatem,
Noc dżdżystą lub piękne zorze?...
 O, to być wcale nie może!
Wszystko, wcale jedno!  rzekła
I zimnym wzrokiem powlekła
Wszystko, co się przed nią snuło.
I wszystko ten wzrok poczuło.
Tocząc resztę rzekłem dalj:
Na jednej więc kładziesz szali,
Na przykład Marynki twoje
I me klasztorne pokoje?
Lub martwe piaski Sieniawy
I świeże życiem Puławy?
Albo wiersz ten, prosto drobny,
I Wieniec Halki nadobny?
Lub południe terazniejsze
Z pięknych godzin najpiękniejsze
64
Z dniem ciążącym chmurami?
Bądz, prosimy, szczerszą z nami!
Ej, dajcież mnie pokój, biednej,
Czyż to tylko we mnie jednej
Tę obojętność widzicie?
Pewnie, że z nią słodsze życie!
Spór ten uśmiechem przerwała
I  Herbaty!  zawołała.
Tłum się rozbiegł po pokoju
Szukać jej tego napoju.
Z cierpliwą czekając miną
Chciała herbaty z cytryną!
Z cytryną!  dwakroć wołała
(Bo ją tak zwykle pijała).
Lecz na sprzecznych zawstydzenie
Poprzeć dowodem mówienie
Natychmiast porę znajduje.
 Niech z nas każdy odżałuje
Próżnej słów swoich utraty
 Dano jej z winem herbaty...
Z winem zaś? Nic to!  znów rzekła
Wzięła, wypiła, uciekła!
65
JAN MAKSYMILIAN FREDRO
Wiersze ofiarowane księżnie Marii z Czartoryskich Wirtember-
skiej
Jeśli przymiotem jakim serce moje zdobię,
Komuż co jestem winien, jeżeli nie Tobie.
66
Do słowika
Ty, co przerywasz twym pieniem
Lubą cichość tej gęstwiny,
Zaczekaj nad tym strumieniem
Przyjścia nadobnej Haliny.
Gdy jej wdzięczny głos usłyszysz,
Co w słodkie wprawia dumanie,
Natychmiast sam się uciszysz 
Tak śpiewać nie jesteś w stanie!
Niechaj cię uczy śpiewania,
Bo tkliwiej od ciebie śpiewa,
Ty ją ucz sztuki kochania,
Bo na tej tylko jej zbywa.
67
Do Haliny
Miłością  to głębokie ja zowię wrażenie,
Zwiata, siebie samego całkiem zapomnienie!
To czucie proste, tkliwe, podległe, nieśmiałe,
Gwałtowne, lecz bez przerwy; nagłe, ale trwałe,
Które nadzieja zwiększa, lada bojazń wzruszy,
Ten to ogień, co z oczów przechodzi do duszy.
Na koniec to, co tylko czuję dla Haliny,
I to, co mnie wygania do Indów krainy.
68
Do Haliny
Na samej tylko miłości wspomnienie
Zaraz zaczynasz postać Twoją mienić,
Głębokie z serca wydając westchnienie
Mówisz, że przyjazń chcesz tylko już cenić,
%7łe z nią jedynie doznałaś słodyczy,
%7łe na jej łonie spoczywać tak mile!
Miłość zaś kryślisz jak zródło goryczy,
W którym dni twoich zasępiłaś chwile.
Zranione serce płonnymi pieszczoty
Lekką wabności okrywając zbroją
Chroni cię wprawdzie przechodniej zgryzoty,
Ale szczęśliwość czyliż robi twoją?
To widmo lekkie, co Szczęściem się zowie,
Co każdy w innej postaci ugania,
Rzadkie w istocie, a ustawne w mowie,
Jest tylko dziełem wspólnego kochania.
W Twoich oczach jego skryte jest narzędzie...
Ale myśl moja może już za śmiała!...
Jednak niech wolno choć żalić się będzie,
%7łe przyjazń tylko dla mnie już została!!!
69
Moje dumania
Eh! que fait l'univers ma douleur profonde?
Que me fait une partie, er le reste du monde?
Tancrde, trag. de Volt
Głuchym żalem osłupiały, nieszczęściem ciśniony, serce mając pełne ponurego smutku,
któren z mych oczów prawie gwałtem łzy wyciskał, niespokojnością miotany (jak gdybym
mógł się jeszcze nieszczęścia obawiać!), unikając pustej cichości, która w moim pokoju na
mnie czekała, gdyż ta rozdzierała jeszcze zranione już serce, nie mogąc zwrócić wzrok na
siebie bez największej przykrości, umyśliłem niepogodą odurzyć me cierpienie, sam nie wie-
dząc, gdzie pójdę. Nawiasem wszedłem do ogrodu.
Któren to mierząc obłędnym krokiem
Smutek mi stawiał wszędzie przed wzrokiem,
Gdyż nie miał wiosny wdzięcznej oznaki 
Gniewliwe tylko wiatry huczały
Pomostem kładąc drzewa i krzaki,
Burzyć się zdawał świat prawie cały.
Ta niezwykła i burzliwa wiosny postawa podobną do mojej młodości być mi [się] zdała 
jej zwyczajna cichość i swoboda strasznym wichrem była zburzona, dni zaś mojej wiosny,
które zwykle dla wszystkich kwiecistą drogą się toczą, naj gwałtowniejsze ze wszystkich
czucie zasępiło. Jedną tylko różnicę widziałem między terazniejszym roku a moim porankiem
i myśląc o niej mówiłem sam do siebie:
Wiatr się uciszy, słońce zajaśnieje,
Wonie siać będą kwiaty odrodzone,
Ciche łąk smugi i samotne knieje
Co dzień świeżejąc będą znów zielone.
Wtenczas i słowik miłośnie zanuci,
A tak, choć pózniej, przyjemność się wróci.
Ledwie się gdzieniegdzie, i to słaby, znak zostanie niepogód, które wytrzymała, a uspoko-
jona i do właściwej sobie wróciwszy piękności
Wiosna, gdy złączy wszystkie wdzięki i powaby,
Gdy upiększy, orzyzwi wzgórki i doliny,
Wtenczas mym oczom stawi  lecz, o, jak zbyt słaby! 
Obraz wdzięków, powabów, przymiotów Haliny.
Ale co dni moje, choć jeszcze do poranku wieku mego należą, jednak ponura noc już ich [ Pobierz całość w formacie PDF ]