[ Pobierz całość w formacie PDF ]

niesmak do siebie, niepokój  sięgały głębiej.
Drugi raz w życiu nie dawał mu satysfakcji wynik gry, bo klęską okazywała się sama gra. I drugi
raz tym, który ponosił winę za zapaść jego świata, za wywrócenie na nice jego reguł, był Paweł
Bossyn.
Wracając wolno ku swojej borsuczej norze przeżuwał sens owych niespełna czterdziestu godzin.
Spodobała ci się od pierwszego wejrzenia, myślał, od momentu, gdy stanęła w drzwiach. Dlatego tak
bardzo dotknęło cię to; że nie dla twojej osoby przyszła& Nie dotknęło? Dotknęło! Bossyn!
Zauważyłeś od razu, jak bardzo jest nim zafascynowana. I wcale nie potrzebowałeś pytać, by
wiedzieć, skąd się u niej ta fascynacja wzięła (no, w końcu przecież trochę znasz kobiety& ).
Poczułeś w niej jedną z tych, co łakną wtajemniczenia. Chcą, żeby pod zewnętrzną powłoką kryły się
niezbadane dziwy, nieprzeliczone, jedna na drugą ponakładane warstwy najgłębszych znaczeń,
sekretne odpowiedzi na pytania, których nie sposób sformułować jasno, bo w samej swej istocie są
zaledwie mrocznym przeczuciem. Dla takich kobiet mężczyzna godny jest uwagi tylko wtedy, gdy
posiada klucz do owych wewnętrznych kręgów. Albo potrafi sprawić wrażenie, że go posiada.
Bossyn! Musiałeś przyznać, że trudno znalezć kogoś, kto lepiej spełniałby warunki: sławny człowiek,
wybitny artysta, odkrywca nowych dróg i zdobywca szczytów& Ale jednocześnie nie mogłeś tego
przecież potraktować inaczej niż jako wyzwanie: pomniejszyć Bossyna, zdmuchnąć z niego
zniewalający czar, wysunąć się przed niego  właśnie tak to sobie od pierwszej chwili
wyobrażałeś.
Nastrój poprawił mu się nieco, gdy z rozbawieniem zaczął sobie przypominać szczegóły
poprzedniego wieczoru. Wślizgiwałeś się we właściwe wcielenie z chytrością węża, myślał,
bezbłędnie dobierałeś piórka do stroju, w którym chciałeś się jej pokazać (w którym ona mogła
chcieć cię widzieć). Michael Plant  weteran enklaw, który w każdej z nich ryzykuje życiem!
Michael Plant  odkrywca, który wydziera enklawom ich ukryty sens! Kotuś, szepnął chichocząc,
Kotuś, łykałaś te brednie jak gęś kluski& Wciąż chichocząc zrobił jeszcze kilka kroków i nagle
stanął jak wryty, bo myśli, które ostro przepłynęły przez jego mózg, były przykre niczym ukłucia
igieł: z czego się, barani łbie, cieszysz? Od początku czułeś, że nie miałaby nic przeciwko temu, by
silnie się z tobą zaprzyjaznić, a pózniej po prostu ją upiłeś! Ot, cała twoja wyrafinowana gra&
Dlaczego w ogóle zawsze musiał grać, udawać, knuć, cyganić, obełgiwać, blagować, pozorować,
okpiwać i przechytrzać? Czemu powiedziawszy dziesięć przypadkowych słów (na przykład:  Córuś!
Skąd się tutaj wzięłaś? Prędzej spodziewałbym się białej myszki! ) wpadał w narzuconą przez nie
koleinę roli i już nie potrafił wyrwać się z niej ku niczemu autentycznemu? Czy taka była jego natura,
istota? Czy było to tylko drugie ja nabyte w wędrówce przez zbyt liczne enklawy?
Ruszył dalej. Im krótszy stawał się dystans dzielący go od celu, tym głębszą przeszłość
rozświetlały jego wspomnienia. Tyle już lat minęło od dnia, w którym pierwszy raz stawiał sobie
pytania o cechy własnej natury, o przyczyny zachowań, nad którymi tracił kontrolę, o sens życia&
Paryż& Bossyn& I Nora Nardi& Nadal mógł powtórzyć każde z jej słów:  Nie mogę być z nim
dłużej; nie ma w nim już nic poza jego obsesjami, nie potrafi znalezć żadnych przyjemności w
realnym życiu. Ale przecież nie odejdę do ciebie, Miszka. Wybacz, że to mówię, ale w tobie w ogóle
nic nie ma; ty w swojej pogoni za przyjemnością zamieniłeś się w pustą formę, którą wypełnić można
wszystkim. To też niezbyt ciekawe& 
Minął bramę Vanderbilta. Ale nie poszedł do swego pokoju. Wiedziony wspomnieniami
skierował kroki do niegdysiejszej świetlicy. Gdy przed laty urządzał swoją samotnię, wstawił tam
jedyne dzieło Bossyna, jakie posiadał na własność: najwcześniejszy z dotykowców.
Pchnął wahadłowe drzwi. Przekraczając próg zarazem cofał się o ćwierćwiecze; oto znowu jest [ Pobierz całość w formacie PDF ]